
Dzień drugi pobytu w Konstantynopolu (drugi w sensie historycznym bo teraz już w centralnej Azji jestem – brak Internetu robi jednak swoje.) Moi nowo poznani w autobusie Ormiańscy przyjaciele zaprosili nas na wspólny wypoczynek na Wyspy Książęce. Miejsce do wypoczynku idealne, ale dla mnie ciekawe było to, że mogłem odwiedzić tradycyjne miejsce zsyłek w czasach bizantyjskich. Co prawda nic nie zostało co mogłoby poświadczyć historię deportacji na te wyspy, ale płynąc na nie można było dojść do wniosku, że nadawały się do tego idealnie. Dość daleko od Konstantynopola, aby ucieczka była niemożliwa i dość blisko zarazem, aby kontrolować ewentualnych więźniów. Po integrowaniu się w autobusie tym razem w turecko-ormianko-polskim gronie integracja na plaży. To się nazywa internacjonalizm: w tureckim kraju, z muzułmaninem pić rosyjską wódkę w towarzystwie Ormianina.
Do hotelu wróciłem późnym wieczorem… dzień odpoczynku od intensywnego zwiedzania :-).