dsc_0002Słów kilka chcę napisać o potrawach i szerzej o kuchni Nepalu. Jako, że specjalistą nie jestem to ograniczę się do pokazania moich ulubionych dań 🙂 Nepalskie jedzenie jest inne niż polskie. Z natury często jest bardzo ostre. Nie należy z nim przesadzać, gdyż żołądek może odmówić posłuszeństwa. Przede wszystkim jest jednak ZAWSZE świeże i bardzo ładnie podane. A zatem poniżej po kolei to co mnie urzekło w Nepalu. Zaczynając od górnego rogu po lewej stronie galerii mamy:

  1. Paratha – “klopsiki” nadziewane serem, podane z sosami (na zdjęciu po lewej zajadam się nimi).

Czytaj więcej

Po wizycie na placu Durbar kroki kieruję do tzw. Świątyni Małp. Nazwa jak najbardziej odpowiednia, bo tych stworzeń żyje tam bardzo wiele. Co istotne ze szczytu rozciąga się widok na znakomitą większość Katmandu a przy dobrej pogodzie widać szczyty górskie otaczające dolinę…Aby tam dojść jednak trzeba po pierwsze przejść przez niezbyt czyste miasto, swoistą mieszankę śmietnika oraz targowiska, w proporcjach 50/50%. Zresztą sami zobaczcie. Czytaj więcej

dsc_0178Po bardzo długiej podróży, której ostatni etap wiódł arabskim samolotem, w którym temperatura wynosiła około 12 stopni (podczas gdy na zewnątrz było 27 stopni), dotarłem do stolicy Nepalu – Kathmandu. Samolot którym leciałem oprócz tego, że było w nim BARDZO zimno, posiadał kilka innych wyjątkowych cech. Przede wszystkim przed startem musiałem wysłuchać odpowiedniego wersetu z Koranu, który to zapewnić miał nam pomyślny lot. Ponadto byłem jedynym ,,białym’’ na pokładzie co powiązawszy z moim wzrostem sprawiało, że nieco dziwnie na mnie patrzono . Ale do rzeczy. Dotarłem do stolicy Nepalu i pierwsze wrażenie było takie, że chyba jedyny jetem tutaj turystą. Jako jedyny stałem w kolejce po wizy dla obcokrajowców po wyjściu z lotniska zaś rzucili się na mnie taksówkarze oferując ,,the best price’’ za taksówkę i hotel. Biorę taksówkę pre-paid płacąc za nią 100 rupii nepalskich co stanowi około 4 zł. Czytaj więcej

Hagia SophiaI znowu będzie nieco historycznie… Bardzo historycznie i bardzo dokładnie… Budowę pierwszej świątyni dokończył Konstancjusz. Została ona poświęcona w 360 roku przez patriarchę Eudoksjusza. Obok kościoła znajdowało się baptysterium nazywane Olympas (czasami zwane skeuophylakion). Kościół ten został zburzony w roku 404 i odbudowany za regencji Antemiusza. Patriarcha Attikus poświęcił kościół w październiku 415 roku, jednak Antemiusz tego nie dożył. Ten kościół z kolei został zburzony w czasie powstania Nika i ostatecznie nowy wybudował Justynian, istnieje on do dzisiaj. Wersję ostateczną ukończono w 537 roku. Zbudowana przez Antemiusza z Tralles i Izydora z Miletu, który dokończył dzieło. Zewnętrzny mur budynku tworzy wielki prostokąt o wymiarach 92 na 70 metrów. Centrum stanowi absyda. Była ona kilkakrotnie burzona w wyniku trzęsień ziemi. Największe w roku 989 za rządów Bazylego II. Zrekonstruował wówczas kościół armeński architekt Tradt kończąc jego odbudowę w996 roku. W kolejnych wiekach trzęsienia ziemi naruszały budowlę, ale jej nie zburzyły. Za rządów sułtana Mehmeta II (1453-1481) kościół przekształcono w meczet. Kościół z czasów Justyniana był od strony zachodniej poprzedzony przez atrium. Obszar zamykał portyk. Atrium całkowicie zniknęło, w jego miejscu znajduje się część ogrodów. Pięć bram prowadziło z atrium do eksonarteksu. (Narteks był to w architekturze wczesnego chrześcijaństwa, bizantyjskiej oraz w okresie wczesnośredniowiecznym, kryty przedsionek przy przedniej (frontowej) ścianie kościoła.) Kształt kościoła łączy w sobie cechy bazyliki i budowli na planie centralnym o wymiarach 71 m x 77 m. Czytaj więcej

W sumie 2200 km. Kolejne mapki w krótce. Uśmiech
 

Dzień drugi pobytu w Konstantynopolu (drugi w sensie historycznym bo teraz już w centralnej Azji jestem – brak Internetu robi jednak swoje.) Moi nowo poznani w autobusie Ormiańscy przyjaciele zaprosili nas na wspólny wypoczynek na Wyspy Książęce. Miejsce do wypoczynku idealne, ale dla mnie ciekawe było to, że mogłem odwiedzić tradycyjne miejsce zsyłek w czasach bizantyjskich. Co prawda nic nie zostało co mogłoby poświadczyć historię deportacji na te wyspy, ale płynąc na nie można było dojść do wniosku, że nadawały się do tego idealnie. Dość daleko od Konstantynopola, aby ucieczka była niemożliwa i dość blisko zarazem, aby kontrolować ewentualnych więźniów. Po integrowaniu się w autobusie tym razem w turecko-ormianko-polskim gronie integracja na plaży. To się nazywa internacjonalizm: w tureckim kraju, z muzułmaninem pić rosyjską  wódkę w towarzystwie Ormianina.  Czytaj więcej

Niestety nie daję rady pisać na bieżąco. Rzadko mam dostęp do internetu a chcę po kolei wszystko opisywać. A więc dzisiaj będą Mury morskie. Zbudowane po obu stronach Złotego Rogu i częściowo Morza Marmara. Zostały przebudowane przez cesarza Teofila. Były wysokie na 10 m i długie na 5 km. Miały 188 wież. Przypadkiem po tym jak pomyliłem drogę obszedłem je na własnych nogach… co mnie zaskoczyło imię cesarza Teofila NADAL jest w wielu miejscach widoczne w inskrypcjach! Popatrzcie! Czytaj więcej