Początek kolejnej podróży…

Nieprzespana noc. Godzina 2 w nocy ruszamy na przystanek autobusowy w strugach deszczu. Pechowy jest ten początek kolejnego wyjazdu. Najpierw leje, potem ucieka nam nocny autobus, następnie nie działa bankomat i szukamy taksówki w której można płacić kartą. Udaje się dotrzeć na przystanek linii PolskiBus, ale… okazuje się, że przewoźnik przeniósł przystanek o kilkadziesiąt metrów i autobus do Berlina odjechał bez nas. Co tu robić? Szybka decyzja. Mimo przemęczenia i zimna udaje się połączyć z Internetem i kupić bilety na linię SimpleExpress. Autobus mamy o 10.40. Ubożsi o 30 euro (w sumie i tak niewiele jak za dwie osoby do Berlina) wracamy do domu. Można się przespać. Gdy docieramy do naszego locum zegarek pokazuje 6.00. Dwie godziny snu, śniadanie, małe zakupy, sprawdzenie czy chociaż trochę wyschły plecaki i marsz na dworzec autobusowy w Poznaniu. DSC_4121Dworzec po sławetnym zawaleniu się części sufitu w przylegającym do niego centrum handlowym na szczęście działa normalnie. Zastanawiam się co jeszcze się wydarzy. Kilkanaście minut czekania i podjeżdża charakterystyczny żółty autobus. Simple Express jest droższy (zazwyczaj) od PolskiegoBusa, ale za to bardziej wygodny. W każdym fotelu zamontowane są niewielkie ekrany dotykowe, które zapewniają mini centrum rozrywki. Można obejrzeć film (w bazie są nawet najnowsze produkcje: Lincoln, Nędznicy, ale także starsze hity np. Forest Gump czy Skyfall. W końcu jedziemy do Berlina! Mimo, że do stolicy niemiec jest niecałe 300 km to niestety Simple Express potrzebuje aż 4 godzin i 20 minut na pokonanie tego dystansu. Dziwnie długo… Mniej więcej po trzech godzinach dojeżdżamy do niemiecko-polskiej granicy. Zawsze, gdy przejeżdżam przez to co było w przeszłości granicą jakoś tak mimowolnie nachodzi mnie refleksja na temat „dobrodziejstw” Unii Europejskiej. Niby granica jest, ale jakby jej nie było. Cóż, na pewno swoboda poruszania się jest argumentem in plus za UE. Droga po niemieckiej stronie granicy różni się od polskiej. Nasza autostrada ma ledwie kilka lat i lśni nowością. Niemcy swoje drogi intensywnie remontują. Ot taki trochę chichot historii ☺ Remonty spowalniają jazdę, ale nasz żółty autobus daje radę (mimo tworzących się korków). Szkoda tylko, że wi-fi nie działa w autobusie po wjechaniu do Bundesrepublik Deutschland. Berlin powitał nas deszczową pogodą. Kupujemy bilety za 2.60 euro DSC_4118(pozwalają przez 2 godziny korzystać z komunikacji miejskiej) i jedziemy z ZOB (gdzie zatrzymuje się Simple Express) na lotnisko Tegel. Podróż z przesiadką zajmuje niecałe pół godziny. Przykro to stwierdzić, ale fakt, że nasi zachodni sąsiedzi mają potężne, kilkuletnie opóźnienia z otwarciem nowego portu lotniczego, odbija się coraz bardziej na przeciążonym lotnisku Tegel. Tłok, kolejki niezbyt komfortowy sposób oczekiwania sprawiają, że jesteśmy zmęczeni. Samolot do Madrytu mamy o 19.50. Pół godziny przed odlotem rozpoczyna się boarding. Wsiadamy. Niestety hiszpańskie linie lotnicze Iberia podobnie jak Polskie Linie Lotnicze LOT, bardzo oszczędzają na pasażerach. Nie tylko, że nie ma w czasie prawie trzygodzinnego lotu darmowego posiłku czy przekąski, ale nie ma nawet darmowej wody czy herbaty! Osobiście stanowczo odradzam latanie Iberia Express. Zobaczymy jak będzie w Iberii tradycyjnej. Lot jest bardzo spokojny, trochę przysypiam. Jednak sensacje na początek podróży i nieprzespana prawie w ogóle noc dają się we znaki. Swoją drogą bardzo mnie ciekawi czy wrzucając dziś w nocy wpis na blog, będzie on miał nieco ładu i składu tak gramatycznego jak i językowego ☺. Lądowanie w Madrycie bardzo spokojne. Odbiór bagażu i… pojawia się problem. Nasz hotel teoretycznie leży jeden przystanek metra od lotniska, ale… problem w tym, że trzeba jechać z trzema przesiadkami i kupić trzy bilety, aby tam dotrzeć. Dziwne jest to madryckie metro, ale na szczęście dobrze skomunikowane. Via centrum miasta jedziemy do hotelu. Prysznic i do spania. Pobudka o 7.30 rano. Hotel, mimo niezbyt dobrego położenia jest wygodny. Śniadanie fenomenalne. Najedzeni i wypoczęci schodzimy do recepcji zapytać o transport na lotnisko. Ku naszemu miłemu zaskoczeniu okazje się, że hotel gwarantuje gościom darmowy przejazd do terminala na określoną godzinę bardzo wygodnym minibusem. O 10.00 ruszamy spod hotelu i punktualnie o 10.20 meldujemy się na lotnisku. Lot numer 6341 linii Iberia rozpocząć ma się o 12.45. Odprawa, kilka zdjęć, rzut oka na strefę bezcłową i… lecimy do Gwatemali!

Comments

comments