Szlakiem zabytków ku Praskiej Defenestracji…

Wczesna pobudka. Mamy mało czasu, a bardzo wiele do zobaczenia. Na szczęście nasz hotel znajduje się w ścisłym centrum starego miasta. Śniadanie, niezbyt duży wybór, ale smaczne i pożywne. Chwila na sprawdzenie, czy wszystko mamy i ruszamy zwiedzać. No tak, ruszamy zwiedzać Pragę. Problem z takim „zwiedzaniem” jest jednak taki, że zagęszczenie zabytków na metr kwadratowy przytłacza w każdym calu. Opisać wszystkich nie sposób, nie wiem, czy starczyłoby na to życia. Pomyślałem zatem, że napiszę coś a’la mini przewodnik co można zobaczyć w Pradze, jeśli ma się kilka godzin, czekając np. na autobus. Szybko okazało się, że będzie to niemożliwe w jednym wpisie. Napiszę zatem kilka słów o tym, co można zobaczyć, co urzeka, co fascynuje. Wszystko subiektywnie i po krótce. Myślą przewodnią zaś tego wpisu będzie pewne bardzo znane okno, z którego dawno, dawno temu, wyrzucono na kupę gnoju kilku ważnych jegomościów, a wydarzenie to znane stało się jako Praska Defenestracja i (podobno) było przyczyną wybuchu jednej z ciekawszych wojen w dziejach – wojny trzydziestoletniej. To chyba jakieś zboczenie historyka, że gdzie nie pojedzie to szuka historii. A że mi Praga kojarzy się przede wszystkim nie z Mostem Karola, nie z piękną architekturą, ani nawet nie z piwem, lecz właśnie z defenestracją, nic na to poradzić już nie mogę.

Wróćmy jednak do naszego zwiedzania. Pierwsze kroki kierujemy ku pomnikowi Jana Husa. To dzieło zostało wykonane przez  Ladislava Šalouna, stoi na Rynku Staromiejskim. Trudno w tym miejscu chociażby pobieżnie nakreślić biografię tego niezwykle barwnego świętego/heretyka/bohatera narodowego/zdrajcy stanu (w zależności od tego, z jakiej perspektywy patrzeć na tę postać), który został spalony na stosie  6 lipca 1415 w Konstancji. Warto może wspomnieć o nieco mniej znanym aspekcie życia Jana Husa. Przeprowadził on bardzo głębokie reformy języka czeskiego, nadając mu m. in. postać literacką. To on stworzył znaki diakrytyczne, którymi nasi południowi sąsiedzi posługują się do dzisiaj opracował także ortografię tegoż języka. Wypracowane przez niego zasady odegrały ogromną rolę w kształtowaniu się ortografii i literackiej formy języka polskiego. Spod pomnika udajemy się do Biblioteki Klasztornej na Strahowie. Po drodze mijamy Kościół św. Mikołaja, Ratusz z zegarem Orloj i Kościół św. Mikołaja. Trudno opisać wszystkie zabytki Pragi, wszystkie miejsca, wszystkie zakamarki. Trudno znaleźć też przewodnik turystyczny, który byłby kompletny. O samym Rynku Staromiejskim można by pisać i pisać. Zboczenie historyka zaś ma swoje prawa (i uroki) – docieramy do biblioteki. To jedna z najbardziej niezwykłych bibliotek w tej części Europy. W roku 1953 uznano ją za Pomnik Narodowego Piśmiennictwa. W sumie zgromadzono tutaj ponad 200 tysięcy książek i ponad 3 tysiące rękopisów. Biblioteka składa się z dwóch sal (a może lepiej powiedzieć „czytelni”). Obydwie niezwykłe, urzekające, piękne…

Pierwszą z nich jest Sala Teologiczna. Nazywana jest często Salą Opata z uwagi na fakt, że budowana była przez opata zakonu Jeronýma Hirnhaima, w latach 1671-1679. Wchodząc do sali, mijamy wygrawerowaną łacińską sentencję

INITIUM SAPIENTIAE TIMOR DOMINI

Początek mądrości – bojaźń przed Bogiem

Nieźle, jak na salę, gdzie przechowywano księgi wpisane na Index librorum prohibitorum, czyli Indeks Ksiąg Zakazanych. Swoją drogą mało kto wie, że zlikwidowano go (chociaż nie jest to najlepsze słowo) dopiero w roku 1966 – aczkolwiek bardziej formalnie niż realnie… Sala jest fascynująca i ogromna. Niezwykłe jest to, że cała jej północna ściana zawiera… najróżniejsze wydania i przekłady Biblii. Oprócz książek sala zawiera niezwykłe globusy tak ziemskie, jak i astronomiczne. Część z nich została wykonana przez słynnych mistrzów z  rotterdamskiej pracowni rodziny Bleau.

Druga sala to Sala Filozoficzna. Zbudowana została w XVIII wieku przez opata Václava Mayera. Nad salą góruje monumentalny fresk, który pokrywa niemal cały strop. Został on wykonany przez Franza Antona Maulbertscha, którego sprowadzono z Wiednia tylko po to, aby pracował wyłącznie nad tym dziełem. Fresk miał w swoisty sposób inspirować uczonych pracujących w tej sali. Nosi on tytuł „Duchowe dzieje ludzkości” i przedstawia jak rozwijała się nauka i religia od czasów biblijnych po współczesne artyście czasy. Artysta przedstawił też wiele postaci, które przyczyniły się do rozwoju nauki i religii.

W końcu napisać trzeba o niezwykłym korytarzu, jaki łączy obydwie sale. Przeznaczono go na „Gabinet osobliwości”. Znajduje się tutaj najcenniejszy eksponat w całej bibliotece, pochodzący z IX wieku Ewangeliarz Strahowski z Trewiru. Między książkami zawieszono też gabloty ze spreparowanymi zwierzętami, niektóre z nich to gatunki dziś już wymarłe. Najbardziej niezwykłe to z pewnością „potwory morskie”, które do dziś zadziwiają. Obok gablot znajdują się księgozbiory zawierające szczegółowy opis wystawianych zwierząt. Gabinet osobliwości nie skupia się jednak wyłącznie na zwierzętach. Bardzo ciekawy jest zbiór kilkudziesięciu książek z zakresu dendrologii. Każdy tom to monografia poświęcona jednemu drzewu. Okładki tomów są wykonane z omawianego drzewa, wewnątrz zielnik z korzeniami i liśćmi, grzbiety z kory.

Opuszczamy Bibliotekę i kierujemy się na Hradčany. Wspinaczka jest tyleż przyjemna co irytująca – jak na złość wysypały się z autokarów tłumy turystów. Często z Hradčanami utożsamia się jedynie zamek królewski i przyległe do niego budynki. W istocie zaś jest to cała dzielnica, nazywana czasami „królewską”, której początki (w obecnym kształcie) sięgają XIV wieku. Oprócz zamku, którego historia sięga IX wieku w skład dzielnicy wchodzi słynna (nie bardzo wiem dlaczego, ale wszyscy mówią, że „słynna”) „Złota Uliczka”, zbudowana w najgorszym możliwym miejscu, które nie pozwala nacieszyć oczu jej dostojeństwem katedra pod wezwaniem św. Wita (zdumiewające jak można zabudować tak wielką świątynię…), niedoceniana (i często pomijana przez turystów) bazylika św. Jerzego, ogrody królewskie i Loreta (tutaj mądrzy ludzie różnie mówią, czy należy ona czy nie należy do Hradčan). Spacer zajmuje w sumie kilka godzin. Nie sposób opisać tego miejsca w jakkolwiek zwięzły sposób… Spacerujemy, robimy zdjęcia. Całości opisać nie sposób, ale jedno miejsce wymaga kilku słów chociażby. Z Pragą zawsze kojarzyło mi się jedno miejsce bardziej niż cokolwiek innego. Słynne okno Trzeciej Praskiej Defenestracji. Okno to wyjątkowe wiąże się bowiem z wydarzeniem, które z pozoru błahe odegrało niezwykle doniosłą rolę w historii Europy. Rzecz wydarzyła się w pochmurny dzień 26 maja Roku Pańskiego 1618 (nie wiedzieć czemu w polskiej literaturze często mówi, się, że była to druga defenestracja. W istocie była to defenestracja trzecia. Pierwsza miała miejsce w 1419 roku, druga w 1483 roku. Czasami mianem czwartej defenestracji praskiej określa się „wypadnięcie” w niewyjaśnionych okolicznościach z okien zamku w 1948 roku ministra spraw zagranicznych Czechosłowacji Jana Masaryka, syna prezydenta Tomasza Masaryka). Zatem był pochmurny dzień 1618 roku. Do zamku przybyli dwaj cesarscy namiestnicy Jarosław Borzita z Martinic i Wilhelm Slavata. Był obecny także ich sekretarz Fabricius. Czescy protestanci wyrażali od tygodni głośno swoje oburzenie z powodu faktu, że król Węgier  (a jednocześnie cesarz Austro-Węgier) Maciej II dyskryminuje ich coraz bardziej w polityce wewnętrznej. W czasie sporu, wspomniani namiestnicy zostali wyrzuceni przez okno i upadli na „kupę gnoju”, która miała powstać w wyniku wyrzucania z zamku resztek jedzenia. Wszystkim trzem gentelmanom nic się nie stało, co czescy katolicy uznali za cud. Trudno się dziwić – upadek z kilkunastu metrów na kamienną posadzkę pokrytą resztkami jedzenia raczej byłby trudny do „przeżycia”. Wydarzenie to stać się miało bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny trzydziestoletniej. Gdyby okno mogło mówić…

Obiad i pora powoli wracać do hotelu…

Comments

comments

One Comment on “Szlakiem zabytków ku Praskiej Defenestracji…

  1. W jakim to hotelu byłeś? Nie długo będę w Pradze, więc przyjrzę się mu bliżej 🙂