Po wizycie na placu Durbar kroki kieruję do tzw. Świątyni Małp. Nazwa jak najbardziej odpowiednia, bo tych stworzeń żyje tam bardzo wiele. Co istotne ze szczytu rozciąga się widok na znakomitą większość Katmandu a przy dobrej pogodzie widać szczyty górskie otaczające dolinę…Aby tam dojść jednak trzeba po pierwsze przejść przez niezbyt czyste miasto, swoistą mieszankę śmietnika oraz targowiska, w proporcjach 50/50%. Zresztą sami zobaczcie.

Po bardzo długiej podróży, której ostatni etap wiódł arabskim samolotem, w którym temperatura wynosiła około 12 stopni (podczas gdy na zewnątrz było 27 stopni), dotarłem do stolicy Nepalu – Kathmandu. Samolot którym leciałem oprócz tego, że było w nim BARDZO zimno, posiadał kilka innych wyjątkowych cech. Przede wszystkim przed startem musiałem wysłuchać odpowiedniego wersetu z Koranu, który to zapewnić miał nam pomyślny lot. Ponadto byłem jedynym ,,białym’’ na pokładzie co powiązawszy z moim wzrostem sprawiało, że nieco dziwnie na mnie patrzono . Ale do rzeczy. Dotarłem do stolicy Nepalu…