Dolina Księżycowa, czyli Atacama z biurem podróży

Chcąc sprawdzić jakość obsługi i ceny w biurach podróży oferujących wycieczki po Atacamie (niestety, było to konieczne w ramach zbierania materiałów do naszego przewodnika po Chile i Wyspie Wielkanocnej, którego premiera będzie miała miejsce za 2 tygodnie), musieliśmy wybrać się na krótki research. Po oddaniu rowerów do wypożyczalni i zjedzeniu czegoś lekkiego, ruszamy zaopatrzyć się w wodę. Niestety, bardzo drogą wodę. Pustynia ma swoje uroki, niektóre są urocze a inne nie urocze. Do tych nie uroczych zaliczyć trzeba to, że półtorej litra wody kosztuje 5-6 zł. No nic. Płacimy i idziemy pod nasze „tourist office” – nazwa tyleż szumn,a co zabawna w kontekście niewielkiej budy, w którym ono się mieści i czekamy na nasz transport. W sumie z usług tegoż biura (celowo skorzystaliśmy z taniego, aby sprawdzić jakość wycieczki) dziś korzysta około 20 osób. Wycieczka kosztuje 8 tysięcy pesos na osobę. Do tego trzeba doliczyć 2 tysiące, które płaci się przy wjeździe do parku narodowego. Zatem kilka godzin zwiedzania za niecałe 60 zł. Autobus, którym jedziemy nie należy do najmłodszych modeli. Właściwie jest już to bardzo wyeksploatowany pojazd (chwilami dziwię się, że daje radę wjechać pod niektóre wzniesienia). Niemniej jednak jedziemy…

Celem jest słynna Dolina Księżycowa. Niestety fakt, że jest ona znana (i tania) sprawia, że jest wręcz zadeptywana przez turystów. Gdyby nie fakt, że sprawdzić trzeba biuro podróży prawdopodobniej wzięlibyśmy rowery i popedałowali tutaj. To zaledwie 12 km od San Pedro, a z pewnością komfort zwiedzania byłby nieporównywalnie większy. Zwiedzanie tego obszaru z biurem podróży trochę przypomina „japońską wycieczkę”. Jak najszybciej przejść z punktu A do punktu B, a czasu na zdjęcie czy podziwianie okolicy jest tyle, co kot napłakał. Cóż… wszystko ma swoje wady i zalety. Wadą wycieczki z biurem podróży jest to, że najciekawsze krajobrazy można podziwiać ukradkiem, na szybko. Jakoś przewodniczce nie chce się prowadzić grupy na ubocze – ma swój program, który musi zrealizować. Szkoda, gdyż są tu jeszcze miejsca, w których dolina do złudzenia przypomina krajobraz, jaki możemy zobaczyć na zdjęciach satelitarnych z księżyca. Złudzenie jest do tego stopnia przekonujące, że część ludzi w USA jest zdania, że człowiek nigdy na księżycu nie wylądował, a tutaj nakręcono film, który miał przekonać społeczeństwo, że udało się postawić stopę na srebrnym globie. Niestety, z biurem podróży szanse na zobaczenie tych widoków jest po prostu mizerne. Swoją drogą to musiało być niezwykłe przeżycie, gdy można było przejechać z San Pedro do Calamy przez dolinę. Zanim powstał tutaj Park Narodowy, prowadziła przez nią tzw. stara droga do Calamy.

Po obejrzeniu doliny nasz autokar kieruje się nad urwisko, z którego można podziwiać niesamowity zachód słońca. Fakt, chętnie zapłaciłbym te w przeliczeniu 50 zł tylko, aby tutaj dojechać, ale… ponieważ dziesiątki biur podróży wożą tutaj turystów, trudno znaleźć wolne miejsce (na ogromnym obszarze urwiska!). Do najlepszych miejsc widokowych ustawiają się kolejki, aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Jednak komercja nawet tutaj się wkrada… Czynię mocne postanowienie. Unikać jak ognia biur podróży. Nie zawsze, co prawda, jest to możliwe (zwłaszcza w krajach mniej bezpiecznych), ale gdzie tylko się da trzeba unikać. Nawet jeśli z biur podróży zmuszony jestem korzystać, to traktuję je trochę tak, jak wycieczki All Inclusive. Poprzez to rozumiem taką postawę: dajcie mi lot + hotel + wyżywienie + święty spokój. W praktyce zaś: zjeść śniadanie, zniknąć z hotelu na cały dzień i wrócić na kolację (no dobrze, czasami na obiad, jeśli interesujące miejsca są na tyle blisko, że wracać się opłaca). O tym jednak będzie w innym wpisie, w zupełnie innym miejscu. Póki co… kilka zdjęć, które mimo wszystko udało się zrobić w czasie tej „wycieczki zorganizowanej”.

Comments

comments