Palenque — miasto ukryte w dżungli

 Bardzo długa podróż autobusem sprawiła, że czujemy się wyczerpani. Kilkanaście godzin w podróży. Wszystkie informacje jednak wskazują, że warto było się przemęczyć, dojechać aż pod granicę z Gwatemalą, aby zobaczyć ruiny Palenque. Meldujemy się w hotelu, prysznic (w końcu ciepła woda!) i ruszamy zwiedzać miasto. W gruncie rzeczy niewiele tutaj jest do zwiedzania. Niemniej spacer i próba znalezienia kantoru pozwoliły poznać topografię miejscowości. Łapiemy minibus oznaczony jako „Les Piramides” i jedziemy na teren kompleksu archeologicznego.

Ruiny miasta Majów odkryto w roku 1746. Wchodzimy na obszar zony archeologicznej i pierwsze wrażenie: warto było tutaj przyjechać. Świetnie zachowane piramidy, można na nie wejść, zrobić zdjęcia, przyjrzeć się. Największe wrażenie robi tzw. Świątynia Inskrypcji. Pomimo że piramida była przez wiele lat badana przez naukowców, dopiero w 1952 roku meksykański archeolog Alberto Ruz Lhuillier odnalazł kryptę grobową króla Pakala, do której wejście ukryte było pod podłogą świątyni. Na kamiennej płycie sarkofagu znajduje się słynny relief władcy nazywany też „kamieniem astronauty”, gdyż według niektórych pseudonaukowców przedstawiona na nim postać siedzi za sterami rakiety. Swoją drogą chyba żaden inny kawałek kamienia nie doczekał się tak wielu zwolenników „kosmicznego” pochodzenia cywilizacji prekolumbijskich. Świątynia zbudowana została na piramidzie schodkowej o wysokości 16 m złożonej z dziewięciu stopni. Szerokość świątyni wynosi 23,4 m. Wejścia do niej mieszczą się pomiędzy sześcioma filarami ozdobionymi dawniej postaciami wykonanymi ze stiuku. Nogi postaci wykonane były w formie głów węży (do dnia dzisiejszego pozostały jedynie fragmenty tej dekoracji). Po obu stronach wejścia wykuto 620 hieroglifów, od nich pochodzi nazwa świątyni.

To jedna z wielu, aczkolwiek najbardziej znana, budowla Palenque. Spacerujemy, robimy zdjęcia. Trudno się stąd wyrwać. Na dłuższą chwilę zatrzymujemy się przy boisku do gry w piłkę — zachowało się w świetnym stanie. Kilka godzin mija błyskawicznie. My zaś musimy powoli wracać do miasta. Jeszcze spacer o zachodzie słońca po gwarnym Palenque. Robimy zakupy i daje znać o sobie zmęczenie. Jutro z samego rana wjedziemy na Jukatan! Tymczasem kilka zdjęć…

Comments

comments