Teotihuacán — rozdeptywany przez turystów skarb inkaskiego świata

Teotihuacán jest jednym z symboli Meksyku. Jest to też najczęściej odwiedzane stanowisko archeologiczne w tym kraju. Nawet Chichén Itzá nie może się równać z nim pod względem tłumów, jakie tutaj przybywają każdego dnia. Ponieważ zaś być w Meksyku i nie odwiedzić tych piramid to trochę „się nie liczy”, z samego rana łapiemy autobus z dworca del Norte i jedziemy zobaczyć to miejsce „must visit”. Złapać autobus to żaden problem. Codziennie dziesiątki jeżdżą w kierunku Zona Archeologica. Wysiadamy z metra, kilkadziesiąt kroków i kupujemy bilety. Ważne jest tylko to, aby kupić bilet właśnie do tej Zony, a nie do pobliskich miejscowości. Godzinę w wygodnym i nazbyt klimatyzowanym pojeździe i stajemy pod bramą parku archeologicznego. Kupujemy bilety i… przeraża nas ogromny tłum oraz wszechobecni sprzedawcy wszystkiego. Zanim o samym stanowisku, słów kilka o miejscu, które przyciąga takie mrowie ludzi.

Według legend miasto to zostało zbudowane przez olbrzymów, zwanych quinametin, którzy mieli żyć przed pojawieniem się ludzi i zostali zniszczeni przez wielką katastrofę. Jedna z wersji legendy mówi o ogromnym potopie. Mieli oni zbudować to jedno z największych miast w tej części świata. Największy rozkwit miasta przypada na okres od IV do VI wieku po Chrystusie. Jego część mieszkalna została zaplanowana na prostokątnej siatce ulic. Przeprowadzono regulację rzeki San Juan, zbudowano zbiorniki wody deszczowej. W kompleksie miejskim powstały place targowe, spichlerze, teatry i boiska do gry w pelotę. Plan urbanistyczny miasta miał układ dwuosiowy. Jedna z osi prowadziła w kierunku północ–południe, czyli słynna Aleja Zmarłych, druga oś ciągnęła się ze wschodu na zachód. Według współczesnych szacunków liczba mieszkańców określana jest na około 200 tysięcy. Do IX wieku wpływy centrum obejmowały całą centralną część Wyżyny Meksykańskiej. Dla wielu plemion Mezoameryki Teotihuacán było świętym miastem, do którego przedstawiciele tychże plemion tłumnie pielgrzymowali. Rdzenni mieszkańcy Mezoameryki stworzyli całą kosmologię i kosmogonię związaną z miastem. Według mitów indiańskich tu powstał świat, nastąpiło oddzielenie światła od ciemności, powstało słońce i księżyc. Sama nazwa miasta oznacza dosłownie „Miejsce, gdzie rodzą się Bogowie”. Inna wersja nazwy mówi o tym, że jest to „Miejsce, gdzie ludzie stają się Bogami”. Najprawdopodobniej w Teotihuacan powstał system religijny przyjęty później przez inne plemiona, tu kapłani opracowali kalendarz, według którego liczono czas. W VII w. Teotihuacan został częściowo zniszczony podczas pożaru. Po pożarze miasto nie wróciło do dawnej świetności. Stopniowo opuszczane poddało się kolejnym napaściom koczowniczych plemion północy. Ostatecznie w X wieku opustoszało i zostało pochłonięte przez dżunglę.

Wchodzimy na teren kompleksu nieco przytłoczeni, nie tyle piramidami, co tłumem ludzi. Skoro jednak o zabytkach mowa. Największe dwie atrakcje, jakie tutaj się znajdują, to Piramida Słońca oraz Piramida Księżyca. Co jednak zabawne, większość turystów spaceruje po najbardziej niezwykłym z zabytków i nawet tego nie zauważa. Zabytkiem tym jest szeroka na 40 metrów i długa na ponad 2 kilometry (!!!) Aleja Zmarłych. Ciągnie się ona od Piramidy Księżyca (od tego miejsca zalecam zwiedzanie, mimo że kusi tak ogromem, jak i mrowiem ludzi, aby wejść najpierw na Piramidę Słońca) do Cytadeli. Wzdłuż niej usytuowano wiele świątyń oraz Piramidę Słońca. Budowle wzniesione na terenie Teotihuacanu powstały bez użycia metalowych narzędzi. Dwie piramidy: Piramida Słońca o długości podstawy 225,0 m × 207,0 m i wysokość 65,0 m oraz Piramida Księżyca (150,0 × 120,0 × 43,0 m) to najstarsze budowle tego kompleksu. Konstrukcje schodkowych piramid w stylu talud-tablero zbudowane są z kolejnych tarasów stawianych na skarpach. Do budowy użyto wysuszonych na słońcu cegieł adobe i ziemi, po ukształtowaniu budowli obłożono jej ściany płytami kamiennymi. Połączone płaszczyzny skośne i poziome ozdobione są rzeźbami. Na najwyższym tarasie zbudowano świątynię, z której zachowały się tylko ruiny. Do piramidy prowadzą strome i wysokie stopnie. U podnóża budowli zachowały się ruiny pomieszczeń kapłańskich. Taki sposób budowania i zdobienia piramid został przyjęty przez inne plemiona Mezoameryki. W 1971 roku podczas prowadzonych prac badawczych, odkryto pod Piramidą Słońca tunel i komory. Rozbudziło to wyobraźnię wszelkiej maści łowców skarbów, którzy niemal masowo próbowali tutaj prowadzić nielegalne wykopaliska.

Obejrzawszy piramidy, spacerujemy po Cytadeli (nazwę tę nadali temu obiektowi konkwistadorzy). Zbudowana została ona przy końcu Alei Zmarłych. Cytadela to czworokątny plac otoczony 15 świątyniami. Na nim umieszczono też platformę z centralnym ołtarzem. Do najciekawszych obiektów kompleksu należy Świątynia Quetzalcoatla (Pierzastego Węża). Świątynia zbudowana została w formie piramidy. Jej ściany ozdobione są licznymi rzeźbami wyobrażającymi głowy bogów Quetzalcoatla i Tlaloca (boga deszczu). Od 2010 roku meksykańscy archeolodzy badają tunel biegnący pod świątynią. W kwietniu 2013 r. przy pomocy robota Tlaloc II odkryli trzy nieznane dotąd komory grobowe, co znów wywołało sensację w świecie archeologów.

Podczas prowadzonych prac wykopaliskowych odkryto fragmenty malowideł naściennych zdobiących świątynie i Pałac Zacukali, przedstawiających procesje kapłanów, wojowników, mitologiczne wizerunki bogów oraz zwierząt. Do najciekawszych zachowanych fresków należy przedstawienie raju boga deszczu – Tlalocan. Na malowidle widoczna jest góra, jezioro i dwie rzeki u jej podstawy. Wokół rosną drzewa, krzewy i kwiaty. Wśród nich widnieją kolby kukurydzy i krzewy kakao. Fruwają motyle, ważki. Widoczne są też sylwetki ludzi, odpoczywających, bawiących się. Nie jest pewne, czy postacie ludzkie symbolizują zmarłych przebywających w raju. Tlaloc przedstawiony jest w swojej masce, z pierścieniami wokół oczu, wystającymi kłami i rozdwojonym językiem węża. Na głowie ma pióropusz, a z jego rąk spływają krople deszczu, wody dającej życie. Znaleziono też zachowaną ceramikę, m.in. bogato zdobione cylindryczne, trójnożne naczynia ze stożkowatymi pokrywami. Do ważnych zabytków należą także kamienne maski rytualne.

Po obejrzeniu kompleksu szybkim marszem (jak zwykle czasu mało) ruszamy do muzeum. Warto byłoby tutaj przyjechać tylko po to, aby zwiedzić znajdujące się tutaj wystawy. Część z nich stanowią… stanowiska archeologiczne. Obejrzeć można grobowce z czasów prekolumbijskich (nie repliki — lecz oryginalne groby pokryte szkłem pancernym) oraz przedmioty związane z niemal każdą sferą życia, jakie znaleziono w czasie prac wykopaliskowych.

Upał daje się we znaki. Pora łapać autobus powrotny. Wychodzimy do drogi i po koło minucie podjeżdża autobus. Ponieważ kupiliśmy bilet „open” wsiadamy do pojazdu i wracamy do Mexico City. Jutro z samego rana opuszczamy stolicę i jedziemy na wschód… o tym jednak w kolejnym wpisie.

Comments

comments