Srinagar w jeden dzień

Srinagar jest wyjątkowo urokliwy. Po przejechaniu innych indyjskich miast można odnieść wrażenie, że jest to w pewien sposób miasto nieindyjskie. Znacznie mniej tutaj osób za wszelką cenę próbujących wcisnąć swój towar, nie ma także rowerowych riksz (co w Indiach rzecz wyjątkowa). W każdym razie dnia następnego pobudka około 8. Jem w moim hotelu śniadanie (marne bo marne jedno jajko i dwa tosty) i ruszam zwiedzać. Cel pierwszy na dziś świątynia Śankaraćiaraja. Znajduje się ona na południowo-wschodnim skraju jeziora na niewielkim wzgórzu (zaledwie 6 km pod górę idąc pieszo lub około 20 minut taksówką), które nazywa się Takkt-i-Sulariman (co znaczy dosłownie – Tron Salomona).  Ta jedna z nielicznych świątyń w mieście poświęcona jest filozofowi Siankaraciaraja założycielowi największej i najbardziej wpływowej szkoły filozofii indyjskiej Adwajta Wedanty. Filozof ten odwiedził Kaszmir w VII wieku, a samo wzgórze jako miejsce kultu służyło ludności już od III w. p. n. e. Wewnątrz świątyni i jej pobliżu nie wolno robić zdjęć – szkoda bo ze szczytu wzgórza roztacza się wspaniały widok na miasto. Warto ze szczytu zejść pieszo – można wówczas fotografować wspaniałe widoki! Zresztą popatrzcie niżej…

Pół dnia poświęconego na świątynię minęło szybko. Drugi etap tzn. schodzenie z góry bardziej się dłużył bo nie zabrałem zapasu wody (głupota w czystej postaci z mojej strony…), wierząc, że to ,,niewielka górka’’ a zaraz potem ruszam do Ogrodów Wielkich Mongołów…

Comments

comments