
Foz do Iguaçu jest sporym miastem. Mieszka tutaj około 270 tysięcy ludzi. Stąd do Rio jest 1500 km, zaś do São Paulo 1050 km. Mieszkańców miasta nazywa się powszechnie Iguaçuenses. To wszystko może i ciekawe, ale o mieście zapewne nikt by nie słyszał poza bardzo pilnymi studentami geografii (oraz miłośnikami przemytu), gdyby nie leżące około 20 km od miasta wodospady. O mieście i jego roli w przemycie i rozkwicie lokalnego handlu będzie jeszcze okazja, aby napisać, przy okazji kolejnego wpisu. W tym poście będzie o wodospadach…
Przed wybraniem się w te strony warto obejrzeć film „Misja”, traktujący o prześladowaniu Indian Guarani, a którego wiele scen powstało właśnie przy wodospadach. Od Indian zacząć trzeba w zasadzie mówienie o tym miejscu. Konkretnie zaś zacząć trzeba od pewnej indiańskiej legendy… Toroba, syn wodza, stał nad brzegiem rzeki, błagając bogów, aby przywrócili wzrok jego ukochanej. W odpowiedzi na te błagania ziemia pękła gwałtownie, a rzeka wpadła do powstałego w tym miejscu ogromnego wąwozu. Woda porwała Torobę, ale jego ukochana odzyskała wzrok i była pierwszą osobą, która zobaczyła powstałe przed chwilą wodospady. Nie wiadomo czy z powodu legendy, ale faktem jest, że Indianie Paraguas i Tupi-Guarani otaczali wodospady boską czcią i grzebali w ich pobliżu swoich zmarłych. Sama nazwa (hiszp. Cataratas del Iguazú, port. Cataratas do Iguaçu, Yguasu) pochodzi z języka guaraní – z połączenia słów y – „woda” i ûasú [guasu] – „wielka”). Rzeka Iquaçu swój początek bierze w górach Serra do Mar, niedaleko brazylijskiego wybrzeża, na południe od Sao Paulo. Źródła znajdują się w pobliżu Kurytyby, a płynie w głąb lądu (na zachód) ok. 1320 km. Przez Wyżynę Brazylijską wije się zakolami, aż wzbogacona wodami dopływów, opada po blisko 275 progach skalnych, rozbijających jej nurt. Właśnie w tym miejscu swoje prośby miał do bogów kierować Toroba.
Największy z wodospadów, Garganta del Diablo (Gardło Diabła) ma wysokość o 72 metry wyższą niż wodospad Niagara. A to tylko jeden z około 275… Rzeka Iquaçu łączy się w tym miejscu z trzecią co do wielkości rzeką Ameryki Południowej – Paraną. Kurzawa wodna w dolinie, u podstawy wodospadu wznosi się na 30 metrów. Do rzadkiej urody powstałych w ten sposób wodospadów przyczynia się przebogata roślinność: palmy, paprocie, bambusy, drzewa owinięte storczykami, begonie i mchy. Jerzyki przysiadają na skałach na noc a 24 gatunki motyli nieustannie fruwają nad wodą. Ruch słońca sprawia, że o wschodzie najpiękniej wyglądają wodospady ze strony brazylijskiej, a po południu od strony argentyńskiej – oczywiście państwa te toczą spór, z której strony widok jest ładniejszy. Zasadniczo wodospady można obejrzeć idąc dwoma trasami: trasa dolna (Circuito Inferior) – wokół podstawy kilku odrębnych kaskad, trasa górna (Circuito Superior) – wąskim chodnikiem po górnej krawędzi. Najpiękniejszy widok rozpościera się do groźnego Garganta del Diablo. Po stronie brazylijskiej trasa prowadzi w dół, skąd roztacza się zapierający dech w piersiach widok rozpadliny i trzy ogromne kaskady. Można stąd wejść w głąb wodospadu, aż człowiek jest zupełnie przemoczony. Najbardziej ekscytującym sposobem poznania wodospadu, jest przejście wąskim podestem niedaleko niego nad rzeką, sięgającym aż po jego odległy kraniec. Podest, od czasu do czasu, zmywa woda, gwałtownie przybierająca w rzece. Z bliska zaś niemal na własnej skórze można odczuć potęgę wód grzmiących w przepaści poniżej. Wodospad wygląda, co prawda, najefektowniej w porze deszczowej, od listopada do marca, ale zazwyczaj jest malowniczy przez cały rok, choć zdarza się, że zamiera. W maju i czerwcu 1978 r,. w okresie szczególnie uporczywej suszy, nurt osłabł tak bardzo, że przez 28 dni przez krawędź urwiska nie przepłynęła ani kropla wody. Był to pierwszy przypadek wyschnięcia wodospadu od 1934 roku.
Ilość spadającej wody waha się od około 1755 m3 do 12750 m3 na sekundę. Najlepiej tutaj przyjechać pod koniec pory deszczowej, która trwa od listopada do marca (szczyt sezonu to styczeń/luty, gdy woda niesie najwięcej wody). Temperatura dochodzi wtedy do ponad 40 stopni. Od sierpnia do października wody jest najmniej, temperatura się obniża, ale za to jest to szczyt kwitnienia storczyków. Pierwszym europejskim podróżnikiem, który odkrył wodospad był Hiszpan Álvaro Núñez Cabeza de Vaca w 1541 roku. Wodospad nazwał Salto de Santa Maria (wodospad św. Marii Panny). Jednak nazwa „Wielka Woda” okazała się trwalsza. W późniejszych wiekach Jezuici przybywali tu, ażeby badać wodospad i rzekę Iguacu, lecz w 1767 roku zostali wygnani przez króla Hiszpanii Karola III, który uznał, że ten zakon staje się zbyt potężny. Ruiny jednej z misji, San Ignacio Mini, pozostają jeszcze widoczne u zbiegu Parany i Pirapo. Wzniesiona w 1632 roku była dobrze rozwijającą się osadą, gdzie około 4000 nawróconych krajowców żyło w komunie, dzieląc między siebie owoce swej pracy. Czego by o wodospadach nie napisać to i tak nic nie zastąpi ich widoku…