Popołudnie w Bolonii i powitanie Malty ☺

Do hotelu udaje się dotrzeć około godziny 16tej. Szybki prysznic i można ruszać zwiedzać. Z uwagi na sporą zniżkę hotel wybrałem nieco poza centrum miasta. Można jednak dojechać na bilecieza 1.20 euro. Ważna uwaga: w Bolonii za tę kwotę mamy bilet godzinny, można się przesiadać. Druga ważna uwaga: Bilet teoretycznie kosztuje 1.20 euro, ale… każdy punkt sprzedaży np. kiosk, ma prawo ustalić własną cenę. W konsekwencji możemy zatem zapłacić za taki sam bilet nawet kilkadziesiąt eurocentów więcej. Mimo tej niewielkiej wady, bilet jest świetny, gdyż w praktyce więc z lotniska do dowolnego miejsca w mieście można dojechać wspomnianą sumę. Praktyczne i niedrogie ☺ Zatem ruszamy zwiedzać. Z uwagi na fakt, że w nocy prawie nie spałem oraz, że niedługo będzie ciemno spacer będzie krótki. Wiedzie on Via Indipendenza w kierunku Piazza Maggiore. O obydwu tych miejscach będzie jeszcze okazja napisać przy okazji dokładniejszego poznawania zabytków tego pięknego włoskiego miasta. W nocy (zdjęcie obok) plac prezentuje się bardzo imponująco. Pięknie oświetlony, zawsze tętni życiem. Odbywają się na nim liczne wydarzenia kulturalne, albo też „domorośli” aczkolwiek nie pozbawieni talentu artyści śpiewają, grają, albo wykonują inne „pokazy dla publiczności”. Na placu jest też zawsze sporo handlarzy oferujących najdziwniejsze przedmioty. Wokół zaś odnaleźć można mnóstwo niewielki restauracji i kawiarni. Nie jest wbrew pozorom bardzo drogo. Pizza kosztuje od 1 do 1.5 euro za kawałek a więc przystępnie i bardzo smacznie.

Niestety robi się ciemno a na termometrze jest zaledwie kilkanaście stopni. Uczucie zimna potęguje niewyspanie. Pora wracać do hotelu. Z zaśnięciem nie ma żadnego problemu po tak wyczerpujących kilkudziesięciu godzinach. Rano pobudka o 6.00. Śniadanie i na lotnisko. Samolot odlatuje o 10.50 a o 10.00 trzeba się najpóźniej stawić. Przybycie wcześniejsze okazuje się… doskonałym pomysłem. Kolejka na lotnisku jest wręcz gigantyczna. Po około godzinie przejście przez kontrolę bezpieczeństwa, krótkie oczekiwanie i lecimy na Maltę. Pięknie prezentuje się z lotu ptaka wyspa przy której rozbił się okręt wiozący do Rzymu świętego Pawła. Najpierw Gozo, potem Kemmuna a na końcu Malta. Lądowanie i można zwiedzać! ☺ Z rzeczy praktycznych: na lotnisku jest darmowe wi-fi. Z rzeczy jeszcze bardziej praktycznych: trzeba możliwie szybko ruszyć do autobusu pod terminalem (nie kupować biletów w hali przylotów na „transfer bus” bo zamiast 1.5 euro za bilet 24h, zapłacimy 5 euro za bilet tylko do miasta!). Biec trzeba, gdyż autobus jest niewielki a tak jakoś się składa, że przy kilkuset pasażerach i lądujących mniej więcej w tym samym czasie kilku samolotach zawsze trzeba co najmniej jeden kurs odczekać. Kupujemy bilet za 1.5 euro, który pozwala jeździć komunikacją miejską po wyspie przez cały dzień (tanio!) i można ruszać zwiedzać! No może niezupełnie, bo najpierw do hotelu. Hotele na Malcie są bardzo tanie. Za noc ze śniadaniami dla dwóch osób w trzy lub czterogwiazdkowym hotelu płaci się od 10-15 euro za osobę! Można jeszcze taniej. Najniższe ceny (za hotele poza głównymi miastami) osiągają nawet 5 euro za osobę za noc ze śniadaniami w bardzo dobrym standardzie! Krótkie wypakowanie się i można ruszać obejrzeć okolice hotelu. Co prawda celem przyjazdu na Maltę było sprawdzenie naszego nowego przewodnika „Malta. Przewodnik globtrotera”, ale nie można ciągle pracować. Krótki spacer połączony z kolacją na pewno sprawi, że jutro ze zdwojoną energią ruszymy sprawdzać jak sprawdza się nasz przewodnik w praktyce. Mimo, że na termometrze jest kilkanaście stopni – pogoda jest piękna – ludzi mnóstwo. A że Malta to wyspy to… kolacja w postaci sushi (no może nie najbardziej regionalna potrawa, ale ryby ☺) jest świetnym uzupełnieniem dnia. Kilka uwag praktycznych: Produkty lokalne są dość tanie. Podobnie ryby (przy okazji wizyty na targu rybnym w Valletcie będzie można więcej o tym napisać) oraz niektóre owoce. Wszystko co importowane i o krótkim czasie przydatności do spożycia np. jogurty są nawet trzy razy droższe niż w Polsce. Na wyspach naprawę warto jeść w lokalnych restauracjach. Nawet jeśli planujemy wyjazd Low Cost to robienie zakupów lub jedzenie śmieciowego jedzenia w McDonald’s naprawdę nie podratuje wyjazdowego budżetu. W stolicy i dużych miastach bez problemu znajdziemy restauracje z ofertami np.: dowolna pasta (makaron) + napój za 6 – 7 euro. Dla porównania 2 hamburgery w McDonald’s i napój kosztują tyle samo. Atmosferę lokalnej restauracji piękne widoki ma się gratis! ☺ Po kolacji do hotelu, jutro zaczyna się praca w pełnym znaczeniu tego słowa. Ostatnie „sprawdzenie” przewodnika w praktyce!

Comments

comments