• San Jose – miasto złota i chaosu

    Autobus z Puerto Limon do San Jose odjechał wcześnie rano. Na dworzec znów szliśmy jako jedyni niemiejscowi. Jedyna różnica między spacerem na dworzec a spacerem z dworca...

  • Puerto Limón – miasto, gdzie się nie jeździ

    Wcześnie rano promem transportowym płyniemy z Bocas del Toro na stały ląd. Wysiadamy w Almirante i łapiemy taksówkę na dworzec autobusowy. Co chwilę jeżdżą stąd busiki do Changuinola....

  • Bocas do Toro…

    Aby dotrzeć do Bocas del Toro, łapiemy autobus z Panama City. No może jednak nie tak od razu. Przede wszystkim „łapanie autobusu” to nie jest rzecz banalna...

  • Panama City – nowoczesne miasto z historią w tle

    Jeśli wyobrazić sobie stolicę „republiki bananowej”, to wyobrażenie to byłoby najbliższe Panama City. Leżące nad brzegiem oceanu miasto, już gdy podchodzimy do lądowania, robi niesamowite wrażenie… Instalujemy się w...

  • Długa podróż do Ameryki Środkowej…

    Dwa tygodnie w Polsce i znów pakujemy walizki. Czeka nas wyjazd niezwykły – celem jest Panama i Kostaryka. Jakoś tak już jest, że najciekawsze wyjazdy zaczynają się w sposób...

  • Długi powrót do Polski i Internet „na kartki”

    Na Palau spędzamy w sumie 2 tygodnie. Powrót do Polski zaczął się na 4 dni przed odlotem. Bierzemy fenomenalny hotel z prywatną plażą i odpoczywamy. Dzięki Biblii Taniego Spania...

Autobus z Puerto Limon do San Jose odjechał wcześnie rano. Na dworzec znów szliśmy jako jedyni niemiejscowi. Jedyna różnica między spacerem na dworzec a spacerem z dworca była taka, że rano nie było na ulicach prostytutek. Autobus jest wygodny i co mnie nieco zaskoczyło – Limon jest całkiem dobrze skomunikowane z resztą kraju. Załączam rozkład jazdy na jednym ze zdjęć niżej – może będzie Wam przydatny. Podróż zajmuje nieco ponad 3 godziny. Po drodze kilka kontroli policyjnych. Dużą część trasy pokonuje się, jadąc wzdłuż wybrzeża, co sprawia, że można podziwiać ocean i palmy na plażach.

San Jose przywitało nas dość chłodno jak na tę porę roku. Instalujemy się w hotelu i pieszo ruszamy zwiedzać miasto. Po kilkunastu minutach spaceru jesteśmy przed Teatrem Narodowym. Budynek ciekawy, ale moim zdaniem nazbyt przecenia się w przewodnikach jego „doniosłość” i „istotność” w samym mieście. Wynika to najpewniej z faktu, że w San Jose nie ma zbyt wiele zabytków jako takich. Turyści przyjeżdżają tutaj głównie z uwagi na fakt, że znajduje się tu największe w kraju lotnisko i najbardziej imponujące w Ameryce Środkowej muzeum złota – o tym niżej. Zwiedziwszy teatr, ruszamy „na podbój miasta”. Szczególnie zaciekawiła mnie dzielnica chińska. China Town w San Jose jest trochę nazbyt duże, jakby nie pasowało do wyobrażenia Kostaryki, jakie ma się w głowach. Jest to też najczystsza i najlepiej utrzymana (jeśli idzie o stan budynków) dzielnica miasta. Czytaj więcej

Wcześnie rano promem transportowym płyniemy z Bocas del Toro na stały ląd. Wysiadamy w Almirante i łapiemy taksówkę na dworzec autobusowy. Co chwilę jeżdżą stąd busiki do Changuinola. Po 40 minutach obijania sobie tyłków w mikrobusie, gdzie na siedzeniu, na którym ja sam ledwo się mieszczę, siedzieliśmy we dwoje, w końcu wysiadamy. Szybkie zasięgnięcie języka i łapiemy kolejny (tym razem autobus, przerobiony ze starego „school busa”) do Sixaola. Granica z Kosaryką. Po stronie Panamy wszystkie formalności załatwiamy błyskawicznie. Przechodzimy przez dawny most kolejowy i… jesteśmy w Kostaryce. Pięknie. Teraz trzeba odnaleźć imigration office, co, jak się okazuje, jest dość kłopotliwe, z uwagi na fakt, że po pierwsze jest ono ukryte dość dobrze między jakimiś magazynami, a po drugie jedyną drogę do owego office blokuje tir, który właśnie jest rozładowywany. Przeciskamy się jakoś i w końcu mamy pieczątki Republiki Kostaryki w paszportach. Pieszo idziemy na dworzec autobusowy i… dowiadujemy się, że kolejny autobus do San Jose jest jutro. Ponieważ nie uśmiecha nam się czekać 24 godziny na dworcu, łapiemy jedyny środek transportu, jaki jest dostępny, jedziemy do Puerto Limón.

Miasto to ma dziwną historię i jeszcze dziwniejszą (aby nie powiedzieć najgorszą z możliwych) opinię. Po kolei jednak (zanim przejdę do tego, że we wszystkich miejscowościach w Kostaryce (i pod granicą Panamy) mówiono nam, aby tutaj nie jechać, bo jest zbyt niebezpiecznie. Limón to miejscowość położona nad Morzem Karaibskim, na miejscu dawnej indiańskiej wioski Cariay, do której zawinąć miał Krzysztof Kolumb (tak twierdzą miejscowi, co jeśli jest prawdą oznaczałoby, że odkrywca Nowego Świata jednak postawił stopę na lądzie stałym w Ameryce). Obecnie jest to główny i najważniejszy port Kostaryki, a prosperita zaczęła się w roku 1867, gdy doprowadzono tutaj linię kolejową, którą wożono kawę z Valle Central oraz banany. Czytaj więcej

Aby dotrzeć do Bocas del Toro, łapiemy autobus z Panama City. No może jednak nie tak od razu. Przede wszystkim „łapanie autobusu” to nie jest rzecz banalna w swej istocie. Przede wszystkim wiedzieć trzeba, że w Panama City dworce autobusowe nie są najbardziej widocznymi obiektami w mieście. W gruncie rzeczy to trzeba nieźle się nagimnastykować, aby ustalić po pierwsze, z którego dworca chce się jechać gdziekolwiek, a następnie jaką kampanią autobusową. W końcu! Znajdujemy dworzec. Kupujemy bilety (co też jest dość ciekawe, gdyż kasy otwierane są kilkanaście minut przed odjazdem autobusu) i jedziemy. Nasza podróż potrwa całą noc. Autobus jest wygodny, klimatyzowany. Można się zdrzemnąć. Celem naszym jest leżące jeszcze na kontynencie Almirante. Docieramy do celu o 4.00 nad ranem. Wysiadamy i od razu za 1 dolara łapiemy taksówkę (czy raczej taksówka łapie nas) do przystani promowej. Kupujemy bilety i po około godzinie wraz ze wschodem słońca płyniemy do miasta Bocas del Toro, które leży na wyspie o tej samej nazwie. Gdy docieramy do celu, przezywamy mały szok. Miasto zupełnie inne niż kontynentalna Panama. Jakby bardziej kolonialne, jakby bardziej czyste i bardzo nastawione na turystów. Przede wszystkim zaś – niewielkie. Nasz hotel znajduje się zaledwie kilkadziesiąt metrów od przystani. Czytaj więcej

Jeśli wyobrazić sobie stolicę „republiki bananowej”, to wyobrażenie to byłoby najbliższe Panama City. Leżące nad brzegiem oceanu miasto, już gdy podchodzimy do lądowania, robi niesamowite wrażenie…

Instalujemy się w hotelu. Krótki odpoczynek i planujemy zwiedzanie na jutro. Cel na dziś to zwiedzić chyba najbardziej znaną i najpiękniejszą część Panama City – Casco Viejo. Mamy szczęście, bo dzięki kilku technikom z Biblii Taniego Spania udało nam się znaleźć apartament w samym centrum starego miasta za darmo! J Wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO stare miasto jest po prostu niesamowite. Klimatyczne, z piękną architekturą, szalenie bezpieczne. Niemal każdy budynek tutaj się znajdujący i każdy plac jest zabytkiem. Z najważniejszych wymienić trzeba katedrę, Kościół i klasztor Franciszkanów (wstęp darmowy, a mieści się tutaj muzeum sztuki sakralnej), Kościół La Merced czy też Kościół i klasztor Dominikanów, w którym znajduje się tzw. płaski łuk. Jeśli zaś jesteśmy przy muzeach, to koniecznie warto zajrzeć do Muzeum Historii Kanału Panamskiego i Muzeum Panamy (bardzo skromne, ale warte uwagi). Czas mija tutaj szalenie szybko. Zwiedzamy, spacerujemy, zaglądamy do kawiarni i… pora wracać po zmroku do hotelu. Padamy na łóżko, przed snem pijemy jeszcze kilka kieliszków doskonałego rumu. Czytaj więcej

Protected with SiteGuarding.com Antivirus