Śladami roninów i szogunów – czyli jak znaleźć historię w nowoczesnym mieście

Poranek w Tokio. Przyjemnie, niezbyt gorąco. Dziś chcemy posnuć się trochę w meandrach historii tego miasta. Po śniadaniu pierwsze kroki kierujemy do mauzoleum (trudno inaczej określić to miejsce) poświęconego 47 roninom. Wysiadamy z metra niedaleko świątyni Sengakuji, która, mimo że pochodzi z roku 1612, znana stała się, gdy pochowano tutaj 47 wojowników. Wchodzimy na cmentarz, gdzie spoczywa rodzina pana feudalnego Asano oraz roninowie. Miejsce to robi duże wrażenie. Panuje tutaj dziwny i bardzo silnie wyczuwalny spokój. Jakby nie było całego Tokio wokół. Historia 47 roninów to coś tak znanego każdemu Japończykowi, jak pierwsze 4 wersy „Pana Tadeusza” każdemu Polakowi. Wszystko zaczęło się w roku 1700, gdy pan feudalny Asano wybrał się na dwór szoguna. Został on znieważony i sprowokowany przez mistrza ceremonii, pana Kirę, i ranił go mieczem. Zgodnie z obowiązującym wówczas prawem, wyjęcie broni w pałacu szoguna było przestępstwem i Asano musiał popełnić samobójstwo. Będący na jego służbie samurajowie (roninowie) poprzysięgli pomścić swojego pana. Przez ponad 2 lata żyli jak zwykli rolnicy, tak, aby uśpić czujność Kiry, który szukał pretekstu, aby ich także zgładzić. Cały czas byli obiektem drwin, gdyż nie pomścili swojego pana, a tym samym splamili honor samuraja. Gdy Kira stracił czujność, nocą zakradli się do jego domu i wymordowali wszystkich mieszkańców. Roninowie odcięli Kirze głowę i zanieśli ją na grób pana Asano. Ich czyn spotkał się z ogromnym poparciem społecznym, co zmusiło szaguna, aby ten, zamiast skazać ich na śmierć, pozwolił im, aby honorowo popełnili samobójstwo i wszyscy zostali złożeni w grobowcach przy swoim panu Asano.

Spędzamy w świątyni Sengakuji około 2 godzin i kierujemy się metrem do świątyni Yasukuni. To chyba najbardziej znana świątynia w Japonii. Zbudowano ją w roku 1868, aby uczcić pamięć samurajów, którzy walczyli o restaurację władzy cesarskiej i ponieśli śmierć w tej walce. Szybko stała się ona pewnego rodzaju symbolem w świadomości Japończyków i w ciągu zaledwie 40 lat uznano ją za miejsce, które przeznaczone jest temu, aby czcić pamięć wszystkich, którzy oddali życie w walce za Japonię. Świątynia budzi wiele kontrowersji. Powodem jest fakt, że cześć oddaje się tutaj także osobom, które przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy dla Dalekiego Wschodu zostały uznane za zbrodniarzy wojennych.

Wchodzimy do świątyni przez potężną bramę. Oglądamy pomniki poświęcone wdowom i sierotom wojennym, kamikaze, a nawet… zwierzętom, które zginęły na wojnie. Największe wrażenie robi samolot Zero ustawiony w holu muzeum, który był używany przez pilotów samobójców (kamikaze) w czasie II wojny światowej.

Po zwiedzeniu wracamy do centrum miasta. Zaglądamy do sklepów, jemy sushi, oglądamy parki i obserwujemy życie na ruchliwych ulicach. Podróż poślubna jednak ma swoje własne prawa i czasami intensywne zwiedzanie trzeba odłożyć.

Wieczorem znajdujemy jeszcze czas, aby kupić bilety na superszybki pociąg do Kioto. Jutro po raz pierwszy czeka nas taka wycieczka. O tym jednak w kolejnym wpisie.

Comments

comments