(W KOŃCU) Początek kolejnej przygody — droga do Meksyku. Etap pierwszy: przez Madryt do Mexico City!

Wcześnie rano i bardzo zimno. Kilka minut przed 4.00 ruszamy na dworzec autobusowy w Poznaniu. Wysiadamy z taksówki i mamy jeszcze kilka minut do odjazdu PolskiegoBusa do Berlina. Cena biletu: 2 zł za osobę! J Oficjalnie zaczął się kolejny wyjazd! 🙂 Jedziemy do miejsca, które odwiedzić zawsze chcieliśmy, do Meksyku. PolskiBus to niestety nie najwygodniejszy środek transportu. Ciasno, internet nie chce działać. Trzy godziny podróży dłużą się niemiłosiernie. Jak się potem okaże, były to najbardziej niewygodne trzy godziny. Berlin przywitał nas równie chłodno jak poznański dworzec. Wysiadamy na lotnisku Schönefeld kilka minut przed 8 rano. Samolot o 10.45 więc nie musimy długo czekać. Nadajemy bagaże, jemy śniadanie i po 10.00 czekamy na zamknięcie bramek. Niedługo po tym wzbijamy się w przestworza — kierunek Madryt! Zauważyłem, że w Ryanair znacznie poprawił się serwis na pokładzie. Jeszcze rok temu kawa była „taka sobie”. Obecnie, w całkiem rozsądnej cenie, można kupić świeżo parzoną kawę. Plus dla taniego irlandzkiego przewoźnika. Bilet na trasie Berlin–Madryt kosztował nas 18 euro za osobę. Drogo, to prawda. Cena jednak wynika z faktu, że… musieliśmy zakupić bagaż rejestrowany. Niestety z wiekiem człowiek coraz więcej taszczy ze sobą medykamentów i innych drobiazgów, które w bagażu podręcznym nie sposób przewieźć.

Madryt — od razu przyjemniej. Chwilkę przed 14.00 nasz samolot dotyka płyty lotniska i ruszamy do hotelu J! Z małym zamieszaniem i narzekając nieco na koszty metra w stolicy Hiszpanii docieramy do naszego locum. Koszty metra są zaś niebagatelne. Za bilet „dobowy”, który jest ważny tylko do 5.00 rano (czyli w naszym przypadku kilkanaście godzin) płacimy 8,60 euro. Europa… L Na pierwszą noc zarezerwowałem hotel w samym centrum — tuż przy Gran Via. Trzy gwiazdki i smaczne śniadanie. „Biblia taniego spania” pozwoliła znaleźć lokum za 28 euro zamiast prawie 60. Kilka godzin spaceru nocą pozwala zobaczyć miejsca, które wcześniej widywaliśmy tylko za dnia. Dzień drugi pobytu w Madrycie to wczesna pobudka. Uroki nieprzespanej nocy nadal dają się we znaki, ale to nic. Dajemy radę! Przed 8.00 meldujemy się na śniadaniu. Dziś luźny dzień. Trochę zwiedzamy, trochę planujemy, odrobinę filmujemy. Już o 18.00 wracam do hotelu i o 20.00 prowadzę szkolenie z cyklu Biblia Taniego Latania (więcej informacji tutaj).

Poranek. Znów bardzo wcześnie. Godzina 4.00 nad ranem. Pobudka. O 5.30 darmowy busik zabiera nas na lotnisko. 7.20 start… i przez całą drogę do Amsterdamu śpię. Pierwszy raz lecę liniami Air Europa. Niestety, kolejny tradycyjny przewoźnik, który ma coraz gorszą obsługę. Posiłku czy napoju na pokładzie brak. Fotele ciasne. Mimo miejsca przy wyjściu ewakuacyjnym jakoś niewygodnie. Po 10.00 lądowanie. Kilka godzin spędzamy w saloniku business class, do którego mamy darmowy wstęp. Jakość saloniku nr 41 nie jest najwyższa, ale piękny panoramiczny widok na lotnisko rekompensuje w pewnym stopniu te niedogodności. Wybór alkoholi spory, ale jedzenie (poza świetną zupą) pozostawia nieco do życzenia. O 14.35 na pokładzie samolotu linii KLM odrywamy się od pasa startowego. Kilkanaście godzin lotu… Niestety przy ponad 2 metrach wzrostu to mordęga. Kilka słów jednak napisać trzeba o liniach KLM. Jedyny minus dla mnie to mało miejsca w klasie ekonomicznej między fotelami. Kilka plusów jednak trzeba wyartykułować. Porównując jedzenie, jakie otrzymaliśmy w KLM, z posiłkami, jakie serwowano mi np. w Iberii, Delcie czy LAN-ie, przyznać trzeba, że KLM trzyma poziom. Posiłki smaczne, porcje spore. Do tego co pół godziny darmowe napoje dla chętnych, a w połowie lotu poczęstowano nas lodami. Do dyspozycji podróżnych są też dostępne w tylnej części samolotu słodycze (batoniki, drażetki, ciastka). W środkowej części samolotu dodatkowo automat z wodą. W dobie oszczędzania na czym tylko można, przyznać trzeba, że KLM stara się nie schodzić poniżej pewnego poziomu. Jedyne, do czego można się nieco doczepić, to fakt, że na transatlantyckim locie nie zapewniono zbyt dużego wyboru filmów czy innych elementów rozrywki, a sam system multimedialny na pokładzie najlepsze lata ma za sobą.

Meksyk przywitał nas potwornie długimi kolejkami do kontroli paszportowej. Po jej przejściu łapiemy metrobus (koszt biletu to 30 pesos + 10 pesos za kartę, którą można doładować i jeździć komunikacją miejską). Po 40 minutach wysiadamy nieopodal Zocalo i meldujemy się w hotelu. Oficjalnie rozpoczęła się kolejna przygoda :-)! Tymczasem kilka zdjęć z naszej podróży 🙂

Comments

comments