Pierwszy oddech Nowym Jorkiem – północy-wschód Manhattanu

dsc_0513Długi lot. Mimo, że fotele były wygodne to dało się siedzenie 9 godzin w samolocie we znaki. Odprawa bezpieczeństwa, standardowe pytania (po co, na jak długo, itp. itd.) pieczątka do paszportu i można ruszać  na podbój Nowego Jorku. No może nie zupełnie tak od razu. Lotnisko w Newark leży bowiem dość daleko. Najpierw zatem odnalezienie „desk”, gdzie mnie skierują do kierowcy, który mnie odwiezie pod hotel. Poszło sprawnie. Po 50 minutach wysiadam pod hotelem na zachodniej stronie Central Park. Lokalizacja determinuje to, w jakiej kolejności będziesz szanowny czytelniku mojego bloga poznawał miasto za oceanem. Optymalna dla mojego lokum trasa zwiedzania na dziś wiodła na północny wschód Central Park. Mimo, że kusi Statua Wolności czy liczne muzea to trzeba się trzymać dość napiętego planu. Pierwszym zabytkiem jest chyba najbardziej znany z kościołów Stanów Zjednoczonych. Z uwagi na to jak długo jest budowany, porównuje się go czasami do katedry Sagrada Familia w Barcelonie. Docieramy do Cathedral of St John the Divine. Budowę świątyni rozpoczęto w roku 1892. Prace trwają cały czas i patrząc na stan zaawansowania, jeszcze co najmniej kilkanaście lat będzie ona w budowie. Jednak to co dziś można obejrzeć robi imponujące wrażenie (mimo, że aktualnie jest w remoncie). Gdy budowa się zakończy będzie to największa katedra na  świecie. Wewnątrz jest ona długa na 180 metrów. Jej szerokość to 45 metrów. Całość zaprojektowali dwaj wizjonerzy-architekci: Heins i La Farge. Pierwotnie miała to być dsc_0427świątynia w stylu neoromańskim. Wszystko jednak zmieniło się w roku 1911 kiedy kierownikiem prac został inny architekt: Ralph Adams Cram. W jego koncepcji świątynia miała być budowlą neogotycką. Architekt zastosował bardzo specyficzny sposób prowadzenia robót, który jest przestrzegany do dziś. Większość technik i metod budowy przeszczepiono bowiem żywcem ze średniowiecza. W konsekwencji dziś jest to prawdopodobnie jedyny budynek wznoszony metodami z przed 600 lat. Stojąc przed świątynią w oczy rzuca się ogromny witraż. Ukończono jego budowę w roku 1933. Witraż zbudowano na motywie róży. Jest to nawiązanie do średniowiecznych  zakonów rycerskich, które przyjmowały różę jako jeden ze swoich symboli. Witraż patrząc geograficznie jest umieszczony w zachodniej fasadzie świątyni, która to jest najbardziej imponującą z uwagi na liczne rzeźby i zdobienia częścią budowli. Szczególne wrażenie robi apokaliptyczna wizja Nowego Jorku. Wykonano ją w stylu średniowiecznej płaskorzeźby. Nie można dziwić się jeśli co jakiś czas dostrzeżemy motyw niejako przeszczepiony z innej budowli sakralnej. W zachodniej fasadzie umiejscowiono bowiem wiele kopii najbardziej znanych arcydzieł sztuki chrześcijańskiej z ostatniego tysiąca lat. Po przejściu znacznej części świątyni dochodzimy do gigantycznego, wspartego na siedemnastometrowych kolumnach prezbiterium. Zostało ono wyłożone wypolerowanymi płytami szarego granitu. Warto rozejrzeć się dookoła idąc do pulpitu i znajdującego się za nim prezbiterium. Ołtarze boczne to prawdziwe dzieła sztuki – zwłaszcza znajdujące się w nich rozety. Każda przedstawia inne ludzkie pragnienie, dążenie czy też pasję. Po wejściu do prezbiterium uwagę przykuwa przepięknie rzeźbiona chrzcielnica. Dalej mamy tron biskupi oraz przy południowej ścianie kaplicę poświęcona świętemu Ambrożemu. Po wyjściu z katedry warto ją obejść dookoła i szczególną uwagę poświęcić znajdującej się na jej południowej Fontannie Pokoju.

dsc_0435Katedra robi niesamowite wrażenie. Zbliża się jednak powoli wieczór a chodzenie po Harlemie po ciemku nie jest najlepszym pomysłem (podobno). Stąd ruszamy do nieodległego Columbia University. Aby tutaj dotrzeć trzeba skręcić w ulicę o wdzięcznej nazwie Amsterdam Street. Uniwersytet Columbia to jedna z najlepszych i najbardziej prestiżowych amerykańskich uczelni. Został on założony w 1874 roku. Do dnia dzisiejszego jego mury opuściło prawie 60 laureatów Nagrody Nobla. Zwiedzanie kompleksu jest prawdziwą przyjemnością. Składa się on z kilku elementów, z których każda jest warta uwagi. Najpierw jednak kilka słów o samej uczelni. Obecne jej położenie, to trzecia lokalizacja w jego historii. Obecny kampus uniwersytetu zaczęto budować w roku 1897. Po wejściu na teren uniwersytetu (strażnik chętnie wytłumaczy co gdzie się znajduje, jeśli ogrom kompleksu nas przytłoczy) warto usiąść na jednej z dsc_0437kamiennych ław i rozejrzeć się po okolicy. Niewątpliwym plusem jest to, że na terenie kampusu i w jego okolicach można za darmo korzystać z Internetu przez wi-fi. Jest to niewątpliwie bardzo przydatne dla globtrotera. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od obejrzenia budynku Low Library. To imponujący gmach przed którym znajduje się pomnik Alma Mater. Fundatorem budynku był Seth Low. Był on nie tylko rektorem uniwersytetu, ale także burmistrzem Nowego Jorku. Od jego nazwiska urobiono nazwę biblioteki. Znajdujący się przed biblioteką pomnik wyrzeźbił Daniel Chester French. Warto wspomnieć, że pomnik odegrał pewną rolę w historii XX wieku. Był on punktem pod którym spotykali się studenci, którzy protestowali przeciwko wojnie w Wietnamie w roku 1968. Obecnie biblioteka nie pełni już funkcji do których ją zbudowano. Cały księgozbiór (ponad 6 milionów książek) przeniesiono w roku 1932 do gmachu, który znajduje się po przeciwległej stronie dziedzińca, a którym jest Biblioteka Butlera. Jest to imponujący gmach, na którym wyryto imiona najbardziej znanych antycznych autorów dzieł klasycznych.

dsc_0496Po obejrzeniu tych dwóch gmachów ruszamy do St Paul’s Chapel. Jest to niewątpliwie najbardziej imponujący z budynków, który znajduje się na terenie Uniwersytetu Columbia. Świątynia została wzniesiona w roku 1904 i jest specyficzną mieszanką renesansu, gotyku i elementów bizantyjskich. Jeśli będąc w środku spojrzymy w górę, zobaczymy pod kopułami rzędy okien, przez które wpada światło i odbija się od bardzo skomplikowanego wzoru ułożonego z cegieł. Kaplica słynie z doskonałej akustyki. Budynek zaprojektowało dwóch architektów o nazwiskach Howell oraz Stokes. Opuszczamy kampus uniwersytetu i ruszamy ulicą Riverside Drive do imponującego Riverside Church (po lewej). Świątynię ufundował w roku 1930 John Rockefeller Jr. Fundator zachwycił się słynną katedrą w Chartres we Francji i chciał zbudować na jej wzór świątynię w Nowym Jorku. Jest to jedna z najbardziej imponujących neogotyckich budowli w USA. Patrząc w górę widzimy imponującą, jedną z największych na świecie, dzwonnicę, która jest dedykowana matce fundatora. Znajduje się w niej zespół ogromnych dzwonów. Największy waży ponad 20 ton. Po wejściu do kościoła warto zwrócić uwagę na organy. Mają one 22 tysiące piszczałek i są największe na świecie. Wewnątrz podziwiać można także piękne dzieła sztuki a najbardziej znane to rzeźby Jacoba Epsteina Pt. „Chrystus na majestacie” oraz „Madonna z Dzieciątkiem”. Warto wybrać się na dzwonnicę. Najpierw trzeba jechać windą a potem pokonać 140 stopni schodów. Niestety akurat była zamknięta z powodu remontu…

Pora wracać do hotelu. Intensywny dzień sprawił, że oczy się zamykają. Jeszcze niewielkie zakupy i można kłaść się spać. 6 godzin różnicy czasu między Polską a USA także daje się we znaki…

Comments

comments