• San Jose – miasto złota i chaosu

    Autobus z Puerto Limon do San Jose odjechał wcześnie rano. Na dworzec znów szliśmy jako jedyni niemiejscowi. Jedyna różnica między spacerem na dworzec a spacerem z dworca...

  • Puerto Limón – miasto, gdzie się nie jeździ

    Wcześnie rano promem transportowym płyniemy z Bocas del Toro na stały ląd. Wysiadamy w Almirante i łapiemy taksówkę na dworzec autobusowy. Co chwilę jeżdżą stąd busiki do Changuinola....

  • Bocas do Toro…

    Aby dotrzeć do Bocas del Toro, łapiemy autobus z Panama City. No może jednak nie tak od razu. Przede wszystkim „łapanie autobusu” to nie jest rzecz banalna...

  • Panama City – nowoczesne miasto z historią w tle

    Jeśli wyobrazić sobie stolicę „republiki bananowej”, to wyobrażenie to byłoby najbliższe Panama City. Leżące nad brzegiem oceanu miasto, już gdy podchodzimy do lądowania, robi niesamowite wrażenie… Instalujemy się w...

  • Długa podróż do Ameryki Środkowej…

    Dwa tygodnie w Polsce i znów pakujemy walizki. Czeka nas wyjazd niezwykły – celem jest Panama i Kostaryka. Jakoś tak już jest, że najciekawsze wyjazdy zaczynają się w sposób...

  • Długi powrót do Polski i Internet „na kartki”

    Na Palau spędzamy w sumie 2 tygodnie. Powrót do Polski zaczął się na 4 dni przed odlotem. Bierzemy fenomenalny hotel z prywatną plażą i odpoczywamy. Dzięki Biblii Taniego Spania...

Dworzec z którego odjeżdżają lokalne minibusy w Valparaiso jest bardzo blisko dworca autobusowego obsługującego dalekobieżne pojazdy. Najogólniej można powiedzieć, że minibusy rozpoczynają kurs przy głównej trasie biegnącej wzdłuż oceanu naprzeciwko portu. Nie ma tutaj rozkładu jazdy, ale większość autobusów siłą rzeczy jedzie przez Viña del Mar. Dojazd do jednego z najważniejszych punktów orientacyjnych w mieście – gmachu teatru – zajmuje około 20 minut. Miasto jest jednym z najbardziej znanych kurortów w Chile. Piękna plaża oraz doskonała infrastruktura turystyczna sprawiają, że tłumnie przybywają tutaj turyści. Miasto składa się z dwóch części, które oddziela Estero Marga Marga – kanał wcinający się z oceanu w głąb lądu – gdy dojechaliśmy był zupełnie suchy a na jego dnie znajdował się prowizoryczny parking. Na południe od kanału znajduje się stara część miasta, sklepy, centra handlowe, jarmarki. Na północ od kanału przeważają plaże i miejsca rekreacji i wypoczynku. Tutaj mieści się też większość restauracji i barów. Podział miasta prezentuje mapka poniżej.

                                                      Mapa Vina dell Mar Czytaj więcej

Najlepsze wina w centralnym Chile są produkowane w trójkącie jaki tworzą miasta: Santiago, Valparaiso oraz Viña del Mar. Celem na dziś jest odwiedzenie dwóch ostatnich miast oraz podglądanie okolicznych winnic. Wstajemy o godzinie 4 nad ranem. To jeden z kilku plusów jakie daje podróżowanie do Ameryki Południowej. W Poznaniu mamy 10 rano (i taki czas wskazują nasze zegary biologiczne). Tutaj 4 nad ranem a my jesteśmy wypoczęci i wyspani! Niestety śniadanie w hotelu zostanie podane dopiero o godzinie 6.30 więc trzeba wypełnić czas planowaniem dnia, kolejnym czytaniem przewodnika po Chile, który testujemy w praktyce, a który będzie miał premierę za kilka tygodni oraz pisaniem na blogu ☺ Obfite hotelowe śniadanie sprawia, że musimy nieco czasu spędzić w pokoju – aby odpocząć po jedzeniu. Ruszamy kilka minut po 8 rano na dworzec autobusowy. Kursów do Valparaiso jest wiele. Cechą zaś ich wspólną jest to, że rozpoczynają się na dworcu Alameda. Z tego dworca odjeżdżają też wszystkie dalekobieżne autobusy, które jadą na południe kraju. Ceny biletów o Valparaiso wahają się od 2600 do 6000 pesos. Cena jest uzależniona od obłożenia autobusu oraz czasu zakupu biletu przy czym wcześniej nie oznacza wcale taniej. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. W pierwszej chwili kurs miał kosztować 6000 pesos, ale… po wpisaniu naszych danych do systemu zakupowego okazało się, że autobus jedzie częściowo pusty i cena spadła do 4200 pesos za osobę ☺. Ruszamy i przez półtorej godziny możemy za oknem pojazdu podziwiać winnice… Czytaj więcej

Podróż do Ameryki Południowej to logistycznie męczące doświadczenie (podobno zdążyłem się już przyzwyczaić). Moja czwarta podróż na ten kontynent rozpoczęła się o godzinie 10.40 na dworcu autobusowym w Poznaniu. Pięć godzin jazdy do Berlina (z kontrolą paszportową po drodze, która sprawiła, że przez prawie godzinę staliśmy podziwiając Odrę), a potem samolot do Madrytu. Tutaj błyskawiczna przesiadka i po czternastu godzinach lądujemy w Santiago de Chile. Ostatnia faza lotu to podziwianie pięknej panoramy Andów… Zimno – to pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy. Mimo że niby wiedziałem, że tutaj jest środek zimy, to jakoś tak trudno do mnie to docierało. Termometr wskazuje 4 stopnie Celsjusza. Brrr… Najpierw odprawa paszportowa (błyskawiczna), a potem celna. Wwożenie pewnych dóbr do Chile jest obłożone bardzo ostrymi restrykcjami. Mianowicie: nie wolno przewozić żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego ani roślin. Do tego obowiązuje zakaz wwozu produktów mlecznych (np. serów czy jogurtów) oraz karmy dla zwierząt i nawozów. Nieprzestrzeganie tego prawa grozi karą w wysokości 110 tysięcy pesos (ponad 600 zł), którą trzeba zapłacić od ręki. Mam mały stres, bo w bagażu mam kilka drobiazgów na czarną godzinę (na Atacamie) m. in. gorącą czekoladę i wysokoenergetyczne słodycze. Na szczęście wszystko jest w porządku – co nie zmienia faktu, że sporo osób po przetrząśnięciu bagażu musi sięgnąć głębiej do portfela. Czytaj więcej

Zrzut ekranu 2014-06-28 o 14.15.19A zatem plan jest gotowy. Przedstawia się on następująco. Najpierw autobusem linii Simple Express do Berlina. Koszt biletu to zaledwie 12 zł. Wiem, wiem, PolskimBusem byłoby taniej, ale… Simple Express to wyższy standard. Ot, taki drobiazg, jak mały monitor w poprzedzającym fotelu, który pozwala obejrzeć film (często są to nowości), czy też po prostu obejrzeć zdjęcia z własnego pendrive’a. Poza tym, przy moim wzroście, niebagatelne znaczenie ma to, że SimpleExpress oferuje więcej miejsca na nogi niż PolskiBus. Obok zdjęcie – nawet laptop się mieści ☺. Z dworca autobusowego Zentraler Omnibusbahnhof w Berlinie trzeba podejść o stacji metra, gdzie za 2,6 euro kupujemy bilet, który przez 120 minut pozwala jeździć komunikacją miejską po Berlinie. Bez problemu wystarcza to, aby dojechać na lotnisko Tegel. My jednak nie skorzystamy tym razem z tej opcji. Zamiast tego, z dworca autobusowego, za jedyne 3 euro, pojedziemy luksusową limuzyną. Jak to możliwe, że tak tanio? Otóż skorzystamy z tego oto sposobu. Czas przejazdu – 5 – 10 minut. Dalej samolot do Madrytu i po krótkim oczekiwaniu drugi samolot zabierze nas do Santiago de Chile. Przygoda, jaką planuję, będzie przedstawiać się następująco (mapka niżej). Przynajmniej tyle wiem na tę chwilę. Gdy będziemy na Atacamie, podejmiemy decyzję czy jedziemy do Boliwii, a następnie do Peru, czy też wracamy przez północną część Chile do stolicy kraju i lecimy na Wyspę Wielkanocną. Czytaj więcej