Chilijski winny trójkąt – część druga: Viña del Mar

Dworzec z którego odjeżdżają lokalne minibusy w Valparaiso jest bardzo blisko dworca autobusowego obsługującego dalekobieżne pojazdy. Najogólniej można powiedzieć, że minibusy rozpoczynają kurs przy głównej trasie biegnącej wzdłuż oceanu naprzeciwko portu. Nie ma tutaj rozkładu jazdy, ale większość autobusów siłą rzeczy jedzie przez Viña del Mar. Dojazd do jednego z najważniejszych punktów orientacyjnych w mieście – gmachu teatru – zajmuje około 20 minut. Miasto jest jednym z najbardziej znanych kurortów w Chile. Piękna plaża oraz doskonała infrastruktura turystyczna sprawiają, że tłumnie przybywają tutaj turyści. Miasto składa się z dwóch części, które oddziela Estero Marga Marga – kanał wcinający się z oceanu w głąb lądu – gdy dojechaliśmy był zupełnie suchy a na jego dnie znajdował się prowizoryczny parking. Na południe od kanału znajduje się stara część miasta, sklepy, centra handlowe, jarmarki. Na północ od kanału przeważają plaże i miejsca rekreacji i wypoczynku. Tutaj mieści się też większość restauracji i barów. Podział miasta prezentuje mapka poniżej.

                                                      Mapa Vina dell Mar

Trudno rozpocząć zwiedzanie od innego miejsca niż centralny plac miejski – Plaza Vergara. Przy nim leży wspomniany gmach Teatro Municipal a do dworca autobusowego można dość stąd w kilka minut. Przy placu znajduje się także informacja turystyczna. Nie ma lepszego miejsca, aby zrobić zakupy czy też poobserwować życie miasta. Kilkaset metrów na południe od Plaza Vergara znajduje się jeden z symboli miasta – park Quinta Vergara i tutaj kierujemy nasze kroki po zjedzeniu obiadu przy placu. W czasie obiadu oglądamy mecz o trzecie miejsce w czasie mundialu: Brazylia-Holandia. Park Quinta Vergara znany jest z tego, że obejrzeć tutaj można rośliny ze wszystkich stref klimatycznych jakie obejmuje Chile. Jest on otwarty od wschodu do zachodu słońca. W centrum parku znajduje się zbudowany w roku 1906 pałac w stylu weneckim. Bardzo kontrastuje on swoją architekturą ze wszystkich co otacza nas dookoła. Obecnie mieści się w nim Museo de Bellas Artes. Kustosz z dumą twierdzi, że posiada ono najlepszą kolekcję chilijskiego malarstwa w kraju. Opisać go w tym miejscu nie sposób – więcej w przewodniku po Chile, którego premiera będzie miała miejsce za kilka tygodni. Z muzeum nasze kroki kierujemy do Palacio Rioja. Niestety mamy pecha – nie można wejść do środka. Został wzniesiony w stylu francuskim doby XVIII wieku. Otoczony jest parkiem oraz pięknymi winnicami. Zbudował go w 1906 roku jako swoją rodową rezydencję hiszpański milioner Don Fernando Rioja Medel. Jego rodzina do 1956 roku zajmowała zamczysko. W końcu pora ruszyć do chyba największej atrakcji w mieście – Museo Francisco Fonck. Muzeum tłumnie odwiedzają turyści zwłaszcza ci, którzy np. z uwagi na ograniczony budżet nie mogą pozwolić sobie na kosztowną wycieczkę na Wyspę Wielkanocną. Muzeum jest otwarte od wtorku do niedzieli w godzinach od 10.00 do 19.00. Bilet kosztuje 3000 pesos. Znajduje się tutaj największa w kontynentalnym Chile kolekcja artefaktów z Wyspy Wielkanocnej. W ogrodzie przy wejściu możemy obejrzeć ogromny posąg Maoi przywieziony z Wyspy Wielkanocnej. Spacer po niewielkich, zaledwie kilku salach muzealnych to niesamowite przeżycie. Oprócz artefaktów z Rapa Nui obejrzeć można zmniejszone ludzkie głowy. Swoją drogą we wspaniały sposób opisał proces zmniejszania ludzkich głów Tony Halik (nie sądziłem, że tak szybko będę mógł obejrzeć „na żywo” efekt pracy Indian o którym czytałem w dzieciństwie). Jak pisał nieodżałowanej pamięci polski podróżnik w swojej książce 180 000 kilometrów przygody….

„Technika zmniejszania jest dość prosta i łatwiej jest zmniejszyć głowę niż na przykład rękę. Głowę, odciętą od ciała, gotuje się w garnku razem z korzeniami różnych roślin. Kiedy jest już wystarczająco miękka, doświadczony czarownik oddziela ciało od kości czaszki, tak jakby ściągał rękawiczkę. Następnie zaszywa otwory: usta, nozdrza i oczy, włóknem caraguta. W ten sposób powstaje rodzaj torebki, do której przez otwór w szyi wkłada się małe, ostre kamyki. Teraz rozpoczyna się nieprzerwany taniec trwający całą noc. Zaczyna go chapeicu, który tańcząc, potrząsa energicznie głową ofiary, po czym oddaje ja wojownikowi, który prowadzi taniec dalej. Ten z kolei po pewnym czasie wręcza ją innemu. Przez długie godziny tańczą wszyscy, podając sobie głowę i mocno nią potrząsając. Ruch ten sprawia, że kamyki czyszczą wnętrze głowy z resztek tłuszczu i mięsa. Nad ranem głowę napełnia się miałkim suchym piaskiem i wkłada do garnka z wyciągiem z quebracho i palo blanco, drzew, których kora zawiera duży procent taniny, używanej do garbowania skór, i tak zaczyna sie proces zmniejszania. Teraz po trochu wybiera się ze środka głowy piasek, co sprawia, że zmniejsza się ona, nie tracąc dawnych proporcji. Pod koniec ceremoni tsanstsa osiąga rozmiar pomarańczy i nabiera ciemnej barwy. Wyjmuje się ja z garnka jeszcze przed świtem, aby poranne słońce nie przypiekło zbyt delikatnej skóry. Po czym doświadczone ręce modelują twarz, nadając jej ostateczny kształt. Mimo tych zabiegów rysy twarzy zachowują znaczne podobieństwo do twarzy ofiary. Tsantsa napełnia się włóknami roślinnymi i liśćmi zawierającymi substancje konserwujące. Gdy wyschnie, można ją uznać za gotową.”

Nieco oszołomieni opuszczamy muzeum. Robi się już późno a jest sobota. Ostatni autobus, który pozwoli nam wrócić do stolicy Chile mamy za około 3 godziny. Sporo czasu. Ruszamy nad ocean na jedną z najpiękniejszych plaż w Chile. Zimno, nawet chwilami bardzo zimno (woda ma ledwie kilka stopni), ale… zamoczyć chociaż stopę w Oceanie Spokojnym – rzecz bezcenna! Kilkanaście minut na plaży i trzeba wracać na dworzec autobusowy. Mamy sporo szczęścia, gdyż bilet powrtony kosztje nas zaledwie 2600 pesos. Do Santiago wjeżdżamy, gdy na dworze jest już ciemno i bardzo zimno… Kolejny emocjonujący dzień dobiega końca.

Comments

comments