Wulkan Pacaya – powód, aby wrócić do Antigua

Po zwiedzeniu Tikal wracamy do hotelu. Wygrzewanie się na tarasie z widokiem na jezioro pozwala odpocząć. Następnego dnia mamy autobus powrotny do Gwatemala City, a stamtąd do Antigua. Bilet kosztował nas 15 dolarów – zwykły autobus turystyczny. Kilka razy taniej niż „first class”. Wstajemy dość późno, śniadanie. Do południa pakowanie i wypoczynek w hotelu. Potem ruszamy zwiedzać Santa Anna. Miasto jest ciekawe – zupełnie inne od Flores. Trochę przypomina na pierwszy rzut oka fawele – z tym, że niezbyt kolorowe. W czasie spaceru obchodzimy dookoła znaczną część jeziora, jeszcze raz spacerujemy po Flores i ruszamy na dworzec (robiąc po drodze zakupy). Autobus mamy o 10.30. Okazuje się, że mimo iż nie jest to maszyna najnowsza, okna są pootwierane i strasznie wieje to… fotele (przynajmniej dla mnie) są wygodniejsze niż w „first class”. Udaje się nawet trochę zdrzemnąć. Po dotarciu do Gwatemala City, wysiadamy o 8 rano na jednym z dworców. Aby stąd dostać się na przystanek z którego odjeżdżają autobusy do Antigua, trzeba się dwukrotnie przesiąść. W sumie cała operacja okazuje się bardzo sprawna i kosztuje zaledwie 3 quetzale. Po drodze udaje się odwiedzić Muzeum Kolejnictwa Gwatemali – dość kuriozalne i fascynujące miejsce biorąc pod uwagę, że od dziesiątek lat nie przejeżdżał przez teren Gwatemali żaden pociąg. W końcu docieramy do Antigua. Odnajdujemy hotel niedaleko dworca autobusowego (dość wygodny, miał nawet okno ☺)) i ruszamy do agencji turystycznych wytargować dobrą stawkę za zwiedzanie wulkanów i transport na lotnisko. Cena standardowa: 10-12 USD za transport do lotniska i tyle samo za wulkan. Po niezbyt długich negocjacjach udaje się ustalić, że za pakiet: zwiedzanie wulkanu Pacaya + transport następnego dnia rano na lotnisko, zapłacimy 15 dolarów za osobę. Całkiem dobry deal ☺. Popołudnie spędzamy na gubieniu się w zakamarkach Antigua oraz robieniu drobnych zakupów. Jemy potrawy, których jeszcze nie mieliśmy okazji spróbować, próbujemy soków z owoców, których także nie piliśmy. Tak mijają całe godziny. W końcu zbieramy się do hotelu.

Rano pobudka wcześniej. Niedaleko w świetnej kawiarni pijemy kawę i obserwujemy życie miasteczka. Chcemy nacieszyć się atmosferą Antigua zanim ruszymy na wulkan. Bus podjeżdża pod nasz hotel o godzinie 14.00. Ruszamy. Po około półtorej godziny stajemy u bram parku narodowego. Nad nami wznosi się wulkan Pacaya. Kilka uwag praktycznych. Jest to najbardziej aktywny z wulkanów Gwatemali i stąd jest on najchętniej odwiedzany przez turystów, którzy pragną zrobić sobie niezwykłe zdjęcia. Wznosi się na wysokość 2550 m. n. p. m. Wulkan jest otoczony parkiem narodowym. Potoki lawy, erupcje, spektakularne widoki wieczorem sprawiają, że tłumnie ściągają tutaj turyści. Zwiedzanie odbywa się w zorganizowanych grupach. Bilet to parku kosztuje 50 GTQ. Trasa jest dość łatwa do pokonania, zajmuje 2 godziny, przed rozpoczęciem wspinaczki można np. skorzystać z toalety. Koniecznie trzeba zabrać ze sobą kurtę lub sweter – może być zimno oraz odpowiednie buty, najlepiej z cholewami.

Wspinaczka nie jest tak męcząca, jak można by przypuszczać. Po drodze można robić zdjęcia bardzo malowniczej okolicy. W końcu wchodzimy na szczyt, no prawie na szczyt. Niestety okazuje się, że nie można wspiąć się na krawędź wulkanu… niemniej wrażenia i tak są niezapomniane. Kilka zdjęć na szczycie, kilka minut nakręcenia filmów i… pora schodzić. Jak się okazuje zejście zajęło około pół godziny. Dotarliśmy do busa, kawa w kawiarni pod szczytem smakowała doskonale. Robi się ciemno… trzeba wracać do Antigua. Po drodze łapie nas jeszcze potworna burza… Gdy dojeżdżamy do naszego hotelu, jest już ciemno. Małe zakupy i czeka nas ostatnia noc w Gwatemali…

Comments

comments