Budapeszt dzień pierwszy – Buda! Buda! Buda!

Dlaczego Budapeszt? Tak się złożyło, że dzięki wyjątkowo tanim biletom linii lotniczej Ryanair (bilet za około 40 groszy za osobę w dwie strony) udało się zupełnie przypadkowo i spontanicznie polecieć. Dowcip polski: pociąg relacji Poznań – Kraków jedzie 8.5 godziny. Samolot z Krakowa do Budapesztu leci 40 minut! Niestety do Budapesztu docieram dopiero po godzinie 22.30. Transfer do hotelu i zakwaterowanie zajmuje godzinę. Od razu idę spać, bo jutro z samego rana czeka mnie zwiedzanie. Dzień chcę poświęcić na Budę uważaną przeze mnie za najpiękniejszą i najbardziej reprezentacyjną część Budapesztu. Po śniadaniu moje kroki kierują się w stronę zamku, w którym znajduje się Muzeum Historii Budapesztu. Z samego Wzgórza Zamkowego podziwiać można wspaniałą panoramę miasta i oczywiście Dunaju. Wychodząc z muzeum (bardzo ładnego i dobrze zorganizowanego – koszt biletów 1500 forintów + 800 forintów za możliwość robienia zdjęć) obserwuję zmianę warty. To już, któraś z kolei w czasie wędrówek, którą mogłem zobaczyć.

Z Zamku Królewskiego kieruję się na plac Szentharomsag, na którym znajduje się kolumna morowa poświęcona św. Trójcy, konny pomnik św. Stefana, stary ratusz i królewska katedra Najświętszej Maryi Panny – powszechnie nazywana kościołem świętego Macieja. Jest to jedna z pierwszych świątyń Budapesztu, która stała się miejscem ceremonii koronacyjnych, a także zawiera grobowiec króla Beli IV i jego żony. Kościół piękny z zewnątrz (odnowiony z zachowaniem XIII wiecznych detali), rozczarowuje w środku. Bilet kosztuje 1000 forintów, a po wejściu okazuje się, że świątynia nadal jest w remoncie i obejrzeć można rusztowania na parterze i gruz na piętrze, zaś (i to jest plusem) niewielkie muzeum, a jeśli komuś starczy sił może wejść na wieżę. Jednak nawet w trakcie remontu nie sposób nie zachwycić się wspaniałymi freskami Karola Lotza i Bertalama Szekelya, w których dominują fantazyjne motywy roślinne.

Po wyjściu udaję się na piękną Basztę Rybacką (bilet 800 forintów). Baszty rybackie powstały w stylu neoromańskim w XIX wieku przede wszystkim jako punkt widokowy i turystyczny. Chciałoby się na niej siedzieć godzinami, gdyż pod nogami ma się Dunaj a przed oczyma najpiękniejsze zabytki peszteńskiego nadbrzeża Dunaju z parlamentem na czele, które ze względu na swój urok wpisane zostały na listę UNESCO. Następnie udajemy się na spacer po starym mieście Budy. Ulicą Fortuny udaję się do Bramy Wiedeńskiej, podziwiam wspaniały budynek Węgierskiego Archiwum Narodowego, wieżę Marii Magdaleny (pozostałość XIII wiecznego kościoła) i wracamy ulicą Uri. Kolorowe, niskie kamienice robią niesamowite, wręcz bajkowe wrażenie.  Do hotelu (mimo, że to prawie 6 kilometrów) wracam pieszo. Schodzę ze Wzgórza Zamkowego, i Mostem Łańcuchowym przechodzę na drugą stronę Dunaju. Teraz podziwiam zamek i wzgórze Gellerta. Na stronę Budy wracamy Mostem św. Elżbiety i już prosto idę do hotelu. Skutkiem tego o godzinie 9 chce się iść spać… Jutro ruszam obejrzeć Peszt, Obudę i Wyspę Świętej Małgorzaty! Trzeba zbierać siły… I jeszcze kilka zdjęć…

Comments

comments