Zwiedzić Kijów w 48 godzin. Góra Starokijowska — część I

Pobudka bardzo wcześnie rano. Wychodzę z hotelu po 7.00 i w miejscowej jadłodajni zaopatruję się w śniadanie. Czasu mam bardzo mało, a atrakcji w ukraińskiej stolicy jest co nie miara. Kijów miał bardzo burzliwą historię nie tylko polityczną, ale także (a może przede wszystkim) urbanistyczną. Pierwsze kroki kieruję ku starówce, która jest nazywana Górnym Miastem. Tutaj narodził się Kijów i tutaj znajdują się jego najważniejsze zabytki. Wysiadam z metra nieopodal Placu Michałowskiego i moim oczom ukazuje się nie najładniejszy pomnik księżnej Olgi. Historia tego pomnika, podobnie jak historia Ukrainy w XX wieku, jest pełna kontrowersji. Zbudowano go w roku 1911 według projektu Iwana Kawaleridzego. Stał się jednak niemal od razu obiektem kpin i powszechnej krytyki. Twórca bronił się, że pomnik, który wzniesiono to tylko „model z gipsu” i ostateczna wersja będzie ładniejsza. Niestety artysta nie bardzo potrafił wyjaśnić, dlaczego z pompą odsłonięto „model”, a nie pomnik i w 1920 roku został rozebrany. Odbudowano go w roku 1996 z marmuru według pierwotnego projektu. Dziś, podobnie jak w przeszłości, trudno uznać go za wybitne dzieło sztuki. Może jednak jest w tym coś więcej niż tylko dzieło nieudolnego artysty. Jeśli spojrzeć na postać Olgi, która wyrżnęła niemal co do nogi plemię Drewlan, a zaraz potem przyjęła chrzest i została świętą, to artystyczne oszpecenie pomnika może nie jest całkiem nie na miejscu. Po lewej stronie Olgi widzę postać św. Andrzeja Apostoła, który miał jako pierwszy odbyć misję chrystianizacyjną na Ruś. Po prawej stronie Olgi wyrzeźbiono w marmurze postacie Cyryla i Metodego — apostołów Słowiańszczyzny.

Od pomnika kieruję się ku monasterowi św. Michała Archanioła. Napotykam Pomnik Ofiar Wielkiego Głodu. Nie rzuca się on szczególnie w oczy — jest jakby przytłoczony przez sowiecki plac. Odsłonięto go w 1993 roku i mimo że niewielki, to bardzo przemawia do wyobraźni.

W końcu wkraczam w progi monasteru św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach. To jeden z najważniejszych zabytków sakralnych na Ukrainie, a jego historia bardzo dobrze pasuje do historii tego kraju. Został wzniesiony na początku XII wieku, a jego fundatorem był Świętopełk II. Tradycja podaje, że władca ten ufundował monaster na miejscu wcześniej istniejącego tutaj monasteru pod wezwaniem św. Dymitra, który miał założyć ojciec Świętopełka, Izasław. Po najeździe mongolskim w roku 1240 kompleks popadł w ruinę, w XVI wieku został odbudowany. Stał się wówczas jednym z najważniejszych ośrodków religijnych na Słowiańszczyźnie i pełnił tę funkcję aż do roku 1917. Monaster przez wieki zebrał gigantyczny majątek ziemski. Mieszkało tutaj na stałe około 250 mnichów. Władze bolszewickie obrały sobie za cel usunięcie tak ważnego i bogatego ośrodka kultu religijnego, który w dodatku znajdował się w największym mieście Ukrainy. W 1922 roku zapadła decyzja o zamknięciu klasztoru, a w roku 1931 zakwestionowano jego zabytkowy charakter, stwierdzając, że monaster nie sięga historycznie do Rusi Kijowskiej. Zapadła decyzja o zburzeniu kompleksu. Przy okazji szereg uczonych z profesorem Mikołą Makarenką, którzy kolejno odmawiali podpisania decyzji o rozbiórce, trafiło to łagrów. W roku 1936 po monasterze nie było już śladu. W roku 1997 podjęto zakrojoną na gigantyczną skalę akcję odbudowy kompleksu. Prace zakończyły się w roku 2000 i obecnie jest on wierną rekonstrukcją obiektu z lat 30. XX wieku. Centrum kompleksu stanowi sobór św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach. Wzniesiono go w stylu tzw. ukraińskiego baroku. O ile gmach to rekonstrukcja, to wyposażenie wnętrz jest oryginalne — nie zostało zniszczone przez bolszewików. Obejrzeć można tutaj oryginalne XII-wieczne bizantyjskie mozaiki czy wyposażenie ołtarzy. Na terenie monasteru znajduje się jeden obiekt, który nie został zniszczony w latach 30. przez Bolszewików. Jest nim cerkiew-refektarz św. Jana Chryzostoma, który zbudowano w 1713 roku.

Opuszczam cerkiew i przechodząc obok monumentalnego gmachu Ministerstwa Spraw Zagranicznych ruszam ku Górnemu Miastu. Pierwotnie planowano, że plac zostanie otoczony takimi gmachami jak MSZ, ale… tylko na jedną budowlę wystarczyło środków finansowych. Spaceruję ulicą Dziesięcinną, mijając wspomnianych gmach. W końcu dochodzę do niewielkiego trójkątnego placyku, od którego odchodzą dwie ulice. Jedną z nich jest Włodzimierska — i tam się kieruję. To jedna z najważniejszych ulic Kijowa, którą ukształtowano w latach 30. Obejrzeć przy niej można między innymi pozostałości po pochodzącej z około 990 roku cerkwi Bogurodzicy Dziesięciny. Prowadzone są tutaj od kilkudziesięciu lat z przerwami badania archeologiczne. Niedaleko znajduje się też Narodowe Muzeum Historii Ukrainy, do którego niestety nie dane będzie mi wejść w czasie tego wyjazdu. Koniecznie muszę tutaj zajrzeć następnym razem. Włodzimierska kończy się na placu Sofijskim. Póki co jednak, zanim będę go oglądać, trzeba znaleźć obiad. Siadam w jednej z tańszych restauracji (kurs hrywny spadł w ostatnich miesiącach tak bardzo, że nawet drogie restauracje są tanie !) i zajadając się miejscowymi daniami planuję resztę dnia. O tym jednak już w kolejnym wpisie.

Comments

comments