Powrót do Polski…

Pobudka bardzo wcześnie. Śniadanie w hotelu i można jeszcze wybrać się na krótki spacer rzucić okiem na Statuę Wolności. Następnie metrem do stacji kolejowej i pociąg zabiera mnie na lotnisko Liberty, gdzie będzie trzeba kilka godzin poczekać na samolot do Frankfurtu. W sumie mógłbym jeszcze trochę pozwiedzać, ale na lotnisku w USA nigdy nie wiadomo ile potrwa kontrola bezpieczeństwa. Okazuje się, że idzie wyjątkowo szybko i sprawnie. Ku mojemu zdziwieniu o nic nie pytają tym razem na wylocie, jedynie krótki rzut oka na paszport. Fajnie ☺ Strażnik graniczny jedynie dość żartobliwie skomentował ilość pieczątek w moim paszporcie oraz fakt, że pieczątka USA jest dość niewyraźna. Po przejściu do hali odlotów 4 długie godziny czekania na samolot… Na szczęście McDonald umila ten czas – darmowe wi-fi to rzecz, którą się szczególnie ceni w takich chwilach. Boarding idzie szybko. Niestety miejsce przy oknie – przy moim wzroście dość to kłopotliwe, ale co zrobić. Kilka zdjęć przez okno samolotu i niedługo wzbijemy się w powietrze… Lot jest spokojny, jedzenie smaczne. Obejrzałem kilka filmów, trochę snu i lądowanie we Frankfurcie. Przejście przez kontrolę paszportową, można chwilę odpocząć w saloniku klasy biznes. Ech… częste latanie daje jednak pewne przywileje ☺ Po trzech godzinach samolot do Warszawy. Stolica wita mrozem. Autobus do dworca centralnego i pociąg do Poznania… kolejny wyjazd się zakończył. Relację z USA kończę siedząc na lotnisku w Vallettcie. Kolejna przygoda wyjazdowa właśnie trwa, ale o tym będzie już w kolejnym wpisie… ☺

Comments

comments