
Bardzo dawno nie wstawiałem niczego na swoją stronę. Jest to po części usprawiedliwione tym, że ogrom innych zajęć mnie niemal przytłoczył. Udało się mimo to wyskoczyć na Litwę i sporo czasu spędzam ostatnio w Wiedniu. W nielicznych wolnych chwilach jakie udało się wyszarpać opracowywałem plan kolejnego wyjazdu. Dzięki temu, że udało się zdobyć bilety (dużo biletów, bo w sumie aż 12!) możliwe było zaplanowanie wyjazdu do Ameryki Południowej. Tylko 2 tygodnie i całą Brazylię do zobaczenia, z czego zapewne uda się obejrzeć i przeżyć tylko niewielki fragment. Trasa dolotu i powrotu jest nieco… zaskakująca, żeby nie powiedzieć szalona. Najpierw z Poznania do Genewy z przesiadką w Monachium. Następnie z Genewy do Rio de Janeiro z przesiadką w… Rzymie. Powrót zapowiada się równie długo i równie „przesiadkowo” bo samolot z Rio zabierze mnie do Rzymu a stamtąd kolejny do Amsterdamu tylko po to, aby przesiąść się na samolot do Warszawy w której po 2 godzinnym oczekiwaniu, kolejnym samolotem wrócę do Poznania. Jeśli do tego dołożyć przeloty po Brazylii (trasa Rio de Janeiro – Sao Paulo – Salvador – lub inna w zależności od dostępności tanich biletów) to wyjdzie na to, że pobiję swój własny rekord w liczbie przesiadek i przelotów w czasie jednej wyprawy. Trochę mnie przeraża i budzi obawy to, że kilkanaście przesiadek na różnych lotniskach, kilkadziesiąt godzin w samolotach odbije się negatywnie na moim kręgosłupie (lub innej nieco mniej szlachetnej części ciała ☺). Wracając do rzeczy. Trasy widoczne są na zamieszczonych (nie najlepszych) mapkach. Co uda się zobaczyć? Na pewno Rio de Janeiro (zdjęcie ze zdetronizowanym przez świebodzińskiego Jezusa) słynnym posągiem Chrystusa – bezcenne. Sambodrom, plaża Copacabana, okolice Rio. Prawdopodobnie wodospady Iguasu, na pewno Salvador, być może Amazonka… a być może coś więcej. Wszystko jest uzależnione od możliwości zdobycia taniego biletu. Okres przedświąteczny temu nie sprzyja chociaż… kto wie. Trzymajcie kciuki!