Długa podróż do Isfahanu

IMG_3359Podróż do Isfahanu, magicznego Isfahanu, miejsca, gdzie tysiące lat historii zostało zamknięte w budowlach, które do dziś skrywają swoje tajemnice, zaczęła się dla mnie na dworcu PKP w Poznaniu. Wysiadam z taksówki i udaję się na pernon — do Wrocławia jadę pociągiem. Czekają mnie dwie nieprzespane noce. Intercity o wdzięcznej nazwie „Cicibor” odjeżdża o 20.53. Kilka minut po 23.00 jestem na miejscu, gdzie spotykam moich towarzyszy podróży. Kolejny etap: autobusem LuxExpress do Pragi. Odjazd 4.45, o 9.30 melduję się w stolicy Czech. Śniadanie w przydworcowej restauracji i z dwoma przesiadkami jedziemy komunikacją miejską na lotnisko. Najwygodniej, wbrew pozorom, jest skorzystać z metra a następnie autobusu. Bilet kosztuje 32 korony i jest ważny 90 minut od skasowania. Lotnisko w Pradze. Odnajdujemy nasz check-in, nadajemy bagaże i kilkanaście minut później czekamy już pod naszym gatem. Kilka minut przed 14.00 startujemy do Mińska.

IMG_3345Belavia, którą lecimy, to linia mało popularna w Polsce. 

Moim zdaniem szkoda, bo jeśli chodzi o komfort i jakość obsługi, jest na takim samym jak europejskie linie lotnicze poziomie (z polskim LOT-em włącznie). Po zajęciu foteli stewardesa podaje słodycze. Nic wielkiego, ale mając porównanie z LOT-em, gdzie nawet za kawę trzeba płacić, to bardzo miły akcent. W czasie krótkiego (półtorej godziny) lotu do Mińska dostaliśmy do wyboru kawę lub herbatę. Lądowanie w Mińsku. Lotnisko wygląda jak za czasów minionej epoki. Czas zatrzymał tutaj się w latach 80. Po wyjściu z autobusu lotniskowego najpierw mamy problem ze znalezieniem strefy tranzytowej. Nie jest ona niemal w ogóle oznaczona i trzeba wspinać się po schodach, które do złudzenia przypominają drogę ewakuacyjną. W końcu, ponowna kontrola paszportów i bagażu i jesteśmy w strefie odlotów. Ciekawe lotnisko. Internet działa fatalnie, trzeba nieźle się nakombinować, aby otrzymać 15 minut darmowego, a płatny, mimo iż teoretycznie jest, to w praktyce nie działa. Udaje się mimo wszystko połączyć, sprawdzić pocztę i… wpadamy na pomysł, aby iść coś zjeść. Niestety oferta gastronomiczna lotniska ogranicza się do… kilku barów, w których poza alkoholem można kupić okropne (i nie najświeższe) przekąski, przynajmniej w części po prostu niejadalne. W końcu podstawiony zostaje samolot do Teheranu. IMG_3340Kilkadziesiąt osób leci z nami. O godzinie 22.15 odrywamy się od pasa startowego. Lot do Teheranu był męczący, nawet bardzo. Mało miejsca w samolocie i fatalna godzina lotu (kiedy najbardziej chce się spać). Lądujemy w stolicy Iranu kilka minut przed 4.00 nad ranem. Jeszcze pół godziny czekania, abyśmy mogli wyjść z samolotu, i… stoimy w kolejce do kontroli paszportowej. Całość przechodzimy błyskawicznie, odbieramy bagaż, wymieniamy na lotnisku walutę (warto to zrobić na piętrze — w hali odlotów, lepsze kursy!) i łapiemy taksówkę na Południowy Dworzec Autobusowy w Teheranie. Koszt przejazdu: 750 000 riali. Biorąc pod uwagę, że przejechaliśmy prawie 40 kilometrów cena 80 zł nie wydaje się ogromna. Niestety innej opcji niż taksówka po prostu nie ma. Na dworcu autobusowym meldujemy się o 6.15 rano. Szybki spacer po kasach biletowych i na 6.45 kupujemy bilety do Isfahanu wygodnym autobusem. Odsypiamy nieco, trochę podziwiamy krajobrazy. Po godzinie 12.30 meldujemy się na dworcu w Isfahanie. W końcu dotarliśmy do miasta, które obejmuje „połowę świata”. Jeszcze tylko załatwienie hotelu, wynegocjowanie niewielkiego rabatu za 2 noce i można zwiedzać.

Comments

comments