Budzi nas stukot kropel deszczu o falistą blachę, z której wykonano zabezpieczenia okien naszego „prawie bungalowa”. Siódma rano. Mrówki zaatakowały! Strzepujemy je z pościeli i wygrzebujemy się spod moskitiery. Trzeba się wykąpać (tzn. podjąć próbę, bo nie wiadomo, czy bieżąca woda jest w kranie) i spakować. Plan na dziś mamy bardzo, ale to bardzo ambitny. Chcemy dotrzeć do słynnej Polonnaruwy, ogromnego kamiennego miasta ruin, stup i mnichów, a także, a może przede wszystkim, majestatycznego posągu Umarłego Buddy. Dlaczego zaś plan jest ambitny? Z jednej strony ogrom do zobaczenia,…