Powrót do Polski…

Znowu jesteśmy w Negombo. Znowu plaża, szum oceanu, żagle na horyzoncie. Kilka dni na wypoczynek, regenerację i mentalne przygotowanie się do powrotu do zimnej Polski. Chodzimy po mieście, zaglądamy do miejscowych sklepików i kawiarni. W końcu przychodzi dzień powrotu. Niechętnie, bardzo niechętnie, pakujemy nasze rzeczy. Schodzimy do hotelowej restauracji. Filiżanka kawy, sprawdzam, co się dzieje na fanpage’u Biblii Taniego Latania (w kolejnym wpisie napiszę więcej o tej książce) i odliczamy minuty do pożegnania Cejlonu. Godzina 15.00 – pod hotel podjeżdża Tuk-Tuk. Dzień wcześniej ustaliliśmy z kierowcą, że za 1000 rupii zawiezie nas na lotnisko. Wsiadamy nieco bardziej obciążeni bagażem niż wówczas, gdy przylecieliśmy na Sri Lankę. Cóż… taki już urok podróży, że przywozi się do domu nie tylko bagaż doświadczeń, ale także ten nieco bardziej materialny. Lotnisko w Kolombo jest niezwykłe. Jest to chyba jedyne lotnisko na jakim byłem, gdzie ceny są „normalne”. Jeśli butelka Coca Coli kosztuje w mieście 1 dolara to na lotnisku także 1 dolara. Niezwykłe… Odprawa celno-paszportowa i czekamy na nasz wieczorny lot. W końcu wsiadamy do samolotu i… delikatnie odrywamy się od ziemi, pozostawiając za sobą magiczny Cejlon.

W Abu Dhabi jesteśmy w nocy. Krótka przesiadka i samolot Air Serbia zabiera nas do Belgradu. Tutaj 45 minut oczekiwania i lot do Pragi. Stolica Czech wita nas mrozem. Spędzimy tutaj jedną noc. Trochę zwiedzamy, trochę odpoczywamy. Przede wszystkim staramy się dostosować do zmienionego klimatu. Z zapasem czeskiego piwa po bardzo dobrze przespanej nocy maszerujemy na autobus. PolskiBus zabiera nas do Polski… Nocą wysiadamy w Poznaniu. Kolejna podróż zakończyła się sukcesem. Pora na planowanie kolejnej! J

Comments

comments