Wspomnienie wielkiego Imperium — śladami Azteków po Mexico City

Z samego rana ruszamy do niemal przylegającego do naszego hotelu jednego z największych terenów wykopalisk archeologicznych w tej części Meksyku. Chcemy zwiedzić miejsce, gdzie 500 lat temu wznosiła się ponad jedna z największych świątyń w tej części świata — Templo Major. Ta budowla właśnie zrobiła na wkraczających do Meksyku Hiszpanach największe wrażenie. Było to najważniejsze centrum religijne i polityczne tej części świata w XV wieku. Podczas określonych świąt w azteckim kalendarzu (wbrew potocznym wyobrażeniom — nie codziennie) w Templo Mayor składano krwawe ofiary z ludzi w celu przebłagania bogów i zapewnienia pomyślności społeczeństwu Azteków. Kapłani wycinali ofiarom serca (jak obliczono wyrwanie serca mogło zajmować wprawnemu kapłanowi około 10 sekund), skrapiali posągi bogów krwią i wrzucali serce do kamiennej misy z kanalikami odprowadzającymi krew. Ciało wyrzucano na schody świątyni. Ofiarami byli najczęściej jeńcy wojenni.

Templo_Mayor_TenochtitlanNa wkraczających do Tenochtitlan Hiszpanach Templo Mayor zrobiła największe wrażenie. Cortes, po tym jak Montezuma wprowadził go na szczyt budowli, zażądał, aby na jej miejscu zbudować świątynię ku czci Najświętszej Maryi Panny. Montezuma odmówił. Cortes, widząc, że nie ma możliwości, aby walczyć z niepomniernie większą liczbą Azteckich wojowników, nie oponował, lecz wycofał się z miasta. Pół roku później, gdy Montezuma był już więźniem, przywódca konkwistadorów wcielił w życie swój plan. Na miejscu bogów azteckich stanął zaimprowizowany kościółek ku czci Maryi, a obok kaplica pod wezwaniem św. Krzysztofa. Aztekowie, wywoławszy powstanie, wyparli najeźdźcę ze swej stolicy. Pojmanych żołnierzy Cortesa zaprowadzono na szczyt świątyni i wyrwano im serca. W odwecie Cortes po odbiciu miasta nakazał zrównać z ziemią Templo Mayor, co było wyzwaniem tyleż odważnym, co karkołomnym. Wbrew pozorom to, co dziś oglądamy nie jest dziełem Hiszpanów — nie byliby oni w stanie zrównać z ziemią tak potężnej piramidy (po lewej rekonstrukcja). Hiszpanie zniszczyli ją dość powierzchownie. Reszty dopełnił zapadający się grunt oraz liczne budowle, które powstały w okolicy — stąd czerpano materiał budowalny w postaci kamieni pozostałych po dawnej świątyni. Na całe stulecia zapomniano o Templo Mayor…

W roku 1978 światem archeologii wstrząsnęła niezwykła wieść. Pracujący nad doprowadzeniem do katedry kabli elektrycznych robotnicy na jej tyłach natrafili na ogromny, szeroki na 3 metry dysk kamienny. Okazało się, że przedstawia bogini Coyolxauhqui. Rozpoczęto wykopaliska na ogromną skalę, które doprowadziły do okrycia tego, co dziś można oglądać.

Po zwiedzeniu wykopalisk, wchodzimy do przyległego do nich muzeum Templo Mayor. Robi ono ogromne wrażenie i jest jednym z lepiej zorganizowanych muzeów, w których byłem. Całość podzielona jest na siedem sal, każda poświęcona innej sferze życia. Eksponaty, np. ściana czaszek, czy też dysk z ofiarny, na którym przedstawiono rozczłonkowane ciało boga Huitzilopochtli, pozwalają niemal dotknąć historii. Całość jest doskonale opisana w języku angielskim. Jeśli miałbym polecić jakieś meksykańskie muzeum jako „must-see” to byłaby to właśnie ta instytucja.

Obejrzawszy muzeum, ruszamy zwiedzać okolicę. Kierujemy się ku dawnemu kolegium św. Ildefonsa. Przez dziesięciolecia gmach ten, zbudowany na potrzeby wspomnianego kolegium, mieścił jedną z najważniejszych, jeśli nie najważniejszą, instytucję edukacyjną w całej Nowej Hiszpanii. Zarządzali nią Jezuici. Po tym, jak wygnano jezuitów, gmach nieco podupadł. W 1867 otwarto tutaj jedną z najbardziej ekskluzywnych szkół średnich w Nowym Świecie. W wieku XX przejął budynek uniwersytet, a w roku 1994 otwarto tutaj centrum kultury. Największą atrakcją, jaką można tutaj zobaczyć, są murale, którymi przyozdobiono gmach. Przez dziesięciolecia wykonywali je najbardziej znani meksykańscy artyści z Diego Riverą na czele. Kilka zdjęć i po przejściu kilkudziesięciu metrów stajemy przed potężnym kościołem Matki Boskiej na Kolumnie. Upał zaczyna dawać się we znaki. Trzeba na chwilę wrócić do hotelu. Przebrani w strój „letni” kierujemy się do niewielkiego placu Matki Bożej z Loreto, przy którym znajduje się imponujący kościół i klasztor św. Teresy. Kościół charakteryzuje się krwistoczerwonymi ścianami — zbudowano go ze skały wulkanicznej. Zaprojektował go Pedro de Arrieta i wiele elementów architektonicznych, jakie można tutaj podziwiać, jest wyjątkowych na skalę całego Meksyku. Patrząc na przednią fasadę, widzimy dwa portale zakończone krzyżami Caravaca. Siostry, które tutaj mieszkały, utrzymywały się niemal wyłącznie ze sprzedaży charakterystycznego różowego ciasta. Po wejściu do środka zatrzymujemy się na dłuższą chwilę. Jeden element w świątyni zwraca szczególną uwagę — nie, nie chodzi tutaj o ogromny krucyfiks nad ołtarzem. Tym, co szczególnie przyciąga tutaj pielgrzymów, jest figura św. Róży z Limy. Tę kanonizowaną w 1671 roku przez papieża Klemensa X świętą mieszkańcy okolicznych dzielnic darzą szczególnym sentymentem i zwracają się do niej w niemal każdej sprawie dnia codziennego.

Opuszczamy kościół, jeszcze kilak zdjęć. W końcu wyruszamy na jeden z najpiękniejszych placów Meksyku — Plac św. Dominika. Plaza de Santo Dominico to z całą pewnością drugi pod względem ważności plac Meksyku, a gdyby przy Zocalo nie stała Katedra, byłby on z pewnością najważniejszym miejskim skwerem. Po wejściu na plac niemal biegiem kierujemy się ku niezwykłemu, zbudowanemu z czerwonego kamienia tezontle kościoła pod wezwaniem św. Dominika. Zbudowano go w XVIII Wieku wg projektu Pedra de Arriety. Przed wejściem do kościoła oglądamy fasadę. Dwie imponujące rzeźby — pierwsza przedstawiająca św. Augustyna i druga św. Franciszka z Asyżu przykuwają naszą uwagę. Po wejściu do środka podziwiać można piękny neoklasycystyczny ołtarz, misterne zdobienia i ograny. To wszystko jednak nie ma większego znaczenia dla mieszkańców Meksyku. Powodem, dla którego oni tutaj przybywają, jest Senor del Robozo, czyli posąg Chrystusa z szalem. Aby zrozumieć fenomen kultu, jakim jest darzona ta rzeźba, trzeba cofnąć się do wieku XVI. W kościele pod wezwaniem Katarzyny ze Sieny stała figura Chrystusa. Miał on niezwykle ponure oblicze. Widok udręczonego Jezusa bardzo wzruszył młodą Dominikankę, siostrę Sewerę. Codziennie modliła się ona pod figurą. Gdy leżała na łożu śmierci, po całym życiu poświęconym na modlitwie nie była w stanie odwiedzać figury. Pewnej nocy, gdy wszystkie gwiazdy i księżyc przysłoniły chmury, siostra skrajnie wyczerpana leżała na łożu śmierci, trzęsąc się z zimna. Zaczęła modlić się słowami: „Chryste przybądź do mnie, abym mogła ogrzać Cię swoim ciałem”. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi swojej celi. Za nimi stał wychudzony żebrak. Siostra oddała mu swój szal — jedyne okrycie, jakie posiadała. Zaraz potem zmarła, a w powietrzu unosił się zapach kwiatów. Rano siostry stwierdziły, że szal, który nosiła siostra Sewera, znajduje się na ciele rzeźby Chrystusa. Nie można go było w żaden sposób zdjąć, a gdy to się udawało, szal zawsze wracał na swoje miejsce. Od tamtej pory Chrystus nosi miano „Senor del Rebozo”. Niestety niewiele zostało z przyległego do świątyni klasztoru dominikanów. Jedynym wspomnieniem po nim jest Kaplica Śmierci Chrystusa. Wewnątrz kaplicy znajduje się figura Chrystusa, którą podarował Nowej Hiszpanii król Karol V. Opuszczamy plac, mijając potężny gmach ministerstwa edukacji narodowej. Pora znaleźć obiad i nabrać sił przed popołudniowym intensywnym zwiedzaniem Mexico City! Tymczasem kilka zdjęć. 🙂

Comments

comments