Co za świnie z tych Rzymian!

Samolot z Barcelony do Rzymu, dzięki kilku prostym technikom z Biblii Taniego Latania kosztował nas zaledwie 11 euro za dwie osoby. Niezbyt drogo a od kiedy Ryanair pozwala zabierać dwa bagaże podręczne nawet na bardzo długie wyjazdy można spokojnie obejść się bez bagażu rejestrowanego. Rzym powitał nas na godzinie 7 rano słońcem… Dojazd do centrum to koszt 5 euro. Autobus klimatyzowany i wyposażony w Wi-Fi. Wysiadamy w centrum miasta i… niemal od razu odczuwamy to, co mieszkańcy wiecznego miasta określają terminem pazienza. O tym „czymś” jednak będzie za chwilę, gdyż najpierw słów kilka o naszym hotelu.

Pierwsze kroki kierujemy do stacji metra i jedziemy do hotelu! Hotel, w którym się zatrzymaliśmy to Idea Roma Nomentana. Położony nieco na uboczu, ale bardzo blisko stacji metra. Normalna cena za to locum za 3 noce dla dwóch osób ze śniadaniami to około 1200 zł. My zapłaciliśmy zaledwie 16 zł za 3 noce dla dwóch osób, czyli… 2 zł za noc za osobę! Jak to możliwe? Wyjaśnienie w szczegółach zajęłoby kilkanaście stron maszynopisu (nie wiem ile to stron w przeglądarce internetowej), ale – najogólniej rzecz ujmując – udało się znaleźć i wykorzystać błąd w systemie rezerwacji hotelowych pewnego portalu internetowego. Potwierdzenie rezerwacji wraz z ceną prezentuje poniższy zrzut ekranu.

Zrzut ekranu 2015-06-19 o 16.50.40

Zameldowawszy się w hotelu ruszamy na spacer… krótki, bo jednak noc nieprzespana i trzeba nieco się zregenerować.

Jak zwiedzić Rzym? Zadanie jak na 3 dni skomplikowane (zwłaszcza dla historyka-starożytnika), niemniej próbę podjąć trzeba. Zanim jednak o zwiedzaniu to słów kilka o tym, co je najbardziej utrudnia i jednocześnie ułatwia. Chodzi o pewną, dość specyficzną, cechę mieszkańców Rzymu określaną słowem pazienza. Pazienza to słowo, które nie sposób przetłumaczyć na język polski. Jeśli wziąć słownik języka włoskiego, to ma ono oczywiście bardzo dokładnie objaśnione znaczenie. Pazienza jednak w Rzymie oznacza coś zgoła odmiennego niż słownikowa definicja. Rzym, można odnieść wrażenie, to największe na naszym globie skupisko zabytków. Tysiące lat historii, każdy kamień mógłby zostać wstawiony do muzeum. Mieszkańcy włoskiej stolicy tak bardzo przywykli to obecności historii, że jeśli próbować poruszyć ten temat przy kieliszku wina, to zaobserwujemy właśnie pazienza. Pazienza to przyzwyczajenie, które przechodzi w nudę i obojętność. To gest mówiący „to oczywiste, że wszędzie wokół przytłacza nas historia, ale żyjemy dziś tu i teraz”. Wizualnie pazienza to delikatne wzruszenie ramionami, wyraz obojętności i pewnej bezsilności. Dla Rzymian (tzn. współczesnych mieszkańców miasta) otaczająca ich historia może być skwitowana włoskim słowem ennui, co można przetłumaczyć jako „wieczna nuda”. Przytłoczeni historią starają się żyć dniem dzisiejszym. Nie jest jednak to życie łatwe. Mieszkańcy stolicy nie są – delikatnie mówiąc – lubiani w innych regionach Włoch. Doskonale oddaje to skrót SPQR. W starożytności rozwijało się go: Senatus Populusque Romanus. Obecnie mieszkańcy Italii mawiają: Sono Porchi Questi Romani, co można przetłumaczyć „co za świnie z tych Rzymian”.

Nasz spacer ma w swoim zamierzeniu pozwolić na powolne odkrywanie Rzymu Starożytnego w duchu pazienza. Nie, nie dlatego, że Rzym starożytny jest nudny. Pazienza dlatego, że… gdyby nie przyjąć a priori, iż zabytki są wszędzie i są czymś tak „normalnym”, że aż „nudnym” to najprawdopodobniej nie uszlibyśmy nawet 200 metrów dziennie, gdyż każdy kamień jest w Rzymie wart uwagi. Trzeba zatem przyjąć postawę pazienza i skupić się tylko na tych najważniejszych.

Pierwsze kroki kierujemy na Kapitol. Tutaj zaczął się jeden z najważniejszych etapów w historii Europy i trwał całe tysiąclecia. O tym jednak będzie już w kolejnym wpisie…

Comments

comments