Szlakiem muzeów Santiago de Chile…

Stolica Chile to miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Ponieważ zaś mamy niedzielę, postanowiliśmy poświęcić ją na zwiedzanie muzeów. Jest to o tyle dobre rozwiązanie, że część z nich jest w niedziele darmowa. Jeszcze nie przestawiły nam się zegary biologiczne. Wstajemy wbrew naszej woli o 5 nad ranem. Jest to dość kłopotliwe, gdyż śniadanie w hotelu serwują od 7.30. Z drugiej strony można nadrobić braki w lekturze i popisać na blogu ☺ Zatem 7.30 meldujemy się jako pierwsi na śniadaniu. Po godzinie jesteśmy gotowi, aby wyruszyć na podbój miasta, ale… no tak, muzea otwierają o 10.00. Wertujemy ponownie pierwodruk przewodnika po Chile, który sprawdzamy tutaj w praktyce. Godzina 9.30 meldujemy się na stacji metra Estacio Central i jedziemy kilka przystanków do centrum miasta. Celem pierwszym na dziś jest niesamowite Museo Chileno de Arte Precolombino. Wstęp kosztuje 3500 pesos (w każdą pierwszą niedzielę miesiąca można zwiedzać za darmo). Wydatek jednak się opłaca.

Drobna uwaga praktyczna: polskie legitymacje studenckie są honorowane – dają 500 pesos zniżki! ☺ Więcej o zniżkach, do których uprawniają polskie dokumenty oraz np. karta ISIC w naszym przewodniku po Chile. Gmach, w którym się znajduje został wybudowany w roku 1807. Wzniesiono go na potrzeby urzędu celnego. Piękny kolonialny budynek odrestaurowano dbając o najdrobniejsze detale oraz dostosowano go do potrzeb muzealnych. Zgromadzono tutaj ponad 3000 eksponatów prezentujących dorobek kulturalny ponad 100 różnych ludów z całej Ameryki Południowej i Środkowej. Najstarsze eksponaty mają około 10 tysięcy lat. Muzeum zostało skonstruowane na zasadzie geograficznej. Każda jego część odpowiada innemu regionowi Ameryki Środkowej i Południowej. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od wystaw najstarszych – znajdują się w piwnicy i noszą nazwę „Chile przed Chile”. Obejrzeć tutaj można wspaniałe znaleziska z całego Chile od tkanin poczynając, przez ceramikę a na mumiach kończąc (nawiasem mówiąc są one około 5000 lat starsze od tych z Egiptu). Spacer po wszystkich muzealnych salach zajmuje kilka godzin i – tutaj muszę posypać głowę popiołem – od mniej więcej trzeciego kwadransa można dostać zawrotów głowy, dziesiątki cywilizacji i kultur, jakie prezentują tutejsze wystawy sprawiają, że trudno się odnaleźć i odróżnić Tolteków od Olmeków, a tych ostatnich od Inków i Majów. W przedsionku muzeum znajduje się sklep z pamiątkami (i publikacjami naukowymi!) oraz kawiarnia (dość droga, nawet jak na stolicę kraju). Po opuszczeniu muzealnych murów, ruszamy na plac centralny, aby zwiedzić (w niedziele za darmo!) Muzeum Narodowe. Właściwa nazwa tej instytucji to Museo Histórico Nacional. Instytucja ta znajduje się w imponującym Palacio de la Real Audiencia, który leży między Correo oraz Municipalidad, po północnej stronie placu centralnego. Uważa się, że jest to najlepszy przykład kolonialnej architektury w stolicy Chile, która przetrwała w niezmienionej formie. Gmach został zbudowany między 1804 a 1807 rokiem. Miał tutaj znajdować się sąd. Nie sprawował długo tej funkcji, gdyż Chile upomniało się o niepodległość, a pałac stał się tymczasową siedzibą nowych władz. W roku 1817 tutaj zebrał się Kongres Chile. Do połowy XIX wieku tutaj swoją siedzibę miał prezydent kraju. Rzeczywiście lśniąca żółta wieża zegarowa, ogromne sale wystawowe prezentujące historię kraju od czasów najdawniejszych (część eksponatów pokrywa się z tymi z Museo Chileno de Arte Precolombino, co – przyznajmy – może nieco irytować. Niemniej wystawy poświęcone okresowi od XVI do XIX wieku robią niesamowite wrażenie. Można niemal poczuć ducha przeszłości…

Po około 2 godzinach wychodzimy z gmachu. Niestety niewiele czasu zostaje, aby zwiedzić posiadające piękną kolekcję sztuki sakralnej, leżące przy katedrze Museo de Arte Sagrado. Wszystkie przedmioty tutaj się znajdujące wykonali jezuici. Niestety, niedziela ma ten minus, że wszystkie instytucje są otwarte krócej niż normalnie. Korzystamy zatem z okazji i ruszamy na jedną z największych atrakcji chilijskiej stolicy – Cerro San Cristóbal. Tak już jest w Ameryce Południowej, że każda stolica lub ważniejsze miasto ma swój punkt widokowy, który stanowi zazwyczaj posąg o charakterze religijnym lub krzyż. Spójrzmy – Rio de Janeiro i posąg Chrystusa (zdjęcia tutaj z jednej z poprzednich wypraw), gwatemalska Antigua i słynny krzyż nad nią górujący (tutaj kilka zdjęć), natomiast nad Santiago de Chile wznosi się potężny posąg Matki Boskiej. Po kolei jednak. Wznosi się prawie 900 m. n. p. m. i około 300 metrów nad Santiago. Zaraz po Cerro Renca jest to drugi najwyższy punkt w stolicy Chile. Pierwotna nazwa tej góry to Tupahue, co tłumaczy się jako „miejsce, gdzie mieszkają bogowie”. Obecną nazwę otrzymał na cześć zamożnej chilijskiej rodziny. Rodzina ta wzbogaciła się dzięki temu, że założyła na wzgórzu kamieniołom. Z wydobywanych tu skał został stworzony posąg Matki Boskiej, który do dziś znajduje się na szczycie wzgórza. Na szczyt można dostać się pieszo, samochodem albo kolejką linową. My wybieramy tę ostatnią opcję. Najpierw pieszo docieramy na północny kraniec ulicy Pío Nono, gdzie znajduje się stacja początkowa kolejki. Nie sposób jej nie zauważyć – przypomina średniowieczny zamek. Baaardzo długo czekać trzeba na swoją kolej, aby wsiąść do antycznych wagoników, które wwożą turystów na szczyt. Wjazd w niedzielę kosztuje nieco więcej niż normalnie 2500 pesos za bilet w dwie strony. Po drodze można wysiąść i zwiedzić ZOO. Ważne jednak, aby zwiedzić je w drodze na szczyt, gdyż kolejka nie zatrzymuje się w drodze powrotnej. Po wejściu na teren sanktuarium znajdujemy się w cieniu posągu Matki Boskiej (Virgen de la Inmaculada). Po tym jak znajdujemy dla siebie miejsce na schodach prowadzących do posągu możemy podziwiać panoramę miasta z Andami w tle. Niesamowitą panoramę miasta… Powoli wracamy do hotelu. Pora iść spać, jutro długa podróż do serca pięknej i groźnej Atacamy.

Comments

comments