Długo spałem, potem spotkanie z ormiańskimi przyjaciółmi, i do łóżka. Dnia następnego o 6 rano pobudka, śniadanie i o 9tej mam autobus do Batumi. Właściwie to ten sam, którym przyjechałem z Erywania z tym, że tym razem wraca do Armenii. Autobus miał wyjechać o 9tej, ale upychanie w niego kontrabandy trochę zajęło (foto z przystanku obok) i wyjechaliśmy przed 11tą. Dworzec autobusowy, a właściwie to co za niego robi w Stambule to bardzo ciekawe miejsce. Obok siebie stoją autobusy pasażerskie, towarowe tiry, biura podróży, biura transportowe, różne punkty cargo – słowem można stąd przewieźć lub przemycić wszystko. I jest przewożone. Do naszego autobusu ładuje się: proszki do prania, środki czystości, mopy, szczotki, słodycze, olej, konserwy – słowem wszystkie możliwe do przewiezienia artykuły. Najogólniej rzecz biorąc system wygląda w sposób następujący: do Turcji przemyca się alkohol i papierosy, a z Turcji wszystko inne. Czytaj więcej

I stało się, podróż po Indiach dobiega końca. Waranasi było jej ostatnim etapem. Trzeba wracać do Europy. Powrót nie jest jednak rzeczą łatwą. Najpierw jadę z Waranasi do oddalonego o ponad 1000 km miasta Nagpur. Dworzec w Waranasi jak inne w tym kraju jest zatłoczony (zob. foto). Pociąg wyjeżdża o godzinie 17tej, jadę pociągiem sypialnym klasy 2A. Na miejsce docieramy następnego dnia o 12tej w południe. Samolot do Dubaju mamy o godzinie 4.45 rano. Cóż, czasu dużo, idziemy zobaczyć kawałek miasta, coś zjeść. Kilka zdjęć Nagpuru poniżej.

Po godzinie 17tej jestem na lotnisku, czeka mnie 12 godzin czekania na samolot. Lotnisko w Nagpurze jest całkiem przyzwoite. Fotele może do najwygodniejszych nie należą, ale kładę ręcznik na podłodze i staram się zasnąć. Na szczęście to Indie i nikogo to nie dziwi. Mnie za to nie dziwi, że na lotnisku mieszka żaba. Żaba która pałętała się koło mojego fotela-siedziska doczekała się zdjęcia. Po 12 godzinach w końcu przyleciał samolot linii lotniczych Air Arabia i lecimy do Dubaju. W Dubaju kolejnych 14 godzin czekania na kolejny samolot, tym razem do Stambułu. Niestety brak internetu na lotnisku połączony z nieprzespaną nocą robi swoje i kolejne godziny dłużą się niemiłosiernie. Kilka pamiątkowych zdjęć, które robię bardziej z nudy niż fascynacji.  W końcu nastała godzina 20.40! Godzina odlotu, co prawda z kłopotami udało nam się znaleźć bramkę z jakiej lecieliśmy. Cztery godziny w samolocie pozwalają trochę się przespać. O północy czasu lokalnego lądujemy w Stambule. Niestety w hotelu możemy być najwcześniej koło 8 rano, cóż nie pozostaje nic innego jak z 6 godzin poczekać na lotnisku. Czekam, trochę przysypiam, w międzyczasie wyrzucają mnie z hali przylotów, i o 6 rano łapię autobus do centrum miasta. Z lotniska jest około 40 km. Autokar dowozi mnie w godzinę (nie ma korków)e. Łapię kolejny autokar, tym razem jadący na lotnisko Ataturka (nasz hotel leży po drodze) i dogadujemy się, aby po drodze mnie wyrzucił. Koło 8 bardzo zmęczony docieram do hotelu. Po załatwieniu potrzeb higieniczno-żywieniowych trzeba choć trochę odespać. Budzę się około 16.30, i ruszam do miasta…

Waranasi

I znów do pociągu, tym razem bilety mam już w kieszeni (kupione w Delhi) i o godzinie 17-tej wyjeżdżamy. Biorę z hotelu plecak i ruszam marszrutką na dworzec kolejowy Agra Fort. Znajduję swoje miejsce w pociągu, nie jest już tak komfortowo jak podczas poprzednich przejazdów. Tym razem mam klasę 3A. Czym się różni ta klasa od klasy 2A? Przede wszystkim nie ma klimatyzacji. Druga różnica jest taka, że nie ma zasłon między przedziałami, i w końcu różnica trzecia, zamiast czterech prycz w każdym przedziale jest ich sześć. Skutek jest taki, że dość ciasno, nie ma jak się wyprostować wstając z pryczy i wszyscy wszystko widzą. Jedziemy… czas podróży to prawie 12 godzin. Na miejsce dojeżdżamy przed 5 rano. Czytaj więcej

dsc_0399,,Baby Taj’’ czyli mały Taj-Itmad-Ud-Daula, jest mauzoleum położonym na drugim brzegu Jamuny. Dojazd tam zajął nam około 15 minut – oczywiście wzięliśmy motorikszę. To pierwsza mogolska budowla stworzona z marmuru. Jest mały i intymny, ale za to wspaniale zdobiony. Co ważne nie ma tam zbyt wielu turystów. Grobowiec ten został zbudowany dla Giyas Bega – Persa, który służył na dworze Akbara oraz dla jego żony. Budowla ta stała się inspiracją dla twórców Taj Mahalu i trudno nie zauważyć podobieństwa. Jeśli nie lubicie morza turystów, a chcecie zobaczyć Taj Mahal w pigułce, warto tutaj zajrzeć. Zresztą spójrzcie na zdjęcia, tłumów japońskich turystów tutaj nie ma! Czytaj więcej

dsc_0275Wizyta w Fatehpur Sikri potrafi zmęczyć. Znowu po bardzo dobrze przespanej nocy, rano nieco ciężko się wstaje. Śniadanie w dobrej restauracji prowadzonej przez zaprzyjaźnioną rodzinę (zdjęcie z restauracji obok) i ruszam obejrzeć jeden z największych kompleksów obronnych w Indiach północnych – Fort w Agrze. Fort został zbudowany w latach 1565-1573. Z zewnątrz poraża wielkością, wewnątrz zaś zachwyca estetyką i detalem. Zbudowany został przez cesarza Akbara na miejscu wcześniejszego fortu służącego rodzinie Ladchich. Piętno odcisnęli na nim wszyscy następcy, ale najbardziej upiększył go Szach Dżahan. Otoczony jest długim na 2.5 km podwójnym murem (zewnętrzny ma 10 a wewnętrzny 21 metrów wysokości). Czytaj więcej

dsc_0141Dzień drugi. Pobudka około 9tej i biegnę na autobus. Po znalezieniu dworca okazuje się, że do Fatehpur Sikri (miasto leży około 40 km od Agry) jeździ autobus ,,marki’’ ordinary. Cena biletu to zaledwie 27 rupii (czyli jakieś 1.5 zł!). Jazda autobusem sama w sobie jest atrakcją. Zanim ruszyliśmy, przewinęło się przez niego kilka osób, oferujących różne towary – od książek religijnych poczynając a na kolorowych długopisach kończąc. W końcu ruszamy i po około godzinie jesteśmy na miejscu. Czytaj więcej

dsc_00401Wysiadam z kilkuminutowym opóźnieniem z wygodnego, jadącego tylko dwie godziny pociągu do Agry. Podano nam w pociągu śniadanie, kawę, herbatę. Komfortowo a przy tym tanio. Swoje kroki kieruję do postoju dla motoriksz. Płacę 52 rupie w pre-paid i jedziemy do centrum. Kilka odwiedzonych hoteli i za 175 rupii od osoby dostaję pokój z widokiem na Taj Mahal z restauracji umieszczonej na dachu naszego locum. Gdy jest się w Agrze trudno nie odnieść wrażenia, że cała turystyka wokół Taj Mahalu się toczy. Inne zabytki są jakby w cieniu. Cóż, dla turysty Taj jest drogi – 750 rupii od osoby. Idziemy dnia pierwszego. Czym właściwie jest ten najbardziej znany indyjski zabytek? Wydaje się, że rację miał. R. Tagore, który powiedział kiedyś, że Taj Mahal „jest łzą na policzku wieczności”. Czytaj więcej