Miejsce, gdzie zginąć miał przygnieciony skałami Władysław Warneńczyk, po tym jak odkrył Amerykę — Camara de Lobos

Na Maderze miał zginąć Władysław Warneńczyk vel Krzysztof Kolumb. Wszystko miało wydarzyć się nieopodal Camara de Lobos. W tej historii jest wielka miłość, ucieczka z Tureckiej niewoli, odkrycie Ameryki (lub Grenlandii — zależnie od wersji) i śmierć pod skałami. Wszystko zaś wydarzyć miało się nieopodal niewielkiej osady rybackiej, która przerodziła się w szesnastotysięczne dziś miasteczko. Słynie ono z pięknych krajobrazów oraz tego, że zatrzymał się tutaj Winston Churchill. Oddalona jest o 5 kilometrów od Funchal i niemal niemożliwe jest nie odwiedzić Camara de Lobos, jeśli odwiedzamy Maderę. Po kolei jednak.

Najwygodniejszym sposobem dotarcia tutaj jest dla nas autobus turystyczny. Bilety, jakie kupujemy, są ważne 24 godziny, co w zupełności wystarczy, aby zobaczyć niemal wszystko, co nas interesuje (bilet obejmuje także dojazd do Cabo Girao). Autobus z odkrytym dachem ma jeszcze jeden plus: można robić zdjęcia klifów i gór. Pół godziny jazdy i docieramy do dawnej rybackiej osady. Nazwa tej malowniczej miejscowości wiąże się z historią, jaka przydarzyła się odkrywcom wyspy. Gdy flota Joao Goncalvesa Zarco opływała nowo odkryty ląd w zatoce, nad którą leży dzisiejsze miasto, jeden z żeglarzy imieniem Tristao Vaz Teixeira zauważył duże skupisko mniszek śródziemnomorskich, które nazywane są po portugalsku lobos marinhos. Nazwa ta znaczy tyle co „wilki morskie”. Tristao nazwał zatokę Camara de Lobos, co znaczy „izba wilków” i nazwa ta jest używana do dziś. W roku 1430 nad brzegiem zatoczki zbudowano kaplicę pod wezwaniem Ducha Świętego. Dziś już ona nie istnieje, gdyż na miejscu, gdzie ją wzniesiono, zbudowano kościół pod wezwaniem św. Sebastiana. Kościół, do którego udajemy się  w pierwszej kolejności po dotarciu tutaj, był wielokrotnie przebudowywany. Po wejściu do środka uwagę zwracają przede wszystkim pozłacane rzeźbienia, którymi ozdobiono świątynię. Są nazywane talha dourada (od rodzaju drewna, z jakiego je wykonano) i należą do unikatów na skalę światową. Po obejrzeniu świątyni, zanim wyruszymy na punkty widokowe, zaglądamy do wpisanej na listę dziedzictwa kulturalnego Madery niewielkiej kapliczki: Capela de Nossa Senhora da Conceicao. Wznieśli ją w XV wieku rybacy i jest ona najprawdopodobniej najstarszym stale działającym ośrodkiem kultu na Maderze. Po wejściu do środka (kapliczka przypomina niewielki kościół) uwagę zwracają obrazy Noculau Ferreiry. Nad naszymi głowami wznosi się rzeźbiony sufit. Obecny kształt przybytek otrzymał w XIX wieku, ale dzwonnica i kropielnica są oryginalne i mają ponad 500 lat.

Ruszamy na spacer po mieście, aby przekonać się, co zachwyciło Winstona Churchilla. Przybył on tutaj 2 stycznia 1950 roku na pokładzie wycieczkowca Durban Castle. Brytyjski premier zamieszkał w Camara de Lobos 8 stycznia i niemal od razu oddał się malarstwu, tworząc kilka obrazów. Niestety już 12 stycznia musiał wracać do Londynu.

Ruszamy zobaczyć miejsca, które uwiecznił sir Winston na swoich obrazach. Cel pierwszy to Miradouro de Winston Churchill. Znajdujący się w centrum miasta taras przynależący do lokalnej restauracji to miejsce, z którego brytyjski premier malował pejzaże i na którym zrobiono mu słynne, widoczne wyżej zdjęcie. Kilka zdjęć i ruszamy na spacer po punktach widokowych w mieście i okolicy. Najbardziej imponujący z nich to z pewnością Pico da Torre. Rozciąga się stąd niesamowity widok na miasto i ocean. Na szczycie wzgórza, nad punktem widokowym góruje Krzyż Niepodległości, który zbudowano w roku 1941.

Wracamy w okolice portu i łapiemy autobus do Cabo Girao. To jedna z największych atrakcji wyspy i niemal niemożliwe jest przyjechać na Maderę i nie pojawić się tutaj. Terminem tym określa się wysoki na 580 metrów klif, który jest jednym z najwyższych w Europie. Stojąc na platformie z pancernego szkła i patrząc w liczącą prawie 600 metrów przepaść, można podziwiać pola tarasowe i dostać zawrotów głowy. Pola nazywane są Fajas do Cabo Girao, a nazwę urobiono stąd, że nie było możliwe uprawianie w okolicach klifu ziemi w inny sposób niż przez budowę tarasów. Uprawiane są tutaj banany, trzcina cukrowa i oczywiście winorośl, z której produkuje się znane od 300 lat wino. Z klifem wiąże się pewna legenda związana z Polską. Miał pod nim zginąć Władysław Warneńczyk, którego statek został przygnieciony przez odłamki skał spadające z klifu. Polski władca miał w tej legendzie nie zginąć pod Warną, lecz po ucieczce z tureckiej niewoli pod imieniem Henrique Almao miał podróżować po świecie (w innej wersji tej legendy miał przybrać imię Krzysztof Kolumb) i osiąść na Maderze. Tutaj otrzymał posiadłości ziemskie od Joao Concalvesa Zarco, ożenić się z miejscową szlachcianką i zginąć tragicznie przygnieciony skałami.

Obejrzawszy widoki, udajemy się na nieodległe wzgórze. Znajduje się na nim kapliczka Matki Boskiej Fatimskiej. Zbudowano ją w roku 1931. Kult Maryi błyskawicznie stał się popularny do tego stopnia, że kapliczka nie była w stanie sprostać tłumom wiernych. W roku 1974 podjęto decyzję o budowie na miejscu kaplicy kościoła. Nie jest on ani ładny, ani imponujący. Może lepiej było pozostawić kapliczkę…

Pora wracać. Bus już czeka na nas. Wracamy po mimo wszystko wyczerpującym dniu do naszego hotelu. Tymczasem kilka zdjęć ze zwiedzania :-). 

Comments

comments