
I stało się, podróż po Indiach dobiega końca. Waranasi było jej ostatnim etapem. Trzeba wracać do Europy. Powrót nie jest jednak rzeczą łatwą. Najpierw jadę z Waranasi do oddalonego o ponad 1000 km miasta Nagpur. Dworzec w Waranasi jak inne w tym kraju jest zatłoczony (zob. foto). Pociąg wyjeżdża o godzinie 17tej, jadę pociągiem sypialnym klasy 2A. Na miejsce docieramy następnego dnia o 12tej w południe. Samolot do Dubaju mamy o godzinie 4.45 rano. Cóż, czasu dużo, idziemy zobaczyć kawałek miasta, coś zjeść. Kilka zdjęć Nagpuru poniżej.
Po godzinie 17tej jestem na lotnisku, czeka mnie 12 godzin czekania na samolot. Lotnisko w Nagpurze jest całkiem przyzwoite. Fotele może do najwygodniejszych nie należą, ale kładę ręcznik na podłodze i staram się zasnąć. Na szczęście to Indie i nikogo to nie dziwi. Mnie za to nie dziwi, że na lotnisku mieszka żaba. Żaba która pałętała się koło mojego fotela-siedziska doczekała się zdjęcia. Po 12 godzinach w końcu przyleciał samolot linii lotniczych Air Arabia i lecimy do Dubaju. W Dubaju kolejnych 14 godzin czekania na kolejny samolot, tym razem do Stambułu. Niestety brak internetu na lotnisku połączony z nieprzespaną nocą robi swoje i kolejne godziny dłużą się niemiłosiernie. Kilka pamiątkowych zdjęć, które robię bardziej z nudy niż fascynacji. W końcu nastała godzina 20.40! Godzina odlotu, co prawda z kłopotami udało nam się znaleźć bramkę z jakiej lecieliśmy. Cztery godziny w samolocie pozwalają trochę się przespać. O północy czasu lokalnego lądujemy w Stambule. Niestety w hotelu możemy być najwcześniej koło 8 rano, cóż nie pozostaje nic innego jak z 6 godzin poczekać na lotnisku. Czekam, trochę przysypiam, w międzyczasie wyrzucają mnie z hali przylotów, i o 6 rano łapię autobus do centrum miasta. Z lotniska jest około 40 km. Autokar dowozi mnie w godzinę (nie ma korków)e. Łapię kolejny autokar, tym razem jadący na lotnisko Ataturka (nasz hotel leży po drodze) i dogadujemy się, aby po drodze mnie wyrzucił. Koło 8 bardzo zmęczony docieram do hotelu. Po załatwieniu potrzeb higieniczno-żywieniowych trzeba choć trochę odespać. Budzę się około 16.30, i ruszam do miasta…