Zwiedzić Marrakesz w 72 godziny: dwa pałace i Kasba

Poranek budzi mnie chłodem. Wyjątkowo zimno, nawet jak na 7 rano w tej części Maroka. Kawa, chleb, owoce. Trochę ciężko się zebrać w sobie do ostatecznego obudzenia się. Wyjątkowo wygodnie mi się śpi na tym materacu. Słońce wzeszło, można ruszać zwiedzać. Dziś zacznę od Placu Blacharzy, czyli Place de Ferblantiers. Przylega on do Pałacu el-Badi, który chcę dziś obejrzeć. Wokół placu mieszkało w przeszłości bardzo wielu Żydów. Nadal są tutaj obecni. Tak jak przed wiekami zajmują się złotnictwem i jubilerstwem. Niestety czas sprawia, że złotników żydowskiego pochodzenia z pokolenia na pokolenie jest tutaj coraz mniej… Dłuższą chwilę  oglądam zakłady rzemieślnicze, po czym wchodzę do Pałacu el-Badi.

Zrzut ekranu 2015-11-19 o 14.35.47Przybytek ten zbudował pod koniec XVI wieku Ahmad al-Mansur. Uważa się go za jednego z najpotężniejszych marokańskich sułtanów. Całość sfinansowano z pieniędzy portugalskich. Po tym jak Portugalczycy przegrali bitwę morską pod Alcazarquivir, musieli płacić coroczny okup na rzecz sułtana. Nawiasem mówiąc, za panowania sułtanów z dynastii al-Mansura nie było takiego dziesięciolecia, aby Portugalczycy nie przegrywali jakiegoś starcia zbrojnego na morzu z muzułmańską ramią. Pałac od powstania miał pełnić funkcje reprezentacyjne, a co za tym idzie, miał przede wszystkim olśniewać. Zresztą nazwę właśnie od tego urobiono. El-Badi znaczy tyle, co „niezrównany pałac”. Niestety dziś niewiele zostało z dawnej świetności. Relacje podróżników, którzy oglądali ten przybytek w dobie rozkwitu, mówią, że był on większy i piękniejszy niż hiszpańska Alhambra, na której zresztą go wzorowano. Budowę ukończono na początku XVII wieku, a jego świetność przetrwała zaledwie 70 lat. W roku 1683 sułtan z rodu Alawitów uznał, że pałac nie jest potrzebny i częściowo go zburzono. Rozbiórka miała trwać aż 10 lat, a powodem było to, że nowy władca potrzebował ozdób i materiałów na potrzeby budowy własnej stolicy — Meknes. Jedynym fragmentem pałacu, który nadal lśni przepychem, jest mauzoleum Saadytów. Uważano je w przeszłości za nie najlepiej zrobione i nie najpiękniejsze. W porównaniu z pałacem miało być wręcz skromne. Dziś jednak nadal olśniewa, choć samego pałacu już dawno nie ma. Obecnie z rezydencji, która pierwotnie liczyła 360 pokoi pozostał minibar wykonany z drewna, który pochodzi z meczetu Kutubijja. Został on wykonany w Kordobie w roku 1139, a rzeźbiono go prawie dekadę. Po zbudowaniu w Hiszpanii został rozebrany i przywieziony do Maroka. Staję nieco na uboczu, na wzniesieniu. Obszar, na jakim wznosił się pałac, jest ogromny. Trudno mimo wszystko wyobrazić sobie, jak ogromna musiała być to konstrukcja w czasach swojej świetności.

Obejrzawszy pozostałości pałacu, kieruję się do miejsca, gdzie w przeszłości wznosiła się jedna z największych twierdz w tej części świata — Kasba. Pierwotną fortecę zbudowano w XII wieku i przez kolejne stulecia była umacniana. Dwunastowieczna konstrukcja powstała za rządów Jusufa ibn Taszfina i miała za zadanie zabezpieczyć Marrakesz przed najazdami dzikich plemion, jakie zamieszkiwały nieodległe góry. Kasba marrakeszańska, jeśli chodzi o układ architektoniczny i rozwiązania obronne, stała się wzorem dla niemal każdego systemu obronnego zbudowanego w późniejszych wiekach w tej części Afryki. Forteca była także centrum administracyjnym. Marokańscy sułtani spędzali tutaj większość czasu w okresie swojego panowania. Po wybudowaniu twierdzy, wobec faktu, że władca spędzał tutaj dużo czasu, zmieniła się architektura miasta. Wykuto między innymi opisywaną przeze mnie w poprzednim wpisie bramę Bab Agnaou. Niewiele dziś zostało z oryginalnej Kasby. Wszak była to przede wszystkim twierdza, w czasie każdej wojny czy oblężenia miasta narażona na zniszczenia. Po dawnych fortyfikacjach pozostała niemal wyłącznie nazwa dzielnicy oraz minaret meczetu Jakuba al-Mansura.

Przemierzywszy tereny, gdzie w przeszłości znajdowała się twierdza, wchodzę do Pałacu el Bahia. Zajmuje on wschodnią część placu de Ferblantiers. Uważany jest za jeden z najważniejszych zabytków Marrakeszu i Maroka w ogóle. Kompleks pałacowy zajmuje niemal 8 hektarów. Historia tego miejsca sięga drugiej połowy XIX wieku. Panujący wówczas wezyr Sidi Musa zbudował pierwszy element pałacu — niewielką w gruncie rzeczy salę audiencyjną i budynki administracyjne. Jego syn, Ahmed Ibn Musa, dokonał między 1894 a 1900 gigantycznej rozbudowy. Ponieważ miał on cztery żony i dwadzieścia cztery konkubiny, pragnął zbudować przybytek, który zapewni każdej z jego wybranek godne warunki życia oraz, co nie mniej istotne, odseparuje je od siebie. Zbudowany pałac miał około 160 pokojów mieszkalnych, dziesiątki dziedzińców, patiów i pomieszczeń gospodarczo-administracyjnych. Powstał swoisty labirynt, gdyż budynki były budowane jeden obok drugiego i wybijano drzwi lub po prostu wezyr wykupował prywatne domy i posiadłości. Specjalnie na potrzeby wykończenia całości sprowadzono najlepszych rzemieślników z Fezu. Cały labirynt pałacowy został zbudowany wokół dużego placu z basenem i fontanną w centrum. Nazywany jest on „Dziedzińcem haremy”. Wezyr, który zbudował pałac, był znienawidzony przez poddanych. Gdy zmarł w roku 1900, pałac został splądrowany. Mimo że bardzo dużo zniszczono w czasie grabienia majątku władcy, pałac nadal robi imponujące wrażenie. Nowy rozdział w historii tego miejsca rozpoczął się wraz z objęciem przez Francję protektoratu nad Marokiem. Pałac za swoją siedzibę obrał namiestnik francuski Louis Hubert Lyautey. Całość wyremontowano. Po odzyskaniu przez Maroko niepodległości pałac stał się, i nadal jest, jedną z rezydencji królewskich, w których zatrzymuje się marokański władca w czasie wizyt w Marrakeszu.

Opuszczam pałac, odnajduję Rue de la Kasbah i kieruję się ku grobowcom członków dynastii Saadytów. Już wiem, że wybrałem nie najlepszą porę, aby zwiedzać tę jedną z największych atrakcji miasta. Stanowczo za dużo tutaj ludzi, trzeba było przyjść rano, gdy tłumy są mniejsze. Grobowce pochodzą z okresu od 1557 do 1792 roku. Ród Saadytów był jedną z najbardziej znanych marokańskich dynastii. Zasłynęli głównie w z tego, że niemal każdy władca co najmniej raz pokonywał flotę portugalską, która pragnęła rozciągnąć swoje wpływy na marokańskie porty. Kompleks grobowców stworzył sułtan Ahmad al-Mansur az Zahabi pod koniec XVI wieku. O wyjątkowości tego miejsca stanowi głównie fakt, że jest to jeden z najlepiej zachowanych kompleksów grobowych tego typu w tej części Afryki. Przez stulecia kompleks był odcięty od świata zewnętrznego wysokim murem obronnym i tylko nieliczni mogli tutaj wchodzić. Grobowce zostały pokryte w XVII wieku warstwą ziemi, gdy sułtan Mulaj Ismail w swojej nienawiści do panującej przed nim dynastii chciał zatrzeć wszelką pamięć o niej. Nie mógł zniszczyć grobowców (w kulturze islamu byłoby to równoznaczne ze świętokradztwem i zakończyłoby się najpewniej buntem ludności), ale mógł je zakryć ziemią, co też uczynił. Dodatkowo mauzoleum obwarowano kolejnym murem. Mimo tych wysiłków udało się w mauzoleum pochować kilka osób tak za rządów Ismaila, jak i w późniejszych wiekach. Ostatni pochówek miał tutaj miejsce w roku 1792, kiedy złożono na wieczny spoczynek doczesne szczątki sułtana Mulaja Jazida. Grobowce odkryto „na nowo” w roku 1917. Francuscy piloci, którzy latali nad miastem, aby doprecyzować posiadane mapy, zauważyli wydzielony, ogrodzony murem i zasypany ziemią obszar, który na żadnej mapie nie figurował. Wykonano wyłom w murach i odkryto ogród z pięknymi płytami nagrobnymi. Obecnie można zwiedzać trzy pawilony. Wszystkie zachwycają zdobieniami i misternym wykonaniem. W sumie można tutaj naliczyć aż 66 grobowców przedstawicieli dynastii Saadytów oraz ponad 100 grobowców dworzan i dostojników państwowych.

Zwiedziwszy mauzoleum, kieruję się do jedynego zabytku, który pozostał po epoce Almohadów zachowanego wewnątrz kasby. Jest nim meczet Jakuba al-Mansura. Zręby meczetu pochodzą co prawda z wieku XII, ale obecny kształt ten dom modlitwy otrzymał pod koniec wieku XVI. Jego minaret uważa się, za jeden z najpiękniejszych w Maroko i ponoć może konkurować tylko z minaretem Kutubijja.

Dzień zbliża się ku końcowi. Pora wracać do centrum miasta, poszukać restauracji i przy dźwiękach miejscowej muzyki powoli kończyć intensywny dzień. Przed snem jeszcze spróbuję coś napisać na blog, poczytać, a jutro ostatni dzień w Marrakeszu.

 

Comments

comments