Starożytny Rzym: Koloseum i Łuk Konstantyna

Zwiedzanie Forum Romanum to przedsięwzięcie dość skomplikowane. Skomplikowane, bo trzeba być bardzo uważnym, aby nie „przeoczyć” jakiegoś zabytku. Dwa kolejne monumenty, do których się udajemy, są raczej trudne do „przeoczenia” i znacznie „prostsze” do zwiedzenia w sensie historycznym. Szybkim krokiem ruszamy do Koloseum. Wizyta w Rzymie bez wizyty w Koloseum „nie liczy się”. Moim zdaniem to nieco rozdmuchane, bo w Wiecznym Mieście jest wiele znacznie ciekawszych zabytków, ale ponieważ zobaczyć Koloseum (po raz któryś tam) trzeba, to maszerujemy.

Poprawna nazwa tego miejsca to Amfiteatr Flawiuszów (łac. Amphitheatrum Flavium). Cała konstrukcja to duża eliptyczna budowla o długości 188 metrów i szerokości 156 metrów. Obwód całości to aż 524 metry, a w najwyższym miejscu ma 48,5 metra. W czasach świętości według szacunków mogło tutaj zasiąść co najmniej kilkadziesiąt tysięcy widzów. Nie wiemy dokładnie ile. Pewną wskazówką może być rycina z powstałej w roku 354 po Chrystusie „Chronografii” tzn. dzieła historycznego, które stworzyć kazał pewien bogaty rzymski chrześcijanin imieniem Walentiusz. Zgodnie z ryciną i opisem tam się znajdującym w Koleseum mogło zasiadać jednocześnie 87 tysięcy ludzi. Autor dzieła wyjaśnia także, że cała konstrukcja miała liczne galerie oraz plątaninę podziemnych korytarzy. Dziś niewiele już z tego zostało.

Popatrzmy najpierw na Koloseum z zewnątrz. Pierwotnie w czterokondygnacyjnym podziale zewnętrznym zastosowano spiętrzenie porządków (najniższa kondygnacja w porządku toskańskim, druga w jońskim, trzecia w korynckim). Trzy niższe kondygnacje związane są z konstrukcyjnym układem arkad, czwarta, najwyższa, została zaopatrzona tylko w małe okna. Inaczej budowla prezentuje się od strony wewnętrznej. Jest ona od środka pięciokondygnacyjna. Cztery kondygnacje zbudowano jako układ pomieszczeń, wydzielonych pomiędzy filarami ścianami, ze sklepieniami kolebkowymi i krzyżowymi. Umieszczono tam bufety, szatnie, natryski, pomieszczenia dla gladiatorów, klatki dla zwierząt, korytarze. Wokół areny wzniesione było podium. Do Koloseum prowadziło 80 ponumerowanych wejść (zachowały się oznaczenia wejść od nr XXIII do LIV), które zapewniały szybkie (przez ok. 6 minut) opuszczenie widowni przez widzów (jednak taką możliwość mieli tylko widzowie z dolnych i środkowych rzędów). Istniała też możliwość przykrycia całej widowni specjalną osłoną (velarium) w deszczowe lub bardzo słoneczne dni. Spacerując wewnątrz konstrukcji, niestety niewiele możemy dostrzec z dawnego blasku. Jedna rzecz się nie zmieniła – tłumy ludzi, które codziennie „przelewają” się przez Koloseum. Zazwyczaj nieco „bezkrytycznie” ludzie słuchają  przewodników, którzy często opowiadają to, co turysta chce usłyszeć (np. Polakom mówi się, że bohaterowie Quo Vadis żyli naprawdę i biedną Ligię właśnie tutaj na grzbiecie byka „targano”). Można dostrzec jednak pewne „pozostałości” historii nieco mniej „monumentalnej”. Jeśli dobrze się przyjrzeć kamiennym ławom, to nadal można dostrzec inskrypcje z imionami ludzi, którzy w ten sposób „rezerwowali” sobie ulubione miejsce w czasie widowisk.

Przeznaczenie Koloseum wbrew pozorom nie jest do końca jasne. Odbywały się w nim m.in. walki gladiatorów, naumachie (widowiska w czasie których odtwarzano bitwy morskie), polowania na dzikie zwierzęta. Tradycja (i więcej tu legend niż faktów) mówi, iż w Koloseum mordowano chrześcijan, co upamiętniono krzyżem wewnątrz budowli. Po upadku Rzymu historia tego miejsca toczyła się różnie. Był tutaj wielki kamieniołom, był śmietnik, było w końcu miejsce kultu dla chrześcijan. Ta ostatnia funkcja w pewien sposób „zwyciężyła” ostatecznie i od połowy XVIII wieku oficjalnie było ono pod opieką kościoła, jako miejsce męczeńskiej śmierci pierwszych chrześcijan.

Spacerujemy po kamiennym kolosie i, uciekając nieco przed tłumem, kierujemy się do leżącego nieopodal jednego z najciekawszych zabytków starożytnego Rzymu (moim skromnym zdaniem przynajmniej). Obok Koloseum wznosi się jeden z najciekawszych łuków triumfalnych na naszej planecie: Łuk Konstantyna. Zbudowano go w roku 312 po zwycięstwie nad Maksencjuszem przy Moście Mulwijskim. Zwiedzać Koloseum bez tego łuku nie ma sensu, gdyż… nie zrozumie się, dlaczego Koloseum jest nazywane Koloseum. Otóż w roku 1988 archeolodzy, konserwując płaskorzeźby na łuku, natknęli się na inskrypcję pochodzącą z gigantycznego, wzniesionego w czasach Nerona, Kolosa. Miał on według Gajusza Swetoniusza Trankwillusa mieć 35,5 metra wysokości. Kolos to po grecku kolossos i tak też posąg Nerona był nazywany. Przedstawiono go jako Heliosa. Posągu już nie ma, ale nazwa amfiteatru pozostała. Łuk Konstantyna jest wysoki na 25 i szeroki na 21 metrów. Jego mury są grube na prawie 7,5 metra. Łuk ma konstrukcję trójprzęsłową. Przeloty na każdej fasadzie rozdzielają cztery kolumny w porządku korynckim, nad którymi w attyce umieszczono posągi uosabiające podbite przez Trajana plemiona – pięć postaci to wizerunki Daków (cztery postacie na północnej stronie i jedna na południowej). Pomiędzy posągami rozmieszczono płyty z płaskorzeźbami z czasów Marka Aureliusza. Pochodzą one najprawdopodobniej z niezachowanego łuku, wzniesionego ku jego czci, i datowane są na lata 170–180. Przedstawiają cesarza przyjmującego hołd po zwycięstwie w wojnach naddunajskich, przekazanie władzy wybranemu wasalowi, scenę nagradzania żołnierzy oraz składania ofiary bogom.

Nad bocznymi przelotami umieszczono po dwa medaliony pochodzące z czasów Hadriana. Po stronie południowej ukazane są sceny związane z polowaniem: wyjazd na polowanie, ofiara składana Silvanusowi, scena polowania na niedźwiedzia i ofiara składana Dianie. Po stronie północnej przedstawiono sceny z polowania na niedźwiedzia i lwa, składanie ofiar Apollinowi oraz Herkulesowi. W przelocie bramy głównej, na ścianach bocznych, wmontowano płaskorzeźby batalistyczne pochodzące z Bazyliki Ulpia z Forum Trajana.

Pozostałe płaskorzeźby zdobiące łuk wykonane zostały w czasie panowania Konstantyna. Fryzy umieszczone pod medalionami, opasujące boczne przęsła łuku przedstawiają historię wojny z Maksencjuszem. Fryz umieszczony na ścianie zachodniej wyobraża wymarsz wojsk biorących udział w zwycięskiej bitwie, a także scenę bitwy przy Moście Mulwijskim, przemowy Konstantyna do ludu oraz rozdawania nagród (północna strona łuku). Medaliony na ścianach bocznych przedstawiają Dianę, Księżyc i Słońce. Z czasów Konstantyna pochodzą również wizerunki Wiktorii umieszczone nad głównym przelotem oraz postacie barbarzyńców na bazie łuku.

Stoimy pod łukiem, aby nieco ukryć się przed lejącym się z nieba żarem. Niestety na spokojne oglądanie nie ma większych szans. Gigantyczny ocean turystów… Wszyscy „na szybko” chcą zrobić zdjęcie i jeszcze szybciej schować się w cieniu. Wydaje się, że jedynym sposobem, aby zwiedzić Rzym na spokojnie, jest zwiedzanie od 5.00 nad ranem…. Trochę szkoda. Pamiętam, gdy 10 lat temu, jeszcze w czasie studiów, pierwszy raz byłem w Rzymie. Wyglądało to nieco inaczej. Ludzi mniej, nikt nie machał smartfonem „na patyku”, można było spokojnie poczytać łacińskie inskrypcje, zjeść niedrogo, blisko centrum miasta, i poobserwować oczami wyobraźni, jak poszczególne miejsca mogły wyglądać 2000 lat temu. Stolica Włoch bardzo szybko się  zmienia, niestety chyba nie na lepsze…

 

Comments

comments