Długi lot.

Samolot do Gwatemali wystartował z lekkim opóźnieniem. Załadować prawie 300 pasażerów okazuje się, że jest dość skomplikowaną operacją. Cóż… To można zrozumieć. Wsiadam i odnajduję swoje miejsce. Pierwsze wrażenie: negatywne. Biorę do ręki folder, który znajduje się w kieszeni siedzenia, czytam w nim, że można korzystać z centrum rozrywki. Filmy, muzyka, gry i dużo więcej. Problem w tym, że… żadnego centrum rozrywki nie ma. Nie ma spodziewanego indywidualnego monitora w siedzeniu przede mną. Cóż… trochę to zaskakujące – 10 godzin lotu i brak czegoś, co wydawałoby się jest standardem. Linia lotnicza Iberia wykazała się poczuciem humoru (nie najwyższych lotów), gdyż folder, który otrzymuje każdy pasażer pokazuje… wygody w klasie business. Jeśli to polityka reklamowa, która ma zachęcić do latania biznesem, to raczej nieudana, bo irytuje podróżnego pokazując czego nie dostanie w ramach posiadanego biletu. Zajmuję miejsce, otrzymuję słuchawki, koc i poduszkę. Po około godzinie rozpoczyna się serwis. Posiłek nawet smaczny (wybieramy mięso – klopsiki z warzywami). Do tego bułeczki, sałatka (niewielka, ale smaczna). Do picia wziąłem pepsi light (plus dla linii lotniczej, że dają puszki o pojemności 250 ml, a nie 150 ml jak np. tani przewoźnicy, u których trzeba kilka euro za taką mini puszkę wydać). Do tego kawa i herbata. Jakoś nie miałem ochoty na alkohol – chyba po nazbyt obfitym śniadaniu. Iberia stara się brak indywidualnego monitora z filmami rekompensować tym, że na kilku dużych wyświetlaczach puszczane są filmy (szkoda tylko, że odgórnie narzucane) oraz tym, że możemy posłuchać raczej monotonnej muzyki. Po ponad 11 godzinach lotu zbliżamy się do lądowania. Dość łagodnie dotknęliśmy pasa startowego na lotnisku w Gwatemali. Dzień dobry Ameryko Środkowa! Odbieramy bagaże i do wyjścia. Negocjacje z taksówkarzem i za 15 dolarów zabiera nas bezpośrednio do Antigua. Nieźle, jak na fakt, że to prawie 40 kilometrów. Okazuje się, że taksówka tania, ale kierowca nie bardzo zna miasto. Trochę krążymy po ciasnych ulicach i w końcu wysiadamy pod naszym hotelem. Już robi się ciemno. Meldujemy się i pora na zakupy poszukać jakiegoś jedzenia. Podobno Gwatemala jest bardzo niebezpieczna nocą… Okazuje się, że to bardzo przesadzona opinia. Robimy zakupy, jemy w nieodległej „pizzerii” kilka kawałków pizzy i pora wracać do hotelu. Jednak kilkanaście godzin w samolocie i niezbyt dużo snu w hotelu w Madrycie dają się we znaki. Pora wypocząć i jutro z samego rana ruszać na podbój jednego z najciekawszych miast Gwatemali!

Kilka zdjęć zrobionych w czasie lotu poniżej ☺

Comments

comments