Dzień drugi pobytu w Chitwan. Pobudka o godzinie 5.45. O 6.30 melduję się przy jeepie. Jadę do parku narodowego. Docieram na miejsce, gdzie już czekają na mnie słonie (niektóre mijamy po drodze). Problem pierwszy to wsiadanie na słonia. Na szczęście ustawili nam podesty więc wspinać po zwierzaku się nie trzeba. Siadamy i jedziemy. Czekają nas ponad 2 godziny na słoniu w dżungli. Po drodze udało się zobaczyć jelenie, nosorożce, krokodyle, węża goliata i wiele pomniejszych zwierząt. Zobaczcie sami! Czytaj więcej

Po wizycie w parku narodowym i obserwacji, karmieniu i słuchaniu słoni trzeba się było ukulturalnić. W tym celu wybrałem się do miejscowego domu kultury (wyglądał nieco jak dom kultury przy remizie strażackiej na polskiej wsi w latach 50tych!) zapoznać się z ofertą ,,programu kulturalnego’’, który miał przybliżyć mi kulturę ludu Tharu, zamieszkującego od wieków okolice parku narodowego. Mimo sceptycznego nastawienia, okazało się, że przedstawienie było bardzo ciekawe i w wielu punktach zaskakujące. Obejrzałem miejscowe tańce, wyglądające, jak pokaz sztuk walki, przerywane zaś były one zaskakującymi elementami jak np. chodzący dwumetrowej wielkości paw! Męczący dzień… pora wracać do pokoju i spać… rano pobudka o 5.45 bo o 6.30 czekają na mnie słonie i safari. Czytaj więcej

Do mojego lokum w parku narodowym dotarłem około godziny 15tej. Ku mojemu zaskoczeniu dostałem bardzo wygodny pokój  w ślicznym ogrodzie. Zaskoczenie wynikało z faktu, że była to najtańsza kwatera jaką znalazłem. Zjadłem lunch i po krótkim odpoczynku ruszam obejrzeć hodowlę słoni. Dotarcie do niej nie było najprostszą sprawą, dość powiedzieć, że w czasie owego docierania straciłem jedyne okulary przeciwsłoneczne. Najpierw jazda po bardzo złej drodze (jeśli można to drogą nazwać) do rzeki. Potem wydłubaną z jednego pnia drzewa łodzią na drugi brzeg (łodzią dość niestabilną trzeba dodać) i spacer w błocie. W końcu docieram do ,,farmy’’ słoni. A na farmie: Czytaj więcej

Park Narodowy Chitwan leży na południu Nepalu, w połowie drogi między Katmandu a granicą Nepalsko-Indyjską. Jest on znany przede wszystkim z możliwości odbycia w nim Safari na słoniach, bliskiego spotkania z dzikimi zwierzętami oraz miejscowej kultury. Wsiadam w autobus z napisem ,,turizm’’ i jadę 150 kilometrów górsko-wyżynno-nizinnej drogi autobus pokonuje w ponad 6 godzin. Nie jest to wynik rewelacyjny (średnia około 25 km. na godzinę), ale za to widoki rekompensują niewygody. Co chwilę widzę a to rzekę, a to górę, a to wodospad. Wodospady, rzeki, góry… Szczególnie wodospady, które istnieją okresowo, przypadły mi do gustu. Zazwyczaj turyści jadąc tą drogą nie widzą ich zbyt wiele Ja byłem poza ,,sezonem’’ w czasie pory monsunów i opady deszczów przyczyniły się do ,,rozbudowy’’ sieci nepalskich wodospadów. Czytaj więcej

Pasiupatinath jest jedną z 4 najważniejszych świątyń kultu boga Siwy na świecie. Leży nad rzeką Bagmati, w której odbywają się rytualne obmycia oraz kremacje zwłok. Dotarłem tam korzystając z miejscowego busika za którego zapłaciłem  12.5 rupii w jedną stronę. Przypomnieć trzeba, że 1 zł to około 25 nepalskich rupii czyli jeździ się bardzo tanio. Wysiadłem niedaleko świątyni, a drogę do niej pokazali nam miejscowi mieszkańcy. Do głównego budynku świątyni, gdzie jest umieszczony złoty posąg byka (wyobrażenie boga Siwy) turyści nie mogą wchodzić. Kompleks jest ogromny i generalnie jeśli uważa się na mogące być niebezpieczne małpy oraz psy to zwiedzanie jest przyjemne. Bilet co prawda jest dość drogi, ale za to pozwala się na fotografowanie i filmowanie, nawet w czasie kremacji i ablucji. Warto popatrzeć… Czytaj więcej

Patan oznacza ,,miasto piękna’’. W przeszłości było ono osobnym miastem, dzisiaj w praktyce stanowi ono integralną część Katmandu. Dojechałem do niego korzystając z mikrobusa miejskiego, który kosztował mnie 25 rupii. Po opłaceniu biletu wstępu, dostałem plakietki, celem przywieszenia ich w widocznym miejscu, tak aby z jednej strony nie żądano odemnie ponownego zakupu biletu, a z drugiej, aby wszyscy sklepikarze, tragarze, rikszasze, naciągacze etc. wiedzieli, że jestem turystami. Miasto powstało w III wieku po Chrystusie. Słynie z produkcji dywanów. Centralną część zajmuje Plac Durbar, a pozostałą część liczne świątynie buddyjskie. Czytaj więcej

Jak wygląda komunikacja miejska w stolicy Nepalu? Jest to problem bardziej złożony niż komunikacja miejska w Erywaniu. Zacznę od plusów. Komunikacja jest bardzo bardzo tania. Za przejechanie całego miasta a nawet przejazd do innego miasta płaci się średnio około 15 rupii (1 zł zaś to około 22-25 rupii). Niestety wydaje się, że cena jest tutaj jedynym plusem. Co do minusów zaś…Cóż, z mojego punktu widzenia podstawowym problemem jest ustalenie, gdzie co jedzie. Po drugie we wszelkich środkach komunikacji miejskiej jest bardzo ciasno. O ile w Erywaniu w 8 osobowym busie wsadzano po 15 osób i wydawało mi się to szczytem możliwości, to do niewiele większego busa (10 miejscowego) kierowca potrafił upchnąć 32 osoby! A że byłem jedynym białym w pojeździe to w konsekwencji 30 par oczy na mnie się gapiło. Swoją drogą 32 osoby w 10 miejscowym busie to na pewno nie był rekord pojemności w Katmandu. Czytaj więcej