La Perla del Norte – miasto między pustynią a oceanem…

Nocny autobus do Antofagasty pozwala zaoszczędzić co najmniej 200 zł na noclegu. Niestety, hotele w Chile nie należą do najtańszych – przynajmniej poza stolicą kraju. Autobus odjeżdża o godzinie 23.45 – ostatni dziś. Na szczęście bilety mamy zakupione od ponad dwóch tygodni. Autobus jest wygodny, ogrzewany. Można rozsiąść się w fotelu i zasnąć… No może nie tak od razu, bo najpierw zwyczajowe kontrolowanie biletów i… co za niespodzianka, kontrola celna. Chilijczycy to doprawdy ciekawi ludzie. Potrafią najpierw człowieka na granicy kilka razy dokładnie obejrzeć (i jego bagaż także), a potem kilka razy po drodze zatrzymać autobus (który jedzie z miasta A do miasta B) i znów go kontrolować. Uroki Ameryki Południowej. W końcu udaje się zasnąć. Nad ranem budzi nas steward ze śniadaniem (ciastko i orzeszki) oraz kawą. W końcu docieramy do Antofagasty. Miasto jest ciekawe, ładne i… bardzo „rozwlekłe”. Do hotelu mamy około 6 kilometrów z dworca autobusowego. Bierzemy taksówkę (niestety dość drogą, bo kosztuje nas prawie 50 zł).

Generalnie plan powrotu z Arici mamy następujący: Nocny autobus do Antofagasty. Jesteśmy tu rano. Cały dzień na zwiedzanie. Noc w hotelu. Znów cały dzień na zwiedzanie i kolejnym nocnym autobusem jedziemy do Santiago. Spora oszczędność na noclegach, bo hotele na wybrzeżu bardzo drogie. Zatem ruszamy na podbój Antofagasty. Okazuje się, że przewodnik: „Chile i Wyspa Wielkanocna. Przewodnik globtrotera” spisuje się bez zarzutu. Mapa dokładna, oznaczenie zabytków bardzo precyzyjne! Ruszamy „na miasto”, co oznacza w przypadku Antofagasty co najmniej półtorej godzinny marsz z hotelu do centrum miasta! Marsz to jednak bardzo przyjemny, gdyż idziemy wzdłuż wybrzeża, możemy podziwiać ocean, ptaki, statki, życie miasta…

Obecnie istnieje kilka teorii wyjaśniających pochodzenie nazwy Antofagasta. Najczęściej nazwę wywodzi się z któregoś z indiańskich dialektów od słowa oznaczającego „miasto” lub „miedź”. Z uwagi na swoje gospodarcze i polityczne znaczenie miasto zyskało przydomek „La Perla del Norte”, czyli „Perła Północy”. Miasto powstało w czasach, gdy tereny te należały jeszcze do Boliwii, w 1868 roku. W wyniku wojny o Pacyfik znalazło się w granicach Chile. Na mocy „Traktatu o Pokoju i Przyjaźni Chile i Boliwii” z 1904 roku potwierdzono ten stan rzeczy w zamian za budowę linii kolejowej, która łączyłaby Aricę i La Paz. Kolejnym ważnym wydarzeniem w historii miasta były epidemie dżumy i ospy w 1905 roku. Były one impulsem dla budowy nowoczesnej kanalizacji. Rok później pracujący przy budowie wyżej wspomnianej linii kolejowej robotnicy wyszli na ulice Antofagasty z żądaniami wprowadzenia regularnych godzin pracy. Zostały one jednak odrzucone i kilka dni po tym wydarzeniu, 6 lutego, doszło do wielkiego strajku. Armia otworzyła ogień do demonstrantów, którzy maszerowali w kierunku Plaza Colon. Zginęło 58 osób. W 1956 roku w Antofagaście powstał Universidad del Norte (obecnie Uniwersytet Katolicki). Rok 1991 przyniósł powódź. Była to potężna katastrofa, która pochłonęła 113 ofiar śmiertelnych. Doszło do niej w wyniku ulewnego deszczu, w trakcie którego odnotowano opady na poziomie 42 mm. Taka ilość wystarczyła. Gleba o niewystarczającej absorbcji wody (pustynia nie przyjmuje wody) sprawiła, że strumienie błota płynęły ulicami miasta, niszcząc domy i samochody mieszkańców, w niektórych miejscach poziom wody przekraczał 2 metry. Straty oszacowano na 70 mld USD. Kolejną katastrofą było trzęsienie ziemi w 1995 roku. Na szczęście tym razem kataklizm nie pochłonął tylu ofiar. Ostatnia dekada to nieustanny rozwój miasta nie tylko jako ośrodka wypoczynkowego, ale również przemysłowego. Widać to w szczególności w północnej części miasta.

W końcu, po długim spacerze, udaje się dotrzeć do Plaza Colon. Wchodzimy do znajdującej się przy nim na ulicy Arturo Prata informacji turystycznej pod numerem 384. Jest otwarta od poniedziałku do piątku w godzinach od 8.30 do 17.30. Nad zielenią placu centralnego dominuje wieża zegarowa. Wznieśli ją pracujący tutaj Brytyjczycy, którzy pragnęli, aby przypominała ona londyńskiego Big Bena. Rzeczywiście wiele elementów wspólnych do dziś można dostrzec. Niedaleko znajduje się pochodzący z roku 1866 budynek, który w przeszłości stanowił centrum handlu w tej części Chile, a obecnie mieści się tutaj otwarte w dni robocze i soboty od 9.00 do 17.00, a w niedziele od 11.00 do 14.00 mieście Regionalne Muzeum Historyczne (Museo Regional). Bilet kosztuje 600 pesos. Teoretycznie muzeum powinno prezentować historię miasta, ale część eksponatów obejmuje czasy prekolumbijskie, a nawet czaszki i inne artefakty wykopane w okolicy przez archeologów. Opuszczamy plac centralny i kierujemy się w kierunku oceanu. Dzielnicę tę nazywa się Barrio Histórico i nadal widać tutaj bardzo wiele elementów architektury angielskiej doby XIX wieku. Prawdziwą perełką jest pochodzący roku 1887 dworzec kolejowy – ostatnia stacja na trasie Antofagasta-La Paz. Warto wybrać się na spacer promenadą, której części użytkowe ozdobione zostały tłuczoną ceramiką, co przypomina nieco Parque del Amor w Limie.

Samo miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania turyście. Znacznie ciekawsze są jego okolice. Około 3 kilometry na południe od centrum miasta leży na wzgórzu stara kopalnia srebra: Ruinas de Huanchaca. Niestety nie można wchodzić do środka. Dojechać tu można minibusami numer: 2, 3, 4 lub 10 z ulicy Arturo Prata. Ponieważ mamy nieco czasu – korzystamy z okazji, aby zwiedzić ją (niestety tylko z zewnątrz). Szkoda. Mogłaby to być wspaniała atrakcja turystyczna.

W końcu jest jeszcze jedna atrakcja położona ponad godzinę jazdy od miasta. Stanowi ją słynna Mano del Desierto, czyli wielka kamienna dłoń wykuta na pustyni. Jest to idealny przykład tego jak można wykreować atrakcję turystyczną, jeśli nie ma atrakcji zbyt wiele. Ta ogromna „rąsia” została wykonana w 1992 roku przez lokalnego artystę Mario Irarrázabal. Dojechać tutaj nie jest łatwo (trzeba wynająć samochód i mieć dobre mapy), ale warto! W końcu, gdzie indziej na świecie można zobaczyć wystającą z pustyni gigantyczną dłoń?

Antofagasta to miasto ciekawe. Gdybyśmy trafili tu latem, ciągnące się kilometrami plaże nie pozwoliłyby się nudzić. Zimą niestety poza spacerami nad morzem, wizytą w muzeum i wspomnianych zabytków nie ma tu zbyt wiele rzeczy, którymi można by się zająć. Dwa niepełne dni w zupełności wystarczą, aby zobaczyć wszystko co warte uwagi.

Kolejny etap podróży to już niestety powrót… najpierw do Santiago, potem jedna noc w hotelu i będziemy wracać do Polski… o tym jednak już w kolejnych wpisach ☺ Tymczasem kilka zdjęć z Antofagasty…

Comments

comments