„Bogowie, groby i uczeni”, czyli Kermanszah i Behistun zobaczyć na własne oczy

Kolejny etap naszej podróży po Iranie rozpoczyna się wieczorem, gdy oddajemy nasze bilety autokarowe i kupujemy w całkiem sensownej kwocie bilety lotnicze. Naszym celem jest oddalone o ponad 950 km od Perspepolis miasto Kermenszah. Lot z przesiadką w Teheranie jest krótki, aczkolwiek ciasno w samolocie. Lądujemy. Łapiemy taksówkę do hotelu. Kermenszach, po tym jak ucierpiał w wojnie z Irakiem, nie może pochwalić się dużą ilością zabytków. Leży ono 1600 metrów nad poziomem morza i przyciąga głównie miłośników starożytności, którzy chcą dostać się stąd do Behistun czy też eksplorować okoliczne góry Zagros.

Mimo zniszczeń wojennych w mieście można znaleźć miejsca pod każdym względem niezwykłe. Zostawiwszy rzeczy w hotelu, łapiemy taksówkę i kierujemy się do Parku Taqe Bostan. Znajduje się tutaj zespół bardzo dobrze zachowanych reliefów naskalnych z czasów Sasanidów tj. III–VII wieku po Chrystusie. Ulokowane zostały one w sztucznie wykutych jaskiniach.

Pierwsza grota jest położona niedaleko od stawu, a trasę, która do niej prowadzi, upiększają kolumny z wymyślnie wyrzeźbionymi kapitelami. Niektóre z nich przedstawiają króla Sasanidów trzymającego koronę lub pierścień władzy. Określenie „grota” jest w tym przypadku nieprecyzyjne, niemniej jednak jest coś fantastycznego i nierealnego w tym miejscu. Nie wiadomo dokładnie jakie było przeznaczenie tych dwóch stworzonych przez człowieka niecek wykutych w skale, ale sceny walki widniejące na ich dwóch bocznych ścianach sugerują, ze stanowiły one część uwielbianego przez Sasanidów królewskiego parku, w którym odbywały się polowania. Można tutaj zobaczyć  także wyryte zaratusztriańskie drzewo z nasionami wszystkich roślin świata, które daje początek każdej znanej nam roślinie. Na końcu groty można zauważyć wielką postać prawie samodzielnie stojącego jeźdźca i konia wyrzeźbioną w skale, a powyżej (patrząc od lewej do prawej) znajdują się: bogini Anahita, która rozlewa trunki, wyobrażenie samego króla i bóg Ahuramazda.

Druga z grot została zarezerwowana na wyobrażenie Szapura III (383–8) ze swoim dziadkiem Szapurem II (data śmierci 378) widocznym po prawej stronie. Napis jest sporządzony pismem pahlavi, które wyszło z użycia wraz z podbojem Persji przez Arabów w VII wieku. Nieco dalej znajduje się płaskorzeźba obrazująca koronację Ardaszira II (379-83) z bogiem Ahuramazdą po prawej stronie. Przedstawiono tut także Mitrę – boga zaratusztriańskiego, którego zadaniem jest strzec umów oraz sprawiedliwości. Stoi on na kwiecie lotosu. W rękach trzyma gałązki przeznaczone do rozpalenia świętego ognia. Według zaratusztiańskich wierzeń pod taką postacią Ahuramazdy codziennie przemierzał niebo w swoim słonecznym rydwanie (stąd aureola z promieni słonecznych), aby sprawdzić, czy każdy dotrzymywał danego słowa. Jednakże kiedy został uznany za bóstwo przez żołnierzy rzymskich, wypełniał swoje obowiązki w tajemnicy w podziemiach lub świątyniach bez okien. Pod stopą Ardaszira II leży pokonany przeciwnik, który jest prawdopodobnie rzymskim cesarzem. Broda upadłego cesarza wskazuje, że jest to Flawiusz Julian zwany Apostatą, który najechał na tereny zamieszkałe przez Sasanidów, docierając aż do miasta Ktezyfon. Rzymski cesarz ostatecznie został pokonany i umarł w 363 roku. Było to 16 lat przed objęciem tronu przez Ardaszira. Podczas swojego panowania Ardaszir nie prowadził żadnych działań wojennych przeciwko Cesarstwu Rzymskiemu. Trudno wskazać ówczesnych władców Cesarstwa Rzymskiego, którzy byliby w stanie sprostać potędze Persji.

Kilka zdjęć i pora ruszać w góry – cel Behistun. Behistun to w gruncie rzeczy niewielka wioska. Słynie ona z tego, że na jej skraju wysoko na półce skalnej król Dariusz I nakazał wyryć jedną z najsławniejszych inskrypcji w dziejach. Sławę zyskała dzięki temu, że posłużyła jako źródło do odczytania pisma klinowego. Wyryto ją w trzech językach: akadyjskim, staroperskim oraz elamickim. W sumie około tysiąca linii tekstu umieszczono ponad 100 metrów nad drogą tak, aby każdy mógł go zobaczyc. Pomiędzy tekstem znajduje się relief. Przedstawia on władcę, towarzyszących mu dwóch żołnierzy oraz dziesięciu pokonanych przez króla buntowników, w tym najważniejszego z nich, Gaumatę, którego Dariusz miażdży stopą. Nad sceną unosi się symbol przedstawiający dostojną postać wyłaniającą się ze skrzydlatego koła – obecnie uważaną za przedstawienie Farna, czyli królewskiej chwały. Już w 120 lat po śmierci Dariusza powstały legendy dotyczące inskrypcji i reliefu. Ktezjasz, grecki historyk, w swej Historii Persji pisze, że relief kazała wykuć królowa Semiramida dla Zeusa. W X wieku n.e. istnienie inskrypcji odnotował arabski podróżnik Ibn Haukal, interpretując relief jako przedstawiający nauczyciela karzącego swych uczniów. W nowożytnej historii do Behistun Europejczycy dotarli w 1598 roku. Byli to Anglik, dyplomata – Robert Sherley i Francuz – Abel Pinston, który uznał, że relief przedstawia wniebowstąpienie Chrystusa. W roku 1802 Georg Friedrich Grotefend odcyfrował 10 z 37 staroperskich symboli, odkrywając, że w przeciwieństwie do semickiego pisma klinowego, pismo staroperskie jest alfabetyczne, a każdy wyraz oddzielony jest pochyłym pionowym znakiem. Dopiero w 1836 roku oficer brytyjskiej armii – Henry Rawlinson, prowadzący szkolenie armii szacha, „odkrył dla świata” pełne znaczenie inskrypcji. Mając do dyspozycji efekty pracy Grotefenda, zauważył, że pierwszy fragment tekstu zawiera listę królów perskich, która odpowiada analogicznej liście dostępnej w dziełach Herodota, gdzie występowały one w greckiej transliteracji. Porównując imiona z symbolami graficznymi, Rawlinson odcyfrował całość staroperskiego tekstu. W ciągu ostatnich kilku lat dzięki irańskim naukowcom powstała pełna dokumentacja inskrypcji, jednak niektóre znaki zostały bezpowrotnie zatarte w wyniku działania natury. Samo Behistun to niewielka wieś leżąca u stóp Gór Zagros w irańskiej prowincji Kermanszah. W 2006 r. została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Kilka zdjęć – niestety tylko z daleka. Od kilku lat nie można wspinać się do samej inskrypcji. Wielka szkoda. Zapuszczamy się w okoliczne góry. Po kilku krokach naszym oczom ukazuje się chyba najbardziej znana rzeźba Heraklesa nie tylko w Iranie ale w Azji w ogóle. Kilka zdjęć i dalej w góry… czas mija szybko, a my uświadamiamy sobie, że taksówkarz za chwilę odjedzie bez nas. Szybkim krokiem wracamy do naszego kierowcy i późnym wieczorem docieramy do hotelu. Padamy na łóżka. Jutro ruszamy na wschód. Tymczasem kilka zdjęć by Jerzy Sempowicz i kilka moich 🙂

Comments

comments