Plac ratuszowy – serce stolicy Estonii. Przewodnik po Tallinie: część III

Obiad w Tallinie można zjeść na wiele sposobów. Niestety, jeśli ktoś lubi zwiedzać, to ma problem: BRAK czasu. Wszak mam tylko 48 godzin na zwiedzenie stolicy Estonii! Z braku innej możliwości zamawiam na szybko zupę i pierwsze z brzegu „danie główne”. Szybkie posilenie się i ruszam zwiedzać „w dół”. W dół jest tutaj jak najbardziej na miejscu, gdyż trzeba zejść z najwyższego szczytu w tej części Estonii.

Górne miasto opuszczam, przechodząc przez wąską bramę nazywaną Luhike jalg, czyli „Krótka noga”. Wybrukowaną ulicą schodzę do dawnego kościoła św. Mikołaja, który obecnie jest placówką muzealną. Pewnym paradoksem jest to, że większość ekspozycji stanowi wyposażenie kościoła, który tutaj się mieścił. Świątynię zbudowano w XIII wieku. Inicjatorami budowli był Zakon Kawalerów Mieczowych, który został do Tallina sprowadzony przez kupców niemieckich. Wybrali oni na patrona świątyni swojego patrona – św. Mikołaja. O wyjątkowości świątyni świadczyły (do dziś można je oglądać) elementy ołtarza głównego, który w XV wieku wykonany został przez Hermana Rode. Funkcję sakralną budowla przestała pełnić w roku 1984, kiedy przerobiono ją na muzeum. Jest on dziś częścią Estońskiego Muzeum Sztuki. Z uwagi na fenomenalną akustykę jest jednym z ulubionych miejsc dla organizacji koncertów. Bilet kosztuje 3,20 euro. Ekspozycja jest opisana po angielsku, więc jej zwiedzanie jest przyjemne i bardzo łatwe. Największe wrażenie zrobił na mnie nawet nie tyle ołtarz główny (mimo że imponujący), co znajdujący się w kaplicy świętego Antoniego obraz pędzla Bernta Notke zatytułowany Dans Macabre. Jakoś zawsze kiedy mam okazje oglądać Taniec Śmierci, niezależnie od tego kto jest autorem, to czas na chwilę zwalnia. To co można dziś oglądać to zaledwie niespełna ośmiometrowy fragment z obrazu, który miał być (zgodnie z opisami) długi na 30 metrów.

Po zwiedzeniu muzeum ruszam na kawę na Plac Ratuszowy. Trudno zacząć zwiedzanie inaczej niż w ten właśnie sposób. Po pierwsze przyjemnie jest poobserwować życie miasta, a po drugie przyjrzeć się detalom architektonicznym tallińskiego rynku. Plac Ratuszowy, czyli Raekoja plats to jeden wielki zabytek architektury. Od powstania Tallina tutaj biło serce miasta. Tutaj skupiało się to, co najlepsze, ale także to, co najgorsze w mieście. Jeśli spaceruje się wokół ratusza (o nim za chwilę) dostrzec można kamienne koło, które kiedyś wyznaczało pręgież na którym wyznaczano karę śmierci. UWAGA! Wyznaczano, ale nie wykonywano. Jeden raz od tej reguł zrobiono wyjątek – w XV wieku. Pewien duchowny w niedzielę miał udać się do karczmy i zamówić omlet. Otrzymał jedzenie nieświeże i wpadł w furię. Przebił sztyletem służącą, która przygotowała mu jedzenie. Włodarze miasta uznali, że waga zbrodni jest tak duża (dopuścił się jej duchowny i to w niedzielę), że należy wykonać wyrok śmierci na widoku publicznym. Do dziś można zobaczyć miejsce, gdzie ścięto mnicha – wyznacza je litera L na bruku placu niedaleko ratusza. Jest to pozostałość po kamiennym krzyżu, który tutaj postawiono po egzekucji.

Centrum placu zajmuje jeden z najcenniejszych architektonicznych zabytków tej części Europy – ratusz, czyli Tallinna Raekoda. Jest to jedyny zachowany w Europie Północnej ratusz zbudowany w stylu gotyckim. Gmach wzniesiono w XIII wieku. Budowę miał sfinansować osobiście duński król Eryk IV, po tym jak nadał on Tallinowi prawa miejskie na prawie lubeckim. Pierwotnie ratusz był niewielki, ale po tym jak Rewel stał się członkiem Ligi Hanzeatyckiej, a co za tym idzie zaczął się dynamicznie bogacić, zaszła potrzeba budowy nowego ratusza. W ten sposób na przełomie XIV i XV wieku nabrał on dzisiejszego kształtu. W roku 1530 wieżę ratusza przyozdobiono wiatrowskazem w kształcie figury miejskiego strażnika, która jest nazywana przez mieszkańców estońskiej stolicy Starym Tomaszem. Figurka stała się jednym z symboli miasta. Ratusz dzisiaj można zwiedzać. Moim zdaniem trochę nie ma to sensu, gdyż 4 euro, bo tyle kosztuje bilet, nie bardzo ma się do tego, co znajduje się wewnątrz. Poza wystawą rycin i zdjęć prezentujących historię miasta czy piwnicami, które służyły jako więzienie, niewiele można więcej tutaj zobaczyć. Jakoś nigdy nie byłem wielbicielem rękodzieła praktycznego (wymyślone przeze ze określenie). Co za tym idzie ani Sala Magistratu, ani Sala Mieszczańska jakoś mnie nie chwyciły za serce.

Opuszczam ratusz raczej z mieszanymi uczuciami i kieruję się sławnej Apteki Ratuszowej. Miejsce to mieści się naprzeciwko ratusza pod numerem 11. Apteka powstała w roku 1422 i jest najprawdopodobniej jedną z najstarszych aptek na ziemi. Sława tutejszych aptekarzy wykraczała daleko poza granice Estonii. Sam car Piotr I miał korzystać z ich usług i opłacać ich podróże do Petersburga. Wewnątrz mieści się imponujące muzeum. Przeczy ono twierdzeniu, jakoby w średniowieczu poziom medycyny nie był zbyt wysoki. Apteka była też miejscem spotkań towarzyskich. Z uwagi na fakt, że jej właściciele słynęli nie tylko z wiedzy medycznej, lecz także… potrafili przyrządzać alkohole, rajcowie miejscy często po posiedzeniach rady miasta spotykali się w mniej oficjalnych okolicznościach na tyłach apteki, aby uzgadniać sprawy związane z miastem czy też np. polityką zewnętrzną miasta. To tłumaczy w pewien sposób, dlaczego instytucja (jak pokazałem wyżej, była to prawdziwa instytucja nie zaś tylko sklep z medykamentami) apteki miejskiej mogła nawet w czasach największej zawieruchy czuć się bezpiecznie. Z apteką wiążę się wiele legend. Zgodnie z tradycją to tutaj wymyślono przepis na marcepan. Miał go odkryć przypadkiem jeden z pracowników, który pomylił recepturę leków, które miał przyrządzić dla jednego z rajców miejskich i przypadkiem wymyślił tę słodką masę. Apteka jest niezwykle… wciągająca. Każdą buteleczkę chciałoby się obejrzeć z osobna. Pora chyba poszukać czegoś do jedzenia. Po południu dalsza eksploracja Tallina – o tym jednak w kolejnym wpisie.

Comments

comments