Wjeżdżając do Lehu (zdjęcie obok) trudno uwierzyć, że po przejechaniu 400 km w górach wysokich do ponad 6 tysięcy metrów, nagle między dwoma najwyższymi pasmami górskimi świata znalazło się miejsce na kilkudziesięciokilometrowej wielkości dolinę, położoną na wysokości 3500 m. n. p. m., a w niej jest pokaźnej wielkości miasto. O rozmiarach może świadczyć fakt, że znajduje się tutaj międzynarodowe lotnisko (najwyżej położony na świecie tego typu obiekt). Leh leży w krainie geograficznej zwanej Ladakh (kraina górskich przełęczy), nazywana jest też Małym Tybetem. Słynie ona z surowych (księżycowych) krajobrazów i filozofii buddyjskiej. Zajmuje ona najbardziej na zachód wysuniętą część Wyżyny Tybetańskiej. Buddyzm pojawił się tu w II wieku po Chrystusie i stąd przeniknął do dzisiejszego Tybetu. Czytaj więcej

dsc_00491Dnia następnego pobudka o 3.30 nad ranem. O 4 mam jeepa który zabierze mnie ze Srinagaru do Lehu – miasta leżącego na północno-wschodnim skrawku Kaszmiru. Czeka nas 14 godzin jazdy przez cały Kaszmir górskimi drogami na których miejscami wysokość przekracza 4 tysiące metrów nad poziomem morza a średnia wysokość wynosi ponad 3 tysiące metrów. Droga chwilami nie wygląda jak droga a jak górskie osuwisko. Podróż męcząca, w jeepie ciasno (jest nas 9 osób) a poza tym bardzo ciężko oddychać z jednej strony jesteśmy bardzo wysoko i tlenu mniej a z drugiej wszędzie unosi się kurz, a współtowarzysze podróży palą haszysz. Za to podziwiać możemy krajobraz z jednej strony wysokogórski z ośnieżonymi szczytami a z drugiej księżycowy… Kaszmir jest terenem silnie zmilitaryzowanym dlatego najczęściej mijaliśmy wojskowe ciężarówki… dziesiątki ciężarówek. Zawsze, gdy je widziałem zastanawiałem się”Co one takiego wożą” w tym odludnym miejscu… Czasami dla odmiany pojawiał się lokalny autobus. Jeżdżą one na krótkich odcinkach i nie ma bezpośredniego połączenia ze Srinagaru do Lehu. Maleńkie autobusiki, na bardzo małych, bardzo wąskich, bardzo krętych górskich drogach… Nie mogłem wyjść z podziwu jak nasz kierowca daje sobie radę jeździć w takim terenie. Pierwszą spotkaną miejscowością w której zatrzymaliśmy się był Matayin, drugą Kargil, trzecią Lamayuru i w końcu (na lunch) w Alchi. Czytaj więcej

Druga część dnia zostaje poświęcona na tzw. Ogrody Wielkich Mongołów (Mogołów). Po zejściu ze świątynnego wzgórza lokalnym autobusem za 7 rupii jadę do ogrodów. Bilet wstępu kosztuje tylko 10 rupii. W sumie w pobliżu Srinagaru są 3 ogrody. Naszym celem był największy z nich, leżący 11 km od miasta. Był to ogród Nischat Baght co oznacza ,,ogród przyjemności’’. Został on zbudowany w XVII wieku. Tło dla kwiatów i fontann stanowią szczyty gór Pir Pandźal i pasma Zobarwan. Ogrody do dzisiaj są niezwykle urokliwe co można samemu w jakiejś mierze stwierdzić, oglądając zdjęcia: Czytaj więcej

Srinagar jest wyjątkowo urokliwy. Po przejechaniu innych indyjskich miast można odnieść wrażenie, że jest to w pewien sposób miasto nieindyjskie. Znacznie mniej tutaj osób za wszelką cenę próbujących wcisnąć swój towar, nie ma także rowerowych riksz (co w Indiach rzecz wyjątkowa). W każdym razie dnia następnego pobudka około 8. Jem w moim hotelu śniadanie (marne bo marne jedno jajko i dwa tosty) i ruszam zwiedzać. Cel pierwszy na dziś świątynia Śankaraćiaraja. Znajduje się ona na południowo-wschodnim skraju jeziora na niewielkim wzgórzu (zaledwie 6 km pod górę idąc pieszo lub około 20 minut taksówką), które nazywa się Takkt-i-Sulariman (co znaczy dosłownie – Tron Salomona). Czytaj więcej

Wyjechaliśmy z Amritsaru o 22.40 w Srinagarze byliśmy o 12 dnia następnego. Ponad 13 godzin jazdy dało się we znaki. Autobus był ciasny i niewygodny. W jeepie zaś jechało nas 9 osób, a jeśli do tego dodać, że wszystkie miejscowe kobiety (w jeepie było ich 5) mają chorobę lokomocyjną i permanentnie wymiotują przez okna jadącego samochodu (z czego większość nie ląduje na ulicy lecz na drzwiach) jasne staje się jak kłopotliwa jest podróż w takich warunkach. Ciasno i niewygodnie. Po dojechaniu na miejsce dopadł mnie (zanim jeszcze jeep stanął) właściciel jednego z ,,hoteli’’ z pytaniem ,,Do you need cheep accomodation?’’ Czytaj więcej

dsc_0322Po obejrzeniu widowiska na granicy o 8 wieczorem jestem z powrotem w Amritsarze. Mam kupione bilety autobusowe do Jammu. Tam przesiądem się w jeepa jadącego do Srinagaru. Srinagar może niewiele mówić polskiemu czytelnikowi. Znacznie bardziej znany jest rejon w którym leży – Kaszmir. Srinagar nazywany ,,Perłą Kaszmiru’’ jest największym miastem tego rejonu geograficznego, regionu o którym chyba każdy słyszał, a to ze względu na światowej sławy tkaniny, lub też ze względu na liczne wojny toczone o ten region między Indiami a Pakistanem. Więc jedziemy do Kaszmiru! Około 200 km z Amritsaru do Jammu autobus, który wyjechał o 22.40 (miał być o 22.30, ale jak wszystkie miał opóźnienie) pokonuje w 5 godzin. Czekając na spóźniony autobus poznaję bardzo miłego wyznawcę Hari Kriszny (zdjęcie niżej), który był niezwykle rozmowny, zapewnił mi zimne napoje, a żegnając nas stwierdził ,,jeśli będziesz kiedyś w Amritsarze nocujecie u mnie w domu a nie w hotelu’’. Około 3.30 jestem w Jammu. Otoczyli mnie kierowcy jeepów (jest to najlepszy sposób, aby dojechać do oddalonego o 250 km Srinagaru, do wyboru jest jeszcze autobus, ale jedzie dłużej i najprawdopodobniej dopiero o 7). Ostatecznie po małych targach z 500 rupii jeden z nich opuścił mi cenę na 400 rupii. Czytaj więcej

dsc_0297Będzie o pewnej granicy. Przeciętny Polak gdy słyszy o granicy pakistańsko-indyjskiej pierwsze skojarzenie zapewne ma z konfliktem między tymi dwoma krajami o Kaszmir. Do Kaszmiru wybieram się niebawem, ale w tym poście będzie o granicy w innym kontekście. Jest bowiem między tymi dwoma krajami jedno, jedyne lądowe przejście graniczne otwarte codziennie do godziny 17.30. O tej godzinie (codziennie) zaś ma na nim miejsce niezwykła i chyba nigdzie indziej na świecie nie spotykana uroczystość, stanowiąca swoistego rodzaju imprezę patriotyczno-kulturalno-propagandowo-polityczno-rozrywkową! Opisać tą imprezę jest bardzo trudno dlatego postaram się ją opisać ilustrując każdy jej etap zdjęciami. A zaczęło się tak… O godzinie 15.30 miałem mieć jeepa (płatny po 110 rupii od człowieka), który zawiezie mnie na oddaloną o około 31 km. granicę. Jeep przyjechał z opóźnieniem i przed 17 byłem na granicy. Na czym zaś polega impreza na którą kilkadziesiąt tysięcy Hindusów ściąga codziennie? Czytaj więcej