
Rano pobudka i sensacji żołądkowych ciąg dalszy. Sensacje żołądkowe to dobre słowo na określenie tego co się dzieje z moim brzuchem. Mimo że od dwóch dni jestem na poście o wodzie i wodzie (dosłownie) nadal bardzo wiele czasu spędzam w łazience. Na szczęście mam normalną toaletę! Mimo to zbieram się w sobie i wychodzę obejrzeć jedną z największych atrakcji Delhi – Czerwony Fort.
Lal Quila czyli w języku miejscowym Czerwony Fort. W obwodzie budowla ta ma 2 km a w najwyższym miejscu ma 33 metry. Niegdyś opływała go Jamuna a fosa miała 10 metrów głębokości. Powstał w oparciu o koraniczny opis raju. Cytadela tworzyła swoiste miasto w mieście. Pierwotnie było w nim 6 pałaców, ale jeden z nich o nazwie Chhopi Saithak już nie istnieje. Między rezydencjami przepływał Nahir – i – bihisht (rajski strumień). Chociaż fort wziął nazwę od czerwonego piaskowca to większa część budowli zbudowana jest z marmuru. Do fortu prowadzi Lahore Gate. To z niej w święto niepodległości (15 sierpnia) wygłaszają orędzie premierzy. Jako pierwszy wygłosił je Mahatma Ghandi. Za bramą roztacza się kryty bazar, w którym zakupy robią niemal wyłącznie turyści (jest drogi więc nic nie kupiliśmy ). Długo by wymieniać wszystkie budynki jakie się na niego składają, znacznie łatwiej obejrzeć całość na zdjęciach: