
Asunción to jedna z najstarszych osad w Ameryce Południowej, a na pewno powstała jako pierwsza spośród wszystkich miejscowości na wschód od Andów. Często nazywana właśnie “matką miast”, ponieważ to stąd wyruszały wyprawy kolonialne. Stolica Paragwaju to miasto inne od wszystkich, jakie widziałem. Turystów tutaj się nie spotyka. W Hotelu o wdzięcznej nazwie Cordoba, który stanowił moje lokum tylko jeden pokój poza moim był zajęty. Zatrzymała się w nim para Niemców. On prawdopodobnie przyjechał w interesach, ona z kolei w dość specyficzny sposób podkreślała swój stosunek do miasta powtarzając rytmicznie “Asunción ist fuj fuj fuj”. Niestety moja znajomość niemieckiego nie pozwala na jednoznaczne zinterpretowanie odczuć tej Pani. Brak turystów stanowi jednak ogromny plus paragwajskiej stolicy. Jedynym mankamentem miasta jest chyba to, że praktycznie nikt nie mówi tutaj w języku innym niż hiszpański. A że jest to hiszpański z naleciałościami guarani, zakładam (empirycznie to sprawdziwszy), że nawet mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego mieliby problem z dogadaniem się. Hotel Cordoba położony jest w centrum miasta. W centrum zaś w przypadku Paragwaju oznacza tyle, że z jednej strony przylega do niego ulica, na której nie ma ruchu, gdyż koczują na niej pozbawieni lasu Indianie (grają, tańczą, jedzą, piorą i mieszkają pod rozwieszonymi przy okolicznych płotach i drzewach kawałkach folii). Dodać trzeba, że ulice zamieszkałe w ten sposób są strzeżone dość dobrze przez policję i wojsko. Z drugiej strony do ulicy przylegają sklepy, bazary i rzeka Paragwaj. Słowem, najdelikatniej rzecz ujmując, dzielnica nie wygląda najbardziej bezpiecznie. Brak turystów w Paragwaju sprawia jednak, że są to pozory bardzo mylące. Ludzie są przyjaźni i otwarci. O ile w Brazylii poproszenie o zgodę na zrobienie zdjęcia często spotyka się z odmową, tutaj rzeczą rzadką jest niewyrażenie zgody. Fakt, że ludzie śpią, jedzą, kąpią się, bawią i pracują na ulicy, ma swój urok i specyfikę. Kilka zdjęć (także portretów) wykonanych w tej w powszechnej opinii niebezpiecznej dzielnicy pokazuje, że nie taki diabeł straszny. Z jednym zastrzeżeniem. Nie można mieć zbyt “miękkiego serca” i reagować emocjonalnie np. na widok śpiących na ulicy matek z niemowlętami przy piersi. Dzielnice te są dość jednolite pod względem przekroju społecznego, gdyż bogaci Paragwajczycy upodobali sobie obrzeża miasta, a szczególnie okolice Ave-nida San Martin.
Asunción mimo braku turystów i pozornego chaosu, bałaganu, wszędzie walających się śmieci, pozornego niebezpieczeństwa czyhającego na każdym kroku (w Brazylii powszechnie ostrzega się turystów, że w Paragwaju łatwo zostać okradzionym i należy unikać kontaktu z miejscowymi, bo szybko można trafić do więzienia) mimo tego wszystkiego – miasto ma sporo do zaoferowania turyście, który nie zważając na stereotypy i przestrogi, pojawi się tutaj z plecakiem (dla mojego niestety będzie to chyba ostatnia wyprawa, gdyż bardzo ucierpiał wielogodzinne rzucanie w ładowni autobusu i samolotu ). Można nawet w informacji dostać mapkę (częściowo po angielsku!) z konturowo zaznaczonymi ulicami oraz miejscami wartymi zobaczenia. Kierując się tą mapką, najpierw kroki warto skierować do miejsca oznaczonego numerem 1 (prawda, że logicznie ?). Miejscem tym jest coś na kształt portu. Stacjonuje tutaj kilka drewnianych łodzi, woda jest mętna, a brzeg zabetonowany. Stojąc nad chwiejącą się barierką po drugiej stronie rzeki można obserwować krzątaninę ludzi i łodzi. To już Argentyna (fot. obok). Z portu wyrusza najbardziej reprezentacyjna ulica miasta, przy której znajduje się większość zabytków. Pierwszym z nich jest Palacio de los Lòpez (Pałac Prezydencki). Nazwę wziął od nazwiska pierwszego prezydenta Carlosa Antonio Lòpeza. Obecnie swoją siedzibę ma tutaj nie tylko głowa państwa, ale także parlament, który w tym gmachu obraduje. Nieco dalej, przy Plaza de Arms znajdują się kolejne slumsy – tym razem z domami wykonanymi z blachy… Poza tym niczym się nie różnią od poprzednich. A dzieci grają tu boso w piłkę nożną. Sąsiadują one z zabytkowymi budynkami katedry, uniwersytetu katolickiego, policji i licznymi pomnikami. Można odwiedzić też Cabildo – centrum kultury, w którym znajdują się liczne wystawy, a wieczorami przed nim odbywają się tu koncerty muzyki klasycznej. To właśnie w tym miejscu rozegrały się najważniejsze wydarzenia z historii Paragwaju.
Szczególnie dużo zabytków architektury kolonialnej ocalało (choć większość i tak uległa zniszczeniu podczas Wojny Paragwajskiej) wokół dwóch placów: Plaza de los Heros i Plaza Uruquianana. Na szczególną uwagę zasługuje Panteón Nacional de los Héroes (Panteon Bohaterów). Budynek przeznaczono na panteon (wcześniej miała tutaj być kaplica) po tzw. Wojnie Paragwajskiej (1860-1870), w której życie straciła połowa Paragwajczyków (ponad 90% mężczyzn), aby uczcić poległych. Złożono tutaj ciała poległych w Batalla de los Niños (bitwie dzieci) oraz dwóch pierwszych prezydentów Paragwaju. Obecnie funkcjonuje on także jako muzeum poświęcone poległym. Place te są miejscem wieczornych i popołudniowych spotkań mieszkańców. Znajdują się tu place zabaw, księgarnie, restauracje. Popołudniami dzieci zabawiają klauni, a wieczorami rockowe zespoły grają wszystkim dobrze znane szlagiery. Wszystkie zabytki nocą są wspaniale oświetlone. Warto też odwiedzić znajdujący się 9 km od centrum Ogród Botaniczny. Znajdował się tu piąty dom Juany Carillo, żony prezydenta Lòpeza. Sam w sobie jest ogromny, bo liczy 670 ha i stanowić miał płuca miasta. Na jego terenie znajduje się muzeum historii, gdzie można zobaczyć pamiątki po jezuitach, księgi, mapy i liczne dokumenty, szkółki drzew owocowych, szkoły piłkarskie, ogromny park i ogród zoologiczny. A jeśli ktoś lubi nocować poza centrum może skorzystać z tutejszego campingu. I tak po bardzo intensywny dniu, po spacerowaniu w ponad 45 stopniowym upale trzeba wracać do hotelu Cordoba. Jutro dalszy ciąg zwiedzania…