
Powrót do Polski z postojem w Bolonii trwającym niemal trzy dni. Cóż, można powiedzieć, że był to wyjątkowo długi powrót. Bolonia, miasto piękne o bogatej historii, posiadające imponujące zabytki i najstarszy w Europie uniwersytet. Można się nad nim zachwycać, ale można też po prostu zwiedzać. My podeszliśmy do niego dość pragmatycznie – zwiedzamy, ale nie na siłę, powoli, aby odpocząć. Zwiedzanie Bolonii trudno rozpocząć z innego miejsca niż Piazza Maggiore. Plac ten jest historycznym, kulturalnym centrum miasta. Tutaj koncentruje się życie towarzyskie oraz najważniejsze zabytki. Żaden turysta, który odwiedza Bolonię, nie może pominąć tego miejsca. Plac w sobie jest unikalnym w skali Europy kompleksem architektonicznym. Jest to też jeden z najstarszych stale używanych placów miejskich we Włoszech.
Ponieważ z hotelu mamy zaledwie dziesięć minut spaceru do placu, ruszamy na niego pieszo. Powoli, obserwując budzące się do życia miasto. Zaraz… przecież jest już 10.00. Cóż… Włosi żyją w nieco innym tempie niż Polacy. Jak zwykle tłum ludzi: studentów, mieszkańców, turystów, pracowników administracji czy duchownych. Wszyscy dokądś zmierzają, ale jakby nieco wolniej niż w innych miastach Europy. Zawsze znajdą chwilę, aby wypić kawę, porozmawiać ze znajomym czy też pomodlić się w którymś z kościołów. Wchodzimy na plc, rozglądamy się po okolicy, sprawdzamy mapę i ruszamy zwiedzać! Pierwsze kroki kierujemy do jednego z najpiękniejszych budynków na placu, którym jest bez wątpienia Palazzo del Podestà. Przed pałacem znajduje się pomnik Neptuna. Cóż… może Neptun jest potężnym bogiem mórz, ale jakoś tak wyszło, że w artystycznej wizji jego potężny trójząb jest przytłoczony przez obfity biust jednej z nimf. Może to też element włoskiego postrzegania świata? ☺ Początki pałacu, który skrywa się za dekoltem nimfy sięgają roku 1200 po Chrystusie. Co prawda nie zachowało się zbyt wiele z oryginalnej budowli, ale robi on i tak (a może właśnie dzięki temu, że go przebudowano) ogromne wrażenie. To co dziś możemy oglądać to efekt prac budowlanych jakie podjęto w roku 1480. Ich celem teoretycznie było odnowienie pałacu, ale ówczesny włodarz tego miejsca, Giovanni il Bentivoglio nie oparł się pokusie wniesienia elementów nowych – renesansowych. Najważniejszą ze zmian była budowa imponującego portyku, który ozdobiono podobno ponad trzema tysiącami rozet a każda miała być inna od poprzedniczki. Największą salą w pałacu jest Salone del Podestà czyli Sala Sprawiedliwości. Jest ona też największą salą w Wenecji. Obecnie wykorzystuje się ją czasami jako miejsce balów oraz wystaw.
Po zwiedzeniu tego gmachu, kierujemy swoje kroki do Palazzo Re Enzo. Został on zbudowany między 1244 a 1246 rokiem – w tempie iście imponujący jak na ówczesne warunki. Miał on być siedzibą rady miasta. Niestety zamysł dość szybko upadł i przerobiono go na więzienie. Więzienie to było wyjątkowo bo miało tylko jednego więźnia, syna cesarza Fryderyka II, króla Sardynii imieniem Enzio. Został on pojmany przez własnych ludzi w roku 1249 i osadzony tutaj. Mimo wysiłków ojca mieszkańcy miasta nie uwolnili go. Zajmował się on w więzieniu pisaniem wierszy w czym osiągnął bardzo wysoki poziom. Mówiono o nim nawet, że był lepszym poetą niż władcą. Z uwagi na postać więźnia – pałac dość przewrotnie nazwano jego imieniem. Trzecią budowlą na placu, która nas przyciągnęła – właściwie to od razu chcieliśmy tu wejść, ale… tłumy turystów jakoś odstraszyły – jest Basilica di San Petronio. Ida budowy gmachu narodziła się w roku 1390. Wzniesienie konstrukcji powierzono Antonio di Vincenzo. Miał to być w zamyśle architekta najbardziej imponujący z chrześcijańskich kościołów w świecie. Faktycznie, plany były imponujące, gorzej z finansami. Budowę ukończono dopiero w roku 1659, ale efekt był imponujący. Zgodnie z wolą mieszkańców, bazylika została wzniesiona w kształcie ogromnego krzyża z potężnymi ramionami. Krzyż ten miał być długi na 150 metrów a szeroki na metrów 50. Obecna konstrukcja jest długa na 130 metrów a w najszerszym miejscu ma metrów 51. Po wejściu do środka obowiązkowo spacerujemy dookoła podziwiając wszystkie 22 kaplice. Warto zajrzeć do przykościelnego muzeum.
Zwiedzanie jest przyjemne (i znacznie chłodniej w środku niż na zewnątrz), ale pora coś zjeść. Znalezienie restauracji przy placu nie sprawia najmniejszego problemu. Zamawiamy kawę (w końcu do Italia!) oraz coś lekkiego i ruszamy zwiedzać okolice placu. Wzrok przyciągają wysokie wieże górujące nad miastem. O tym jednak będzie w kolejnym wpisie ☺