Czy modernisme to modernizm? W poszukiwaniu odpowiedzi…

5Obiad bardzo smaczny. Udało się tanio kupić pomarańcze oraz pollo czyli kurczaka. Zjadłemw  parku podziwiając Sagrada Familia. Skwerek jest o tyle fajny, że znajduje się przy nim toaleta (można więc się umyć J). Wracamy do metra. Linią nr 2 w kierunku Paral·lel docieramy na stację Passeig de Gràtia. Nadal podążamy tropem katalońskiego modernisme (nie należy mylić tego stylu z modernizmem, w innych krajach Europy nazywany był bowiem jugendstil czy secesją). Kierujemy się, spacerkiem, w stronę Avinguda Diagonal. Passeig de Gràtia to najbardziej reprezentacyjna ulica nie tylko dzielnicy Eixample, ale również całej Barcelony, a do tego druga najdroższa ulica Hiszpanii.  Przy tej ulicy znajdują się również najbardziej znane barcelońskie kamienice- Casa Batlló i Casa Milà.

Pierwszy budynek, który przykuwa naszą uwage to Casa Batlló. Wzniesiona została na zamówienie magnata włokienniczego Josepa Batlló i Casanovasa przez Antonio Gaudiego w 1907 roku. Góruje on nad sąsiednimi kamienicami o kilka metrów. Już w momencie wybudowania przekraczał dozwolone normy wysokości. Sama budowla na pewno jest najbardziej oryginalną po tej stronie Passeig de Gràtia, pokryta kolorową mozaiką z balkonami w kształcie czaszek i kolorowym dachem  przywodzi na myśl legendę o św. Jerzym, jednym z patronów Katalonii. Nieco wcześniej minęliśmy Casa Lleó Morera (róg Pg. De Gràtia i C. Consell de Cent). Dom, przez swoją neorenesansową fasadę, przypomina pałac. Jej architekt Lluis Domenech i Montaner ozdobił ją kaskadą kamiennych rzeźb. Ich symbolika jest dość prosta- lew (lleó) i morwa (morera), czyli zanimizowane nazwisko zleceniodawcy.  Projekt tej budowli powstał w 1905 roku. Przy samej Casa Batlló, pod numerem 41 stoi Casa Amatller projektu Josepa Puiga i Cadalfacha. Kamienica o schodkowym szczycie zdobiona jest motywami gotyckimi: maszakaronami, spiralnymi kolumnami i herbami. Równiez na fasadzie Casa Amatller nie mogło zabraknąć świętego Jerzego zabijającego smoka. Okna, podobnie jak i cała sylwetka budynku uformowane są w kształt litery A- inicjał właściciela.

7Wszystkie trzy kamienice, Casa Lleó Morera, Casa Amatller i Casa Batlló leżą w tzw. Kwartale (Wyspie) Niezgody, po hiszpańsku Manzana de la Discordia. Kryje się w tym wszystkim zabawna gra słów, ponieważ hiszpańskie słowo „manzana“ można tłumaczyć jako kwartał domów albo jabłko. Gaudi, Domenech i Montaner oraz Puig i Cadalfach byli czołowymi i co za tym idzie konkurującymi ze sobą architektami Barcelony a ich budynki znajdujące się w Kwartale stylistycznie ze sobą nie współgrają. Przechodzimy na drugą stronę ulicy by z bliska przyjrzeć się słynnej Casa Milà. W zeszłym roku, 31 października, La Pedrera (kat. kamieniołom- tak Katalończycy nazywają tę kamienicę) obchodziła setne urodziny. Milà zlecił Gaudiemu budowę w 1905 roku. W 1910, kiedy budowa była praktycznie ukończona, dom okazał się za duży. Rada miejska nakazała właścicielowi rozebrać górne piętro lub zapłacić 100 tys. Peset grzywny.

Sama Pedrera faktycznie przypomina kamienną górę, prawdopodobnie Gaudi inspirował się Montserrat. W budynku nie ma ani jednego kąta prostego. Angdota głosi, że gdy jeden z lokatorów skarżył się na nieregularne kształty budynku ponieważ nie był w stanie ustawić fortepianu, Gaudi polecił mu, aby ten grał na skrzypcach. Goszczący w Barcelonie w latach 20tych XX wieku prezydent Francji Georges Benjamin Clemenceau był tak zniesmaczony dziełem Gaudiego, że skrócił swój pobyt w Barcelonie a na salonach w Paryżu powtarzał, że „w stolicy Katalonii budują domy dla smoków“.  Z dachu Casa Milà rozciąga się wspaniały widok na Sagrada Familia (patrz poprzedni wpis). Sam dach zaś jest również o tyle ciekawy, że Gaudi na szczycie budynku chciał umieścic olbrzymi posąg Matki Boskiej na co nie zgodził się właściciel.

4W końcu docieram na stację metra Diagonal. Wsiadam w linię L3 i jadę w kierunku Canyelles. Wysiadam na przystanku Lesseps. Stąd trzeba złapać autobus linii 24 i już można jechać dość spory kawałek, aby dotrzeć do wejścia głównego do Park Güell. Projekt parku w roku 1900 Euzebi Güell zainspirowany XIX wiecznymi londýnskými osiedlami-miastami zlecił Antonio Gaudiemu, którego był przyjacielem i mecenášem. Gaudi miał wykonać szkieletu infrastrukturalny parku natomiast budową 60ciu domów, które miały znaleźć  się na tym terenie na trójkątnych parcelach mieli zająć się inni architekci. Pomysł niestety nie udał się, głównie ze względu na dość dużą odległość parku od centrum miasta. Z 60ciu domów, które miały powstać na tym terenie powstały tylko dwa a w jednym z nich w latach 1906-1926 mieszkał sam Gaudi. Dzisiaj w tym domu jest muzeum mu poświęcone, ale jak się okazało nie warto na nie tracić czasu (dość drogie) no 9chyba, że ktoś jest maniakalnym zwolennikiem katalońskiego modernizme (do której to grupy ja się nie zaliczam). Park okazał największą finansową porażką zleceniodawcy a obecnie jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów Barcelony. Warto zaznaczyć, że od października tego roku wstęp do parku będzie płatny (co uważam za skandal). Warto więc się śpieszyć gdy bilet będzie kosztował od 7 (rezerwacja internetowa) do 8 euro (przy zakupie „z ulicy“). Pierwotny projekt zakładał, że do parku będzie wiodło 7 bram co miało nawiązywać do mitycznych Teb. Brama którą wchodzimy do parku- Carrer d’Olot jest najbardziej malowniczą ze wszystkich bram i warto właśnie przez nią wejść do parku. Od bramy w górę prwoadzą monumentalne schody przyozdobione rzeźbami-fontannami Esculapa i Salamandry. Dalej mijamy Sala Hipóstila czyli salę stu kolumn. Wbrew nazwie kolumn jest tylko 86 (kolumny typu doryckiego). Wspierają one strop zdobiony mozaikami z potłuczonych w drobny mak kafelków, butelek oraz małych kamyków. Każda kolumna ma 6 metrów. Pierwotnie sala ta miała służyć jako targowisko. Dziś ze względu na cień jaki tu panuje w upalne dni jest sceną dla ulicznych grajków i performerów. Wchodząc dalej po schodach docieramy do najdłuższej „ławeczki“ świata, która ma bagatela 110 metrów długości! Na skarpach wzgórz na których leży park Gaudi wybudował labirynt kolumnad nadając im wygląd bardzo naturalny bo niemalże nie da się rozpoznać, że całość zbudowana została ludzką ręką.

Ponieważ już robi się ciemno pora wracać do hostelu. Upalny dzień daje sie we znaki. Prysznic i łóżko. Jutro znów pobudka i zwiedzamy dalej!

Comments

comments