Obiad w Tallinie można zjeść na wiele sposobów. Niestety, jeśli ktoś lubi zwiedzać, to ma problem: BRAK czasu. Wszak mam tylko 48 godzin na zwiedzenie stolicy Estonii! Z braku innej możliwości zamawiam na szybko zupę i pierwsze z brzegu „danie główne”. Szybkie posilenie się i ruszam zwiedzać „w dół”. W dół jest tutaj jak najbardziej na miejscu, gdyż trzeba zejść z najwyższego szczytu w tej części Estonii. Górne miasto opuszczam, przechodząc przez wąską bramę nazywaną Luhike jalg, czyli „Krótka noga”. Wybrukowaną ulicą schodzę do dawnego kościoła św. Mikołaja, który obecnie jest placówką muzealną. Pewnym paradoksem…