Zwartnoc. Katedra.W poprzednim poście było o marszrutkach. Właśnie taką marszrutką płacąc za nią po 250 dram ruszyłem do Zwartnoc. Miejscowość jest położona 15 km na zachód od stolicy kraju, mniej więcej w połowie drogi do Eczmiadzynu. Słowo Zwartnoc oznacza w języku ormiańskim tyle co ,,zstępujące anioły’’. Kompleks jest otwarty od godziny 10.00 do 17.45. Bilet kosztuje 700 dram, a wynajęcie anglojęzycznego przewodnika 2500 dram. Kościół katedralny w Zwartnocu pod wezwaniem świętego Grzegorza został wzniesiony w latach 643-661 przez katolikosa Nersesa III Budowniczego. Został zbudowany w formie centralnej świątyni o trzech kondygnacjach, zwieńczonej kopułą. Jako materiał posłużył miejscowy kamień wulkaniczny w kolorze różowym. Mury przyziemia składały się z okładziny ze starannie obrobionych płyt i wypełnienia z gruzu kamiennego zmieszanego z zaprawą wapienną.Prostokątne bloki kamienia tworzące mur były ściśle dopasowane do siebie. Kamienna konstrukcja niosąca wyższe kondygnacje nie wytrzymała trzęsienia ziemi w roku 930 i świątynia uległa całkowitemu zniszczeniu. Czytaj więcej

csc_0287Czym jest marszrutka? Jest to pytanie niemal filozoficzne. W języku ormiańskim (rosyjskim i kilku innych językach) słowo to oznacza ,,mini-bus’’. Oprócz jednak znaczenia filologicznego marszrutka posiada znaczenie niemal magiczno-praktyczne. Dlaczego magiczno-praktyczne? Odpowiedź jest prosta: Praktyczne bo można nią wszędzie dojechać, mityczne bo nie wiadomo jakim cudem te pojazdy jeżdżą. Aby użyć marszrutki w Erywaniu należy udać się do dowolnej drogi (albo czegoś co drogę przypomina – kto widział armeńską drogę nigdy nie będzie narzekał na polską) i widząc marszrutkę pomachać w jej kierunku. Na 100 % się zatrzyma (analogicznie w każdym miejscu na jej trasie się zatrzymuje jeśli się poprosi). Czytaj więcej

dsc_0109Drugi w sensie kalendarzowym dzień pobytu w Armenii. 13.07.2011, godzina 3 w nocy, upał… Zmiana czasu i nieprzespana noc sprawiła, że 6 godzin w ciągu dnia przespałem. Skutek tego jest taki, że teraz mamy godzinę 3 w nocy, upał, ponad 30 stopni, wiatrak w pokoju nie pomaga, zimny prysznic też nie a co najgorsze zasnąć nie sposób. Właśnie zaczęła się burza. Około 5 udało się mi zdrzemnąć ale tylko na 3 godziny. O 8 rano pobudka, śniadanie (chleb kosztuje około złotówki za ogromny i bardzo smaczny bochenek a do tego kawałek miejscowego sera (zdjęcie niżej) i wymarsz. Cel na dzisiaj to Eczmiadzyn czyli Wagharszapat. „Kościół-Matkę” – katedrę w Eczmiadzynie – zaczęto budować już w 301, a ukończono w 303. Legenda głosi, że miejsce budowy katedry wskazał świętemu Grzegorzowi Oświecicielowi sam Chrystus – w każdym razie tak powstała nazwa „Edż Miacin”, znacząca „Zstąpienie Jednorodzonego”. Czytaj więcej

12Nocleg u Stiepy nie jest może najczystszy, nie jest najłatwiejszy w znalezieniu (właściwie jest bardzo trudno go znaleźć), może i nie ma zawsze ciepłej wody w prysznicu (niemniej prysznic jest), ale lokum to posiada kilka ogromnych plusów. Po pierwsze tanio tutaj jak na Erywań. Po drugie do centrum miasta na plac republiki jest około 20 minut spaceru. Po trzecie zaś, spacerując do centrum idzie się mostem zwycięstwa, ogląda wyrzeźbiony przez rzekę wąwóz a przy dobrej pogodzie można zobaczyć w oddali świętą dla Ormian górę – Ararat, na którym podobno osiadła Arka Noego a który obecnie jest w granicach Turcji. Nasz pierwszy spacer po Erywaniu trwał około 3 godzin… pierwsze wrażenia najlepiej ilustrują zdjęcia… Czytaj więcej

8Ruszamy i nie ruszamy bo, aby do miasta się dostać należy skorzystać z taksówki. Autobusów czy busów nie ma. Cóż… taksówka rzecz droga nawet dla kogoś kto lata z przypadku business class. Pierwszy właściciel pojazdu, który o dziwo jeździ zażądał 8000 dram (1 zł to około 120 dram). Gdy zaczęliśmy się śmiać z tej oferty odszedł a po chwili wrócił proponując 6000 dram. Wyszliśmy z lotniska i znaleźliśmy taksówkę za 5000 dram (około 45 zł). Mieliśmy co prawda do wyboru możliwość zapłaty w dolarach (,,jedyne’’ 20 $) lecz liczenie mimo nieprzespanej nocy nieźle nam idzie i wolimy płacić w dramach. Czytaj więcej

4Wysiadamy z samolotu o godzinie 5.10 czasu lokalnego. Szczęśliwi sądzimy, że pewnie za bagażem będzie trzeba czekać, bo trochę potrwa zanim nam plecaki dostarczą. Okazało się dość szybko, że to bagaż czekał za nami! Po wejściu na lotnisko obywatele polscy (i jak się szybko okazało wszyscy inni!) muszą mieć wizę. Wydawałoby się, że uzyskanie wizy nie jest trudne. I to prawda, trudne nie jest, ale wymaga wiele cierpliwości… Po wypełnieniu 4 formularza ustawiliśmy się w kolejce wraz z Amerykanami, Niemcami, Japończykami, Czechami, Kanadyjczykami (tyle paszportów udało mi się zidentyfikować). Problem w tym, że do Erywania w tym samym czasie prawdopodobnie kilka samolotów przyleciało i w koedukacyjnej kolejce spędziliśmy ,,zaledwie’’ półtorej godziny! Samo otrzymanie wklejonego do paszportu dokumentu trwało zaledwie kilka minut i kosztowało nas po 3000 dram od osoby za wizę turystyczną ważną na 21 dni. Czytaj więcej

1Wylot mamy zaplanowany o 22.30 więc po spacerze po strefie bezcłowej zostało nam jeszcze trochę czasu. Jak się okazało nasz start był nieco opóźniony. Ostatecznie dopiero o 22.30 otwarto gate 18, do której podstawiono nasz samolot. Co ciekawe, miły Pan z obsługi lotniska, zabrał nasze bilety i oświadczył „Otrzymuje Pan upgreate swojego biletu”. Nie bardzo wiedziałem o co chodzi, w każdym razie zmiana polegała na tym, że zamiast siedzieć na miejscu 10A w klasie ekonomicznej, na moim bilecie miły Pan napisał 1A, a to jak się okazało oznaczało, że zamiast w ciasnej klasie ekonomicznej lecimy do Erywania w klasie business, ze wszystkimi tego wygodami! Czytaj więcej