Zwiedzić Kijów w 48 godzin. Poza starym miastem i powrót do Polski

Niewiele czasu zostało, aby poznać Kijów. Po szybkim obiedzie mam szczęście. Przestało padać i można ruszać. Kieruję się na najważniejszą ulicę Kijowa — Chreszczatyk. Nazwa ulicy pochodzi od istniejącej w tym miejscu Doliny Chreszczatej. Chreszczata znaczy zaś tyle, co „poprzecinana” głębokimi wąwozami. Obecnie ulica ta jest znana przede wszystkim z monumentalnego budownictwa socjalistycznego. Gigantyczne gmachy, przy których nasz warszawski Pałac Kultury wydaje się maleńki, przytłaczają. Nieważne, czy popatrzy się na gmachy rządowe, na Centralny Dom Towarowy, czy na Rosyjski Bank Handlu Wewnętrznego — socrealizm przytłacza. Spacer to ciekawe przeżycie, trochę zbyt przemawiające do wyobraźni. Po spacerze wchodzę na słynny (z powodu wydarzeń ostatniej rewolucji) Majdan Niezależnosti (Niepodległości). Do roku 2000 plac był przykładem monumentalnego socrealizmu. Rozpoczęto wówczas przebudowę — pojawiła się między innymi wysoka na 50 metrów kolumna Niepodległości Ukrainy. Na jej szczycie znajduje się wysoka na kilkanaście metrów postać dziewczynki odlana z brązu. Oprócz tego zbudowano też galerię handlową i dość dziwny łuk, na którym wyobrażono św. Michała Archanioła, patrona miasta.

Pora niestety wracać do hotelu, po drodze zdjęcia, niewielkie zakupy. Chcę jeszcze zobaczyć kilka rzeczy. Pierwszą z nich jest gmach opery. Wcześniej w tym miejscu stał teatr miejski, który do 1856 był istotnym centrum kulturalnym. Świetlaną karierę gmachu przerwał pożar. Na jego miejscu wzniesiono operę. Oprócz istotnych wydarzeń kulturalnych miały tutaj miejsce doniosłe wydarzenia polityczne. W foyer opery doszło 1 września 1911 roku do śmiertelnego zamachu na rosyjskiego premiera Piotra Stołypina. Obecny kształt gmach uzyskał po remoncie w roku 1980.

Idąc dalej, zahaczam jeszcze o gmach uniwersytetu. Niestety… dzień dobiega końca.

Poranek wita mnie chłodem. Pakuję się i autobusem na lotnisko. Samolot Polskich Linii Lotniczych LOT delikatnie odrywa się od pasa startowego. W Warszawie łapię darmową taksówkę dzięki Uberowi (więcej o tym można poczytać TUTAJ) i na dworzec PKP. Kupiony w promocji bilet w pierwszej klasie w PKP Intercity kosztuje mnie 49 zł. Po południu docieram do domu… kolejna podróż zakończyła się szczęśliwie :-).

Comments

comments