Złota Świątynia jest sikhijska. A kim właściwie są owi sikhowie. Z tematu postu można się dowiedzieć, że najbardziej przyjaznymi mieszkańcami Indii, jakich spotkałem. Ale gdyby tak chcieć napisać skrótowo chociażby coś więcej… Sikhowie są bardzo uczciwi i często stawiani za wzór. Kierują się kilkoma zasadami, których przestrzeganie jest konieczne dla prawdziwego sikha. Przede wszystkim muszą nosić turbany oraz wypełniać 5 ka. Po kolei są to:
1. Kes – obowiązek noszenia długich włosów, których nigdy się nie obcina a symbolizują one siłę i witalność. Sikh może włosy pokazać tylko żonie (sąd zapewne turbany na głowach).
2. Kara –kara czyli stalowa bransoleta noszona na prawym nadgarstku. Odstrasza ona zło oraz przypomina o religii. Czytaj więcej
Po długiej i męczącej podróży, noc minęła szybko. Rano nieco zaspałem i wyruszam w drogę. Do złotej świątyni dojechać można rikszą rowerową albo motorikszą. Ponieważ jest do niej od mojego locum przy dworcu kolejowym około 4 km, decyduję się na motorikszę (foto niżej). Okazuje się szybko, że dojechać można na około 500-600 metrów do świątyni. Resztę drogi trzeba przebyć pieszo odpędzając się od ludzi próbujących wyłudzić parę rupii np. na chustę, którą i tak za darmo można wypożyczyć w samej świątyni. Świątynia jest piękna i każdy sikh marzy, aby choć raz w życiu pojawić się w niej. Przed bramą należy zdjąć buty oraz plecaki oraz zostawić bagaż w przechowalni (sikhowie są bardzo uczciwi i z plecaka na pewno nic nie zginie). Czytaj więcej
25 godzin w pociągu sypialnym i jestem w Amritsarze. Miasto jest głośne, niesamowicie brudne, dość drogie (hotel kosztuje średnio 10 dolarów za dobę za pokój). Ja płacę 7 dolarów za dobę (bardzo drogo), ale za to mam normalną toaletę i łóżko dość wygodne, w łazience zaś jest tylko jedna niewielka jaszczurka, wypadek wyjątkowy, aby tylko jeden okaz był dlatego umieszczam zdjęcie owego zwierzaka! Moja ulica może nie wygląda najbardziej reprezentacyjnie (zdjęcie niżej) ale za to ludzie są bardzo sympatyczni Podobnie dworzec kolejowy nie grzeszy urodą. Co jednak ważne jest on absolutnie bezpieczny co więcej zaryzykuję twierdzenie, że na żadnym polskim dworcu kolejowym w środku nocy człowiek nie czuje się tak bezpiecznie jak tutaj. Dość powiedzieć, że chodziłem z kamerą i aparatem ,,na wierzchu’’ a ludzie tutaj ,,koczujący’’ sami z siebie podchodzili i pytali czy nie zrobię sobie z nimi zdjęcia ! Zresztą spójrzcie na zdjęcia! Czytaj więcej
28 lipca 2011 roku, godzina 8.30, w podłym hotelu za 3.5 $ (a i tak był to najlepszy hotel jaki znalazłem) budzi mnie dźwięk alarmu w komórce. O 12 mam pociąg do Amritsaru, pociąg którego wczoraj nie udało mi się złapać. Kierunek restauracja. Śniadanie wygląda okropnie, na rękach kucharza są zapewne wszystkie rodzaje bakterii występujących w centralnej Azji. Rezygnuję z posiłku i kieruję się na stację kolejową, która przypomina wielki przytułek gdzie ludzie śpią absolutnie wszędzie. Zdjęcia dworca kolejowego w Gorakphurze poniżej. O 11.00 jestem już na peronie, idąc na niego mijam krowy leżące na torach. Godzina oczekiwania upływa nam w taki sposób, że ja siedzę i zaczyna otaczać mnie tłum. Czytaj więcej
Chyba jak dotychczas najtrudniejsze chwile w całej mojej trasie miały miejsce w Gorakhpurze. Gorakhpur jest miastem w Indiach oddalonym około 100 km od granicy z Nepalem. Wszystko zaczęło się jednak całkiem miło… O 7.15 miałem pobudkę w moim hotelu w Parku Narodowym Chitwan w Nepalu. O 8 śniadanie i około 9 moi gospodarze zawieźli mnie (w czasie strasznej ulewy) na dworzec autobusowy. Dostałem bilety do ręki i jadę do granicy z Indiami. Zajęło mi to około 5 godzin (z parku narodowego do granicy jest około 150 km). Celem moim było przejście w Bhairahawa (nazywane tak przez Nepalczyków) lub Sonauli (idąc za Indyjską pieczątką w paszporcie). Leży ono blisko miejscowości Lumbini znanej z tego, że urodził się w niej Budda. Autobus więc był w połowie wypełniony japońskimi i europejskimi turystami. Wszyscy oni jednak w Lumbini wysiedli i zostałem sam. Jak się okazało, autobus zatrzymał się około 4 km od granicy, złapałem miejscowy autobus i na dachu tego pojazdu (kosztował nas 10 rupii nepalskich na osobę) dojechałem do przejścia granicznego. Dojazd do przejścia oraz same przejście wygląda następująco… Czytaj więcej
Było już o safari na słoniach (Elephant Safari) teraz będzie o safari łodzią (canoe safari). Zabawa polega tym razem na tym, że zamiast jechać na słoniu przez dżunglę, płynie się małą łódką, przypominającą amazońskie pirogi, po rzece, która dostarcza wielu wrażeń. Można obserwować ludzi, ptaki, płazy i… krokodyle! Czytaj więcej
Kolejny wpis pisany w pociągu relacji Gorakhpur – Amritsar. Ciekaw jestem jak będzie mój blog wyglądał gdy dodam te wszystkie wpisy w końcu i kiedy to nastąpi…
Ale miało być o kąpieli ze słoniami. W parku narodowym Chitwan to możliwe. Warunek jeden: robi się to na własną odpowiedzialność. Słoń to zwierzę duże, rzeka głęboka a słoń (a jeszcze bardziej jego właściciel) lubi żarty w wodzie. Więc jeśli macie ochotę możecie po safari na słoniu, z tym samym słoniem, który was wcześniej dzielnie woził na grzbiecie wziąć kąpiel. Wrażenia gwarantowane i niezapomniane… Jeśli masz ochotę na taką kąpiel nic prostszego… wystarczy pojechać następnym razem ze mną, koszt kąpieli ze słoniem to 100 rupii (zwyczajowy napiwek dla poganiacza słoni) czyli około 4,5 zł .