39 godzin w autobusie z Erywania do Stambułu…

dsc_0022Po czterech dniach pobytu w Armenii ruszam do Turcji. Przejazd nie jest jednak rzeczą łatwą. Autobus jeździe raz w tygodniu. Przy zakupie biletów powiedziano mi, że autobus odjeżdża o godzinie 9tej. Po przeczytaniu informacji na biletach okazało się, że jedzie o godzinie 10tej. Cóż, jestem na przystanku o 8.40, tak na wszelki wypadek. Autobus już czekał. Wsiadłem i czekamy na odjazd. Jak się okazało wyjechaliśmy dopiero o 10.45 :-). Armeńskie poczucie czasu jest nieco inne niż Polskie. Jedziemy. Dość szybko okazało się, że autobus to niezwykle integracyjne miejsce. Ledwo usiadłem na swoim miejscu a współpasażerowie zaczęli pytać czy ,,coś przewożę’. Gdy okazało się, że nie, zaczęli dopytywać czy nie przewiózłbym im przez granicę ,,nieco’’ alkoholu i papierosów. Zgadzam się, i okazuje się, że dzięki tej zgodzie zyskałem sobie bardzo, ale to bardzo wielu przyjaciół. Co zaskakujące, gdy tylko przekroczyliśmy granicę Gruzji (zdjęcie granicy armeńsko-gruzińskiej na zdjęciu obok), poproszono mnie, abym część alkoholu oddał gdyż jak stwierdzili nasi współtowarzysze podróży ,,Można się napić’’. Autobus nie posiadał niestety toalety więc co kilka godzin mieliśmy przystanki ,,za potrzebą’’. Miało to swoje plusy, gdyż po pierwsze pozwalało odpocząć od ,,integrowania się w autobusie przy miejscowym jedzeniu i trunkach’’, a po drugie można było podziwiać widoki. Bardzo szybko się okazało, że im dłużej jedziemy tym bardziej wszyscy chcą z nami rozmawiać i się przyjaźnić. Na każdym przystanku ktoś podchodził i zagadywał. Zresztą kilka zdjęć to pokazuje.

dsc_0102Stambuł. Wszyscy starają się nam wytłumaczyć bawiąc się naszą mapą Stambułu na autobusie, jak dojść do mojego hotelu.  Skoro zdjęcia z imprezy ,,integracyjnej’’ trwającej tak długo, jak długo jechał autobus, już pokazałem, to wypada powiedzieć na czym integracja w takim autobusie polega. Przede wszystkim należy jeść i pić wszystko co się dostaje. Standardem jest picie z jednego kubka, lub z jednej puszki jedno piwo z kilkoma lub kilkunastoma osobami. Podobnie standardem jest jedzenie kanapki czy ciastka które z ręki do ręki wędruje przez cały autobus. Kiedy tak jadłem przepocone ormiańskie kotlety (przepocone, bo w autobusie nie było klimatyzacji, a kilka osób je kroiło, podawało, zagniatało, przyprawiało itp.), zastanawiałem się, co by na to powiedział polski sanepid. Pewnie nic bo ilość alkoholu jaką się w takim autobusie pije zabija wszystkie bakterie na śmierć. W taki oto sposób dotarliśmy do Stambułu. Niestety brak czasu na pisanie na bieżąco sprawił, że posty na blogu pojawiają się z duży opóźnieniem. Aktualnie lecimy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich do Kathmandu. Gdy tylko uda mi się znaleźć internet, co nie wiem, kiedy nastąpi, uzupełnię relację o wpisy z Turcji i może będę nieco bardziej na bieżąco z pisaniem.

Comments

comments