
Po dwóch dniach mieszkania niemal przy samej katedrze zmieniamy hotel na jedną noc. Przenosimy się w okolice najstarszego parku w mieście — Alameda. Przewozimy rzeczy z samego rana i ruszamy na Zocalo napić się kawy. Stąd powoli kierujemy się z powrotem ku parkowi, zwiedzając po drodze. Pierwszym napotkanym przez nas zabytkiem jest Kościół Niepokalanego Poczęcia. Jest to jedna z niewielu świątyń w mieście, które powstały za czasów Cortesa i przetrwały do dziś. Zbudowano ją obok szpitala, który nakazał wznieść przywódca konkwistadorów w miejscu, gdzie po raz pierwszy spotkał się z Montezumą. Kościół ten nie jest najpiękniejszy, ani najbardziej imponujący. Jednak to tutaj spoczęły doczesne szczątki Hermana Cortesa. Pierwotnie został on pochowany w Sewilli, ale po 20 latach sprowadzono jego ciało do Meksyku. Miejsce, gdzie złożono najbardziej znanego z konkwistadorów, przypomina pamiątkowa tablica.
Naprzeciwko kościoła wznosi się rzadko odwiedzane Muzeum Miasta Meksyk. Umiejscowiono je w XVIII wiecznym barokowym gmachu. Sam budynek wart jest odwiedzenia z uwagi na fakt, że jest jednym z najlepszych przykładów architektury, jaką upodobała sobie osiemnastowieczna szlachta. Muzeum otwarto w roku 1964 i skupia się ono przede wszystkim na okresie XVII–XIX wieku. Wydaje mi się, że całkiem słusznie władze muzeum ograniczają okres przedhiszpańskiego Meksyku — inne instytucje muzealne poświęcają mu wystarczająco czasu.
Wracamy w kierunku Parku Alameda. Po drodze widzimy jeden z najbardziej niezwykłych domów w Meksyku — Dom z Płytek. Ten pokryty niebiesko-białymi płytkami azulejos gmach jest uważany za najbardziej niezwykły wytwór meksykańskiego baroku. Płytki, którymi pokryto gmach, najprawdopodobniej sprowadzono aż z Chin. Historia gmachu to gotowy scenariusz na film. W roku 1596 pierwszy właściciel znajdującej się tutaj posiadłości, Don Damian Martinez, został zmuszony sprzedać dom, aby spłacić zaciągnięte długi. Nowy właściciel, Don Diego de Peredo, ofiarował dom swojej córce Gracianie w prezencie ślubnym. Wyszła ona za Don Luisa de Vivero, który był II hrabią de Orizaba. 100 lat później dom odziedziczył kolejny potomek hrabiowskiego rodu. Niestety miał on niezbyt rozgarniętego syna, który nie potrafił dbać o rodzinny interes. W końcu zdesperowany hrabia na łożu śmierci miał rzec do syna: „Synu nigdy nie osiągniesz sukcesu, nie wybudujesz domu z płytek”. Syn nie zrozumiał aluzji ojca. Otóż meksykańskie powiedzenie „zbudować dom z płytek” oznacza tyle co „żyć w luksusie, w bardzo wystawnym domu”. Syn hrabiego dosłownie potraktował zdanie ojca i pokrył dom płytkami.
Minąwszy dom, stajemy u podstawy, wzniesionej po drugiej stronie ulicy, imponującej Torre Latinoamericana — 182-metrowego wieżowca, który przez dziesięciolecia był najwyższym w mieście i stał się jednym z symboli Meksyku. Ten powstały w roku 1954 wieżowiec przypomina Empire State Building w Nowym Jorku. Na najwyższym piętrze znajduje się restauracja, z której rozpościera się (jeśli nie ma smogu) fenomenalny widok na miasto. Tuż przy wieży znajduje się kościół pod wezwaniem św. Franciszka z imponującą fasadą. Pierwotnie dzisiejszy kościół (cechą charakterystyczną jest to, że wejście znajduje się na poziomie gruntu z czasów budowy — kilka metrów niżej niż dzisiejszy Meksyk) był częścią ogromnego, liczącego ponad 32 tys. metrów kwadratowych kompleksu klasztornego. Obecnie została tylko ta świątynia oraz zbudowana w roku 1766 przy nim Kaplica Matki Bożej z Balvenera. Trzeba przez tę kaplicę przejść, aby dostać się do kościoła. Kilka zdjęć i wychodzimy na skraj parku Alameda, a naszym oczom ukazuje się imponujący gmach Pałacu Sztuk Pięknych. Jego historia sięga początku XX wieku, gdy podjęto decyzję o budowie opery narodowej. Wybuch rewolucji przerwał prace, a ostatecznie gmach ukończono w roku 1934. Z zewnątrz gmach to niemal doskonały przykład secesji. W środku art deco wziął górę. Mamy pecha, trafiamy akurat na dzień, gdy wstęp jest wolny. Gigantyczne kolejki, czas oczekiwania na wejście do środka to co najmniej 2 godziny. Rezygnujemy, gdyż jeszcze wiele do odkrycia w Meksyku, a powoli zbliża się wieczór… Pora na nocny spacer po parku Almeda w towarzystwie posągów, rzeźb, najdziwniejszych stoisk, w których kupić można niemal wszystko. Jutro intensywny dzień — ruszamy do Guadalupe.