Campeche — miasto-twierdza u wrót Jukatanu

Znów na dworzec ADO i znów jedziemy. W końcu wjeżdżamy na Jukatan! Półwysep piramid, dżungli i pięknych plaż. Docieramy do jednego z najważniejszych miast obronnych w tej części świata w XVIII wieku — Campeche. Zanim pojawili się tutaj Hiszpanie i otoczyli miasto potężnymi murami obronnymi, Majowie zbudowali tutaj niewielkie miasteczko. W roku 1540 przybyli konkwistadorzy i wznieśli San Francisco de Campeche. Nazwa została zaczerpnięta od miasteczka majów Campe, które tutaj leżało. To stare miasto w opisach miało ponad 3000 domów i różnych budowli, z których niestety niewiele śladów pozostało. Wysiadamy na dworcu i jedziemy w obręb starego miasta, które dziś — jak przed wiekami — otaczają mury obronne, siatka ulic jest niezwykle precyzyjnie wytyczona, a zabytki, mimo że ich najlepsze czasy przeminęły, nadal urzekają i pozwalają sobie wyobrazić jak potężny musiał to być w czasach władzy hiszpańskiej ośrodek miejski.

Po zameldowaniu się w hotelu kierujemy się ku zabytkowi chyba najważniejszemu — katedrze miejskiej. Zanim tam jednak dotrzemy, najpierw mury. Miasto było przez całe dziesięciolecia obiektem ataków ze strony piratów. Po tym jak w roku 1663 w dużej mierze zrównali je z ziemią, Hiszpanie otoczyli Campeche długim na dwa i pół kilometra murem obronny, górbym na prawie 3 metry. Dodatkowo mur wzmocniono ośmioma wieżami. Wkraczamy na mury, aby podziwiać panoramę miasta i rozejrzeć się po okolicy. Po tym jak Meksyk odzyskał niepodległość miasto straciło swoje znaczenie jako najważniejszy port, z którego wysyłano towary do Hiszpanii. Z drugiej jednak strony zaczęło dynamicznie się rozrastać jako ośrodek rybołówstwa i handlu. Rozlało się ono poza mury obronne, które de facto straciły pierwotne znaczenie.

Po obejrzeniu murów wchodzimy w obręb starego miasta. Pierwsze kroki kierujemy do… ogrodu botanicznego. Urządzono go między murami obronnymi, wewnątrz jednej z baszt. Ogród jest niemal mikroskopijny, ale pozwala zrozumieć, jak potężne były umocnienia, które chroniły miasto. Zrobiwszy kilka zdjęć, wchodzimy na piękny plac centralny, który zajmuje Parque Principal. Tutaj toczy się życie towarzyskie i tutaj zbudowano piękną z zewnątrz i nieco rozczarowującą w środku katedrę. Catedral de la Concepcion jest bardzo prosta w środku, jakby nie pasowała do imponującego zewnętrznego wyglądu.

Spacerujemy ciasnymi uliczkami, oglądamy zabytki, zatrzymujemy się przy kolejnych wystawach. Sporo czasu spędzamy na nadmorskim bulwarze, przy którym leży nasz hotel. Po południu zapuszczamy się poza mury starego miasta. Po pierwsze musimy kupić na jutro bilety do Tulum, a po drugie bilety do Meridy. Wszystko udaje się załatwić błyskawicznie. „Nowe miasto” to twór zupełnie inny niż to, co można zobaczyć wewnątrz dawnych murów obronnych. Wypełnione mrowiem ludzi, bez ładu, bez składu, ogromny harmider sklepów, straganów i wszystkiej maści innych biznesów. Drogi równie zatłoczone jak chodniki (a właściwie to, co za chodnik uchodzi). Mimo to daje się wyczuć pewien porządek organizacyjny. Nikt na siebie nie wpada, samochody jadą szybko, ale bez stłuczek. Wieczorem wracamy w obręb murów. Jeszcze kilka zdjęć i kolacja. Do hotelu docieramy bardzo późno. Jutro znów ruszamy na piramidy!

Comments

comments